Czas mijał szybko, szczególnie gdy życie nie
trwało w ciągłej rutynie. Raz skupiałem się na nauce, raz spędzałem czas z
Saszą. Mimo wszystko moje myśli wciąż zajmował Chan. Parę razy widziałem się z
nim na korytarzu, zapytałem o to jak się czuje, ale na tym zwykle nasz kontakt
się kończył. Dziś miałem chwilę nudy, bez nauki i Saszy. Pierwsze starałem się
odstawić na później, nie przesadzać z nią, a drugi udał się na siłownię. Z tego
też powodu postanowiłem, że zaczepię Chanyeola, o ile ten znajdował się w swoim
pokoju. Naciągnąłem przez głowę swoją bluzę i po poprawieniu włosów udałem się
do jego pokoju, który również z kimś dzielił. Zapukałem i odczekałem na możliwą
odpowiedź. Chwilę zacząłem się stresować, że może nie jest to odpowiednia pora,
ponieważ chłopak nie otwierał, ale ostatecznie to zrobił.
- O, Mike – wyglądał na ucieszonego. - Co cię tu sprowadza?
- Chciałem dowiedzieć się jak się czujesz –
oznajmiłem z miłym uśmiechem.
- Nie za dobrze, ale nie jest też aż tak źle.
Mogło być dużo gorzej – zaśmiał się pod nosem. - Dziękuję za troskę.
- Mogę ci jakoś pomóc? – zapytałem.
Szczerze chciałem wiedzieć, czy mógłbym coś dla
niego zrobić. W końcu mało kto mówił szczerze, że się źle czuje. A jak już to
robił, to raczej nie żartował tylko mógł potrzebować pomocy. Nie znałem tak
naprawdę Azjaty i nie wiedziałem z czym dokładnie ma problem. Dlatego wolałem
dopytać, ogłosić mu, że w razie czego chętnie mu pomogę. Nie mogłem przecież
też robić niczego na siłę. Ale mimo wszystko chciałem by wiedział, że w razie czego
może zawsze się do mnie odezwać.
- Już wystarczająco mi pomogłeś – poklepał mnie przyjacielsko
po ramieniu. - Nie musisz tak się mną przejmować.