Czułem, jak duma mnie rozpiera. Moje zdolności aktorskie były coraz lepsze, zdołałem nawet nabrać Lucasa. I to jeszcze jak... aż cały zbladł! Ciesząc się ze swojego sukcesu zaniosłem się śmiechem, świętując wygraną nad przyjacielem. Chciał sobie pożartować, ale go zaskoczyłem. Nie mogłem się uspokoić i prawie turlałem się po ziemi, gdy nagle usłyszałem ciche stuknięcie. Wtedy zrozumiałem, że coś było nie tak. Przecież normalnie Lucas śmiałby się razem ze mną...
Podniosłem głowę i zobaczyłem swojego towarzysza, leżącego bez ruchu na ziemi. Szybko zacząłem gramolić się na kolana, przybliżając się do przyjaciela. Położyłem mu rękę na ramieniu, potrząsając nim delikatnie.
- Lu... Lucas? - mruknąłem zaniepokojony. - Co... Co ci jest?
Oczywiście mi nie odpowiedział. Nachyliłem się nad nim, żeby sprawdzić oddech. Oddychał normalnie, serce też biło tak, jak powinno. Zemdlał..? Potrząsnąłem nim lekko jeszcze kilka razy, ale nadal leżał bez ruchu, cały blady, a na jego czole zobaczyłem kilka kropelek potu. Nie do końca wiedziałem, co zrobić, a przecież nie mogłem bezczynnie siedzieć. Nie mogłem też pozwolić sobie na panikowanie.