Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trwające opowiadania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Trwające opowiadania. Pokaż wszystkie posty

25 marca 2018

Od Mike'a C.D: Lars


Sądziłem, że Sasza źle zrozumiał widzianą przez siebie sytuację albo może tylko naśmiewa się z mojego przyjaciela, ale okazało się, że Lars szczerze jest w związku z mężczyzną. Zdziwiło mnie to. Zazwyczaj zdawał się nie być pozytywnie nastawiony, wobec tego typu związków. Widać każdy jednak może się zmienić. W sumie też dużo czasu spędzali razem, ale to przecież nie musiało od razu oznaczać związku.
- Gratuluję zatem - uśmiechnąłem się do niego.
- Jemu gratuluj, że udało mu się złapać kogoś na takim poziomie jak ja - kliknął językiem.
- Mam nadzieję, że będzie wam szło - kiwnąłem głową.
- A jak tam twój kochaś?
- Dobrze - odpowiedziałem wesoło. W trakcie pozwoliłem sobie usiąść w jego krześle przy biurku, układając przy tym nogę na nogę.  
- A jak się czujesz? - zadał drugie pytanie po chwili ciszy.

24 marca 2018

Od Mike'a C.D: Chanyeol


Czas mijał szybko, szczególnie gdy życie nie trwało w ciągłej rutynie. Raz skupiałem się na nauce, raz spędzałem czas z Saszą. Mimo wszystko moje myśli wciąż zajmował Chan. Parę razy widziałem się z nim na korytarzu, zapytałem o to jak się czuje, ale na tym zwykle nasz kontakt się kończył. Dziś miałem chwilę nudy, bez nauki i Saszy. Pierwsze starałem się odstawić na później, nie przesadzać z nią, a drugi udał się na siłownię. Z tego też powodu postanowiłem, że zaczepię Chanyeola, o ile ten znajdował się w swoim pokoju. Naciągnąłem przez głowę swoją bluzę i po poprawieniu włosów udałem się do jego pokoju, który również z kimś dzielił. Zapukałem i odczekałem na możliwą odpowiedź. Chwilę zacząłem się stresować, że może nie jest to odpowiednia pora, ponieważ chłopak nie otwierał, ale ostatecznie to zrobił.
- O, Mike – wyglądał na ucieszonego. - Co cię tu sprowadza?
- Chciałem dowiedzieć się jak się czujesz – oznajmiłem z miłym uśmiechem.
- Nie za dobrze, ale nie jest też aż tak źle. Mogło być dużo gorzej – zaśmiał się pod nosem. - Dziękuję za troskę.
- Mogę ci jakoś pomóc? – zapytałem.
Szczerze chciałem wiedzieć, czy mógłbym coś dla niego zrobić. W końcu mało kto mówił szczerze, że się źle czuje. A jak już to robił, to raczej nie żartował tylko mógł potrzebować pomocy. Nie znałem tak naprawdę Azjaty i nie wiedziałem z czym dokładnie ma problem. Dlatego wolałem dopytać, ogłosić mu, że w razie czego chętnie mu pomogę. Nie mogłem przecież też robić niczego na siłę. Ale mimo wszystko chciałem by wiedział, że w razie czego może zawsze się do mnie odezwać.
- Już wystarczająco mi pomogłeś – poklepał mnie przyjacielsko po ramieniu. - Nie musisz tak się mną przejmować.

1 marca 2018

Od Lucas'a C.D: Jovel

       Banan rozpaćkał mi się w plecaku. Ten żółty skurczesyn jak gdyby nigdy nic postanowił dokonać swego żywota  między moimi książkami w biały dzień! Ciepła kleista maź była teraz nie tylko między stronnicami opasłych tomiszczy literatury XIX wieku, ale także na moim ubraniu, bo jako kompletny kretyn nie zauważyłem brei sączącej się przez materiał tornistra i zarzuciłem go sobie na plecy. Z kolei o moim błędzie dowiedziałem się dopiero po całej godzinie języka angielskiego, kiedy to chcąc zwrócić wypożyczone lektury do biblioteki, natknąłem się na papkę edukacyjno-spożywczą. W panice rzuciłem się do najbliższej łazienki, by uratować, co mi jeszcze pozostało. W końcu żadna bibliotekarka nie znosi książek pływających w bananowej zalewie... Każdą możliwą częścią ciała podtrzymywałem jakąś rzecz, dla przykładu w zębach tkwił portfel i dokumenty, telefon przyciskałem brodą, pod pachami dzierżyłem co większe książki, zaś w ręce podtrzymującej sam plecak dzwoniły stalowe klucze. Byłem tak skupiony na ratowaniu całego dobytku, że dopiero gdy reszta drugiego śniadania wylądowała na kafelkowej podłodze szkolnej łazienki, zauważyłem, że nie byłem w niej sam...   
       Jovel, dość przeciętnego wzrostu neandertalczyk, stał wgapiony w lustro nad umywalką. Na plask kanapek uderzających o podłoże odwrócił się i rzucił gniewne spojrzenie. 

28 lutego 2018

Od Jovela Do Lucasa

Małe perełki powietrza uciekały z ust białowłosego młodzieńca i mknąc przez brudnawą wodę muszli, docierały do wzburzonej tafli. Czoło chłopaka, przyciśnięte do dna szkolnego kibla pulsowało tępym bólem po uderzeniu. Nie miał się po co wyrywać, nad nim stało kilku kolegów, zabierających możliwości decyzyjne związane z taką kąpielą. Klasyk, troche przeżarty, nie robił na Celu wielkiego wrażenia. Istniało jednak spore ryzyko czegoś większego niź podtopienie, więc musiał przyznać jakieś punkty tej starodawnej technice dręczenia. Ale znowu, brak oryginalności jego oprawców, gdzie ta filmowa finezja? Nudni byli. W tym jednak momencie mózg Jokera bardziej zajmowały myśli o braku tlenu i umierających szarych komórkach. Stresująca sytuacja łatwo spajająca strach i upokorzenie. Przynajmniej się nie szamotał jak zwierz w sidłach, bo to było niemalże tak bardzo uwłaczające jak sam fakt topienia w toalecie. Wyczekiwanie brutalnym ruchem, głowa Jovela została wyciągnięta na morke kudły, aż do momentu wygięcia jej niekomfortowo w tył. Zachłysną się powietrzem, nie wiedząc czy postanowią znowu go podtapiać czy też zostawić w tymczasowym spokoju. Po kilku dziesiątych sekundy niepewności, zaczął łapać cenne oddechy. Ich głosy stawały się w jego uszach nieposkładanymi mieszaninami głosek i nie silił się na ich odszyfrowywanie. Poczuł ciągnięcie go za włosy do góry, na które nawet się zbytnio nie skrzywił.

Od Matt'a C.D: Lucas

     Trzasnąłem drzwiami z taką siłą, że niemal mogłem usłyszeć echo niosące się po korytarzu.
Wziąłem głęboki oddech, próbując się uspokoić, ale gdy tylko kropla lodowatej wody skapnęła z moich włosów na ramię, poczułem kolejny przypływ złości. Puściłem soczystą wiązankę, z całego serca przeklinając tego irytującego gnojka. Skąd on ma te idiotyczne pomysły? Nie dość, że śmiał mnie obudzić, zrobił to lodowatą wodą, która zamoczyła moje łóżko...
     Podszedłem do okna i otworzyłem je na całą szerokość. Oparłem się dłońmi o parapet i przez chwilę oddychałem nieco chłodnym, jesiennym powietrzem. Gdy już trochę ochłonąłem, spojrzałem w stronę łazienki. Lucas zachlapał całą posadzkę... Pewnie dlatego się poślizgnął i przywalił szczęką w podłogę. 
- Ciekawe, czy nic mu nie jest... - mruknąłem sam do siebie.
Zaraz po wypowiedzeniu tych słów potrząsnąłem głową. Jasne, że nic mu nie jest. A nawet jakby było, to co mnie to obchodzi? Należało się kurduplowi.

21 lutego 2018

Od Larsa C.D Mike


   Nauczycielka o kruczoczarnych włosach w zbyt krótkiej  jak na swój zawód spódniczce, tłumaczyła coś po łacinie. Nie wiedziałem na jakich zajęciach jestem i dlaczego kobieta mówi jedynie po łacinie, ale nie widziałem w tym nic dziwnego. Bardziej dziwił mnie fakt dlaczego wygląda jak doświadczona aktorka porno. Rozejrzałem się po klasie, jakby czegoś szukając, albo kogoś.  Czułem że o czymś nie pamiętam, o czymś ważnym. Powodowało to we mnie frustracje, uporczywie szukałem czegoś wzrokiem. Gdy nagle usłyszałem pukanie w swoją ławkę, spojrzałem na powrót przed siebie. Kobieta stała wprost przy mnie, biust wylewał jej się niemal, przez dekolt w jej koszuli.
   Coś do mnie mówiła, jednak już nie wiedziałem co, a zresztą, gadała po łacinie, nawet jeżeli słowa byłyby wyraźne i tak bym gówno zrozumiał. Zamrugałem kilka razy, znajdowałem się w swoim pokoju. A więc głupi sen.  Pukanie nie ustawało, jednak dobiegało z strony drzwi.
   Nieprzytomny złapałem za telefon, było kilka minut po dziesiątej.  Poczułem nieodpartą chęć zjebania Reinera za odwiedziny o tak wczesnej porze. Weekend był od wyspania się, nie wstawania skoro świt.

18 lutego 2018

Od Fabiena C.D Jovel

   Przez chwilę stałem nieruchomo, patrząc za odchodzącym Jovelem.  Zerknąłem jeszcze na Chana, który wciąż spał, albo dobrze udawał. By następnie założyć buty i w pośpiechu zamykając drzwi  wyjść za swoim chłopakiem. Nie tolerowałem zbytnio osób pod wpływem używek, jednak zarazem nie mogłem go zostawić w takim stanie. Szczególnie, że bełkotał bez żadnego sensu i ledwo szedł, co jako cel nie było dla niego ani trochę bezpieczne. Nie  wiedziałem, do czego mogły się posunąć osoby, które teraz by go spotkały. Z pewnością nie chciałem się przekonywać. Dogoniłem go więc i złapałem za rękę z czułością. Spojrzał się na moją dłoń w zdziwieniu.
   -Zaprowadzę cię do pokoju Jovel, jesteś w złym stanie – Oznajmiłem a przez głowę, przeszła mi myśl, czy mój chłopak, nie był w takim stanie z racji całej farsy związanej rangami. Chyba byłem złym wsparciem, zawsze trzymałem się na uboczu. A teraz, posiadając kogoś, kim mogłem się opiekować nie robiłem praktycznie nic, czy na pewno nadawałem się do tego… Do związku? Z drugiej strony, cóż miałem zrobić, skoro nikogo zbytnio nie obchodził los osób które otrzymały kartę celu. A sam nie mogłem go bronić cały czas, szczególnie, iż Jovel był uparty w swoim ciągłym twierdzeniu, że radzi sobie sam.

7 lutego 2018

Od Reiner'a C.D: Lars

Nie byłem jeszcze przyzwyczajony do delikatnych czułości Larsa. Nie mogłem powiedzieć, że mi się one nie podobały, ale było to dla mnie czymś nowym. W końcu nigdy wcześniej nie miałem nikogo bliskiego, a teraz w moim życiu nagle pojawił się Lars. Z początku nie sądziłem, że się dogadamy. Lecz zdecydowanie szybko zaczął zmieniać moje nastawienie wobec niego. Aż w końcu znaleźliśmy się w sytuacji w jakiej aktualnie byliśmy. Nie wiedziałem, ile w niej pozostaniemy, ale nie zależało mi na szybkim końcu. Dopiero siebie nawzajem poznawaliśmy i byłem pod wrażeniem tego jak dobrze drugi sobie radził z kontaktem cielesnym. Nie spodziewałem się, że w ogóle zebrałby się na pocałunki. A jednak.
- Szczerze to wciąż próbuję to wszystko ogarnąć, ale również nie mogę narzekać – odpowiedziałem z łagodnym uśmiechem, właściwie nie wiedząc do końca co powiedzieć. Chyba serio wciąż nie dowierzałem, co się stało. Nie wiem tylko czy to był poziom nastolatki, która jest w szoku, że w końcu z kim jest czy co… Ale się cieszyłem z tego wszystkiego. Z towarzystwa Larsa i jego bliskości.

31 stycznia 2018

Od Charliego C.D: Mephistopheles

Nasze śniadanie jak zawsze minęło w miłej atmosferze oraz wspólnych rozmów. Dopiero teraz zaczynałem dostrzegać plusy posiadania dużego stołu. Wszyscy mogli wspólnie siedzieć i dzielić się jednym posiłkiem. Każdy mógł nakładać sobie co chciał z półmisków przygotowanych przez moją matkę. Ta chciała wszystkich jak najlepiej ugościć i znajdowały się różne produkty. Od zwykłego mleka i dwóch rodzajów płatków, przez typowe jedzenie, z którego składało się tradycyjne Angielskie śniadanie (jak kiełbaski, jajka, pomidory czy inne), pieczywo, masło, szynki, sery. Generalnie to wyglądało bardziej jak mała uczta. Moja matka zawsze chciała, aby każdy znalazł coś dla siebie i nigdy nie pozwalała by resztki się zmarnowały. Potrafiła je wykorzystać w obiedzie, zostawić na późniejszy lunch, albo też zwyczajnie je zapakować i przechować w lodówce na kolację czy też śniadanie następnego dnia.
Po posiłku podziękowałem za śniadanie, a następnie udałem się z Mephim do mojego pokoju. Tam położyłem się na swoim łóżku z nogami wciąż na podłodze i przeciągnąłem się, dopóki nie poczułem jak kilka kostek strzeliło w moim ciele. Och jaki emeryt się ze mnie robił. Meph siadł obok mnie po czym rzucił spokojne „wiesz, że cię kocham. Prawda?”. Uznałem to za urocze. Na co dzień zamknięty w sobie i nieco oschły Mephistopheles pokazywał tyle uczuć w moim towarzystwie. Przekręciłem się na bok i ułożyłem jedno ramię pod głową, a drugie na jego udach tak jakby go tuląc.
- Wiem, ja ciebie też – zaśmiałem się cicho.
- Naprawdę? – uniósł delikatnie kącik ust.

Od Lucasa C.D: Matt

       Matt był naprawdę spiętym gościem. Dosłownie! Zero uśmiechu, nawet kącik ust mu nie drgnął, kiedy baldachim zwalił się na ziemię. Już moja w tym głowa, żeby rozkręcić tego gogusia. Z głupawym uśmieszkiem podniosłem się z ziemi. Mój zirytowany współlokator leżał skierowany do ściany, głośno wzdychając. Na ten widok uśmiechnąłem się jeszcze szerzej. Stałem przez chwilę wpatrzony w postać Matta zwiniętego na łóżku, po czym udałem się do łazienki. Krótko szukałem pomysłu, właściwie to napatoczył mi się już po chwili. Zabawne, że to właśnie w takich miejscach jak łazienka najczęściej doznawałem olśnienia.

29 stycznia 2018

Od Larsa C.D Reiner

Minęło już kilka dni, od kiedy pocałowałem Reinera, by zapieczętować tym nasz związek. Siedząc na łóżku, zaraz po przebudzeniu, wciąż niedowierzałem jak do tego doszło. Ja i Reiner. Razem. Czułem się przy nim dobrze, żartowaliśmy, dogadywałem się z nim jak z nikim innym, ale żebyśmy stworzyli razem związek? Nigdy nie byłem z kobietą, a miałem być z facetem?  Najgorszy w tym wszystkim był fakt, że ja CHCIAŁEM spróbować. Przetarłem zrezygnowany twarz. Jakie to dziwne uczucie, cieszyć się z tego, że podobasz się facetowi, będąc facetem. Lubiłem go nawet całować i to nie było zwykłe puste pożądanie, a przynajmniej tak mi się wydawało. Westchnąłem.  Złapałem za telefon, by sprawdzić godzinę 10:48, jeden sms. Od Reinera.

12 stycznia 2018

Od Mike'a C.D: Chanyeol

Swoim zwyczajem martwiłem się o mojego nowego znajomego. Czy na pewno nic mu się nie stało? Była późna pora jak wtedy odszedł. Większość sklepów jest o tej godzinie zamkniętych, więc nawet nie wiem, gdzie on się niby zamierzał udać. Do tego wszystkiego czy na pewno znał okolicę? Westchnąłem i pokręciłem głową. Przecież na pewno sobie poradził. Zgubić się nie zgubił ani nic. Bo co mu się miało stać? Wrócił pewnie do siebie i tyle, a ja jak zwykle tylko za dużo na tym myślałem. Westchnąłem ciężko i mimowolnie warknąłem. Za dużo myślę, tak zdecydowanie jest to mój problem. Mimo wszystko z jakiegoś powodu nie umiałem nad tym zapanować. Dobrze przynajmniej, że Saszę coraz mniej męczyłem. Byłem świadom tego, że jestem męczący. Szczególnie, kiedy kończyło się na tym, że czuł się zmuszony do pocieszania mnie. Nie! Koniec tego. Ustaliłem, że w końcu się wezmę w garść. Nie mogłem przecież pozwolić przeszłości zająć moją głowę.
O właśnie, zajmowanie głowy. Wyszedłem przed zajęciami chwilę pobiegać by oczyścić umysł, a tylko bardziej go zaśmiecałem myślami. Koniec z tym. Przestań myśleć. Ciesz się w miarę ładną pogodą. W końcu trochę wyszło słońca, mimo że było strasznie zimno. Nawet w trakcie biegania potrzebowałem mieć na sobie bluzę. Bez ruchu zapewne aktualnie byłbym w kurtce. Nie lubiłem za bardzo zimna, ale z drugiej strony też byłem do niego w miarę przyzwyczajony. Nie marzłem tak łatwo jak niektórzy.

7 stycznia 2018

Od Jovela C.D. Fabien

Idąc niezbyt jasnym korytarzem budynku dormitoriów, opierał się o ścianę. Z ust czuł zapach krwi zdominowany odorem podchodzących do gardła wymiocin. Wymięty top z hamskim napisem "Trash" udsłaniał wykwiatający na brzuchu Dahmera siniec, cudowny bukiet fioletu, różu i czerwieni, rozciągający się od boku do boku. Na dodatek, dokładnie tak jak prawdziwe kwiaty, miał potem zżółknąć, a potem zniknąć z zasięgu widzenia. Chłopak czuł jak jego wnętrzności pulsują nieustannie, przypominając mu o rozrastaniu się tego pieprzonego wylewu na jego ciele. Powstrzymywał odruch wymiotny, choć wiedział, iż po puszczeniu pawia psychicznie by mu ulżyło. Łazienka była jednak jeszcze trochę drogi przed nim. W sumie średnio wiedział, która była godzina. Słońce już zaszło, może nawet było już po dwudziestej. Z pomieszczenia docelowego sączyło się lekkie światło, niczym latarnia dla statku Jovela, niesionego falą wzbierających żygowin. Niespokojne kwasy żołądkowe musiały jednak wychamować swoją euforię, ponieważ do uszu nastolatka dobiegły czyjeś głosy. Jedną z ostatnich rzeczy na liście nieprzyjemnych sytuacji dla Jokera były spotkania z obcymi w łazience, a pora nocna jedynie kumulowała chujnie jaką takiż zbieg okoliczności był. Cel przeklą pod nosem, zaczynając się wycofywać. Miał jeszcze kilkanaście metrów, mógł więc niezauważenie wymsknąć się z sideł nadciągającego mordobicia na dobranoc. Zanim jednak obmyślił, w jakim miejscu opłaca mu się przeczekać aż do chwili zwolnienia łazienki na korytarzu rozległy się zupełnie nie dyskretne kroki. Z ciemności wyłonił się opiekun męskiej części dormitoriów, wyraźnie niechętnie zmierzający do toalety. Cóż, Richard Starn do najbardziej pracowitych nie należał, poza tym raczej miły i nieogarnięty był z niego gość. Jednak fakt, iż szedł sprawdzać łazienkę, świadczyło o tym, że tej nocy Jovel raczej z niej nie skorzysta. Ciemne oczy Jokera obserwowały jak koleś, luźnym ubiorem zbliżony niezwykle do swoich podopiecznych, wchodzi do pomieszczenia.

31 grudnia 2017

Od Mephistopheles'a C.D Charlie

                                                                        ***
   Siedziałem  na ławce, prostej metalowej bujawki i popalałem papierosa, z zarzuconym na ramiona płaszczem. Było po ósmej, a to był pierwszy dzień kiedy wyszedłem z domu na fajkę. Nikt mi nie przeszkadzał, Charlie jeszcze słodko spał, nie będzie marudził, że palę. Na dobrą sprawę, nie musiał nawet wiedzieć, że wyszedłem.
   Westchnąłem, nie mogłem uwierzyć, iż naprawdę dzisiejszego dnia mieliśmy ,,witać’’ nowy rok. Razem. Jako para. I żyłem…  Przymknąłem oczy i siedziałem tak zamyślony, kończąc papierosa i zaczynając następnego.
Z zamyślenia wyrwał mnie dopiero głos Charliego dobiegający od strony szklanych drzwi
   -Uciekłeś mi –Zarzucił

29 grudnia 2017

Od Lucas'a

       Z całej siły pchnąłem drzwi wyjściowe budynku szkoły. Chłodne jesienne powietrze uderzyło mnie, rozpraszając wokół strąki ciemnych włosów. Niechlujnie owinąłem się szalikiem po uszy i szybkim krokiem ruszyłem w stronę parku. Z impetem wcisnąłem dłonie w kieszenie kurtki, klnąc pod nosem. 
       -Lars, walony dupku, jeszcze pożałujesz...- burknąłem sam do siebie, przypominając sobie twarz jasnowłosego Egoisty.  Zero dystansu do siebie, para pięści, i całkowity brak śladów jakiejkolwiek inteligencji. Po prostu wyrośnięty neandertalczyk. Wszyscy traktują tu tą durną grę poważnie, Schulte rzecz jasna stanowi wyjątek. Olał moją rangę i wyzwanie, po czym sprał mnie zupełnie bezkarnie, jakby była to rzecz najzwyczajniejsza w świecie. Poprawiłem przeciwsłoneczne okulary, osłaniające przed światem zewnętrznym jeszcze opuchnięte oko, pamiątkę po wizycie wcześniej wspomnianego jaskiniowca. Palant. 
       Wkrótce dotarłem nad parkowy staw. Kamieniste wybrzeże co chwila atakowały delikatne fale wzburzone porywistym wiatrem. Nie zważając na nie, zbliżyłem się do jeziorka. Po chwili pierwsze krople wody zaczęły przesiąkać przez cienki materiał mocno znoszonych trampek, jednakże byłem zbyt wzburzony, by się tym przejmować. Schyliłem się i pochwyciłem najbliższy kamień, po czym cisnąłem go w ciemną toń stawu. Wkrótce do mych uszu dotarł cichy plusk, a na tafli wody parędziesiąt metrów ode mnie zaczęły rozchodzić się drgające kręgi. Bez zastanowienia sięgnąłem po kolejny pocisk, i po kolejny. 

26 grudnia 2017

Od Chanyeol'a C.D: Lucas

     Czułem, jak duma mnie rozpiera. Moje zdolności aktorskie były coraz lepsze, zdołałem nawet nabrać Lucasa. I to jeszcze jak... aż cały zbladł! Ciesząc się ze swojego sukcesu zaniosłem się śmiechem, świętując wygraną nad przyjacielem. Chciał sobie pożartować, ale go zaskoczyłem. Nie mogłem się uspokoić i prawie turlałem się po ziemi, gdy nagle usłyszałem ciche stuknięcie. Wtedy zrozumiałem, że coś było nie tak. Przecież normalnie Lucas śmiałby się razem ze mną...
     Podniosłem głowę i zobaczyłem swojego towarzysza, leżącego bez ruchu na ziemi. Szybko zacząłem gramolić się na kolana, przybliżając się do przyjaciela. Położyłem mu rękę na ramieniu, potrząsając nim delikatnie.
- Lu... Lucas? - mruknąłem zaniepokojony. - Co... Co ci jest?
Oczywiście mi nie odpowiedział. Nachyliłem się nad nim, żeby sprawdzić oddech. Oddychał normalnie, serce też biło tak, jak powinno. Zemdlał..? Potrząsnąłem nim lekko jeszcze kilka razy, ale nadal leżał bez ruchu, cały blady, a na jego czole zobaczyłem kilka kropelek potu. Nie do końca wiedziałem, co zrobić, a przecież nie mogłem bezczynnie siedzieć. Nie mogłem też pozwolić sobie na panikowanie.

Od Lucasa C.D: Chanyeol


       Dobra, przyznam szczerze, kiedy zobaczyłem krew na dłoni, nieco zrzedła mi mina. Czym prędzej oderwałem od niej wzrok, czując niezłe zawroty głowy. Mógłbym się założyć, że jeszcze chwila takiego widoku i bym odleciał. Nie żeby było jej jakoś dużo, w sumie to tylko kilka kropel. Kilka, kilkanaście, strużka... Okropność. Nawet nie zdziwił mnie fakt, że nie czułem w zasadzie żadnego bólu, do czasu, kiedy Chan okazał się jednym z tych ludzi, którzy zamiast zlitować się nad rannym, będą go tylko torturować. Zacząłem niekontrolowanie wierzgać piętami, kiedy woda utleniona wtargnęła do skaleczenia, przyprawiając mnie o ostre szczypanie.
       -Au, au, au, AU! - wyszarpnąłem dłoń z uchwytu Chanyeola. -To boli! - burknąłem z wyrzutem.
       Jak się okazało w gabinecie szkolnej piguły, kontuzją Chan'a nie było skręcenie. W zasadzie nie wiem, czym było, ponieważ odmówiono mi udzielenia dokładniejszej informacji, a poszkodowanego po raz ostatni ujrzałem, będąc wypraszanym z gabinetu. Jedyne, co udało mi się wyciągnąć, to to, że uraz był na tyle poważny, iż niezbędna okazała się wizyta w szpitalu. Wtedy dało o sobie znać chyba najgorsze poczucie winy w moim życiu. Na dodatek nie miałem okazji go przeprosić albo chociaż towarzyszyć w niedoli. W końcu ja ponosiłem za to wszystko całą odpowiedzialność. Szalik, wygłupy... Zamyślony skierowałem się do pokoju.

30 listopada 2017

Od Mike'a C.D: Chanyeol

Odwróciłem się by zobaczyć co się stało z Chanyeolem. Ten akurat kucał i zbierał coś z ziemi. Podszedłem do niego i już miałem zapytać czy wszystko okey, kiedy ten oznajmił, że zgubił kilka części swojej bransoletki. Chciałem wyjąć telefon w celu poświecenia trochę po trawie, ale nim zdążyłem nawet zaoferować swoją pomoc Chan oznajmił, że nic się nie stało i ruszył dalej. Zwróciłem uwagę na to, że naciąga rękaw na gołą skórę, lecz w tym momencie nie myślałem nad tym za bardzo.
- Jesteś pewien, że nie chcesz poszukać? Chętnie ci pomogę – zaoferowałem, lecz ten odmówił. Nie zamierzałem się z nim kłócić ani się narzucać, więc po prostu kontynuowałem nasz wspólny spacer. – Chłodno jest ostatnio – skomentowałem pogodę, nawiązując do jego ściągnięcia rękawów.
- To fakt – przytaknął z lekkim uśmiechem po tym jak zadrżał z zimna.
- Spędzasz święta w szkole czy wracasz do domu? – zadałem kolejne pytanie nieco pewniej. Chciałem czymś zalepić niezręczną ciszę, a ten temat wydawał mi się najprostszy, jako że święta zbliżały się wielkimi krokami. Chwilę czekałem na odpowiedź, lecz mi nie przeszkadzało. Widać chłopak musiał pomyśleć nad swoimi słowami.
- Najpewniej spędzę je w szkole, nie za bardzo mam, gdzie wracać - wzruszy ramionami. - Nigdy jakoś szczególnie nie obchodziłem świąt.

26 października 2017

Od Mike'a C.D: Lars

Sam z siebie nigdy nie chodziłem do restauracji czy nawet kafejek. Nie było potrzeby szczególnie, że w szkole mieliśmy stołówkę. Kilka razy jednak dałem się zaprosić przez swoich znajomych. A może raczej przyjaciół? Sam nie do końca byłem pewien jak ich nazwać. Larsa bez problemu byłem w stanie nazwać przyjacielem. Osoby mi znajome z poza szkoły już trudniej. Ale nie o tym mowa. Znałem kilka restauracji i chyba ów japońska najbardziej przypadła mi do gustu. Chyba przeważnie ze względu na to, że nie była aż tak otwarta na salę. Można było wybrać między publicznymi siedzeniami przy barze, albo wybrać się do bardziej prywatnych sof, które miały na tyle wysokie oparcia, że tworzyły jakby własne pokoiki. Trudno mi było to opisać, ale na szczęście nie musiałem tego robić.
- Jak tam u twojego brata? – zapytałem, chcąc pozbyć się niezręcznej ciszy.
- Ych...dołączył skończony debil do wojska, ojciec umarł podczas służby a tego zjeba to nic nie nauczyło – warknął. Widać jego negatywne nastawienie wobec wojska się nie zmieniło, lecz to mnie nie dziwiło. Sam byłem przeciwny służbie, a w szczególności przy bliskich mi osobach.
- Czyli jednak nie zmienił zdania… – odpowiedziałem zwyczajnie. W końcu brat Larsa już to planował jeszcze jak chodziłem z Larsem do tej samej klasy. – Pewno nie dałeś mu po tym spokoju – zaśmiałem się cicho.

15 października 2017

Od Fabiena C.D: Chanyeol'a

    Poczułem się… spławiony? Myśl, że Chan mógł wyjść na spacer, kiedy tak lało, ze względu na to, że po prostu nie chciał ze mną przebywać, dołowała mnie. Może źle zrobiłem, wprowadzając się do niego? I może jednak lepiej bym zrobił zostając w pokoju jednoosobowym. Zagryzłem wargę po czym wygrzebałem się niechętnie z łóżka, by następnie ruszyć do łazienki. Tam spędziłem dobrą godzinę, pod strumieniem gorącej wody, z czego jakieś trzydzieści minut, po prostu siedziałem odrętwiały, wsłuchując się w szum wody.     Wyszedłem już ubrany, choć nadal z mokrymi włosami, pierwszym co dostrzegłem, był powrót mojego współlokatora. Chyba spał, więc w ciszy zabrałem się za ścielenie swojego łóżka. Dopiero po dobrej chwili zauważając, że albo się myliłem, albo się wybudził.
Spojrzałem w jego stronę nieśmiało, po czym usiadłem na swoim posłanym łóżku.
    -Chan… mam pytanie – Zacząłem ostrożnie, myśląc nad tym jak skleić odpowiednio słowa, bawiłem się przy tym palcami, spuszczając wzrok. Szczerze nigdy nie lubiłem takich tematów, ale nie chciałem mu się narzucać.      Chciałem wiedzieć na czym tak naprawdę stoję.