Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chanyeol & Lucas. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chanyeol & Lucas. Pokaż wszystkie posty

26 grudnia 2017

Od Chanyeol'a C.D: Lucas

     Czułem, jak duma mnie rozpiera. Moje zdolności aktorskie były coraz lepsze, zdołałem nawet nabrać Lucasa. I to jeszcze jak... aż cały zbladł! Ciesząc się ze swojego sukcesu zaniosłem się śmiechem, świętując wygraną nad przyjacielem. Chciał sobie pożartować, ale go zaskoczyłem. Nie mogłem się uspokoić i prawie turlałem się po ziemi, gdy nagle usłyszałem ciche stuknięcie. Wtedy zrozumiałem, że coś było nie tak. Przecież normalnie Lucas śmiałby się razem ze mną...
     Podniosłem głowę i zobaczyłem swojego towarzysza, leżącego bez ruchu na ziemi. Szybko zacząłem gramolić się na kolana, przybliżając się do przyjaciela. Położyłem mu rękę na ramieniu, potrząsając nim delikatnie.
- Lu... Lucas? - mruknąłem zaniepokojony. - Co... Co ci jest?
Oczywiście mi nie odpowiedział. Nachyliłem się nad nim, żeby sprawdzić oddech. Oddychał normalnie, serce też biło tak, jak powinno. Zemdlał..? Potrząsnąłem nim lekko jeszcze kilka razy, ale nadal leżał bez ruchu, cały blady, a na jego czole zobaczyłem kilka kropelek potu. Nie do końca wiedziałem, co zrobić, a przecież nie mogłem bezczynnie siedzieć. Nie mogłem też pozwolić sobie na panikowanie.

Od Lucasa C.D: Chanyeol


       Dobra, przyznam szczerze, kiedy zobaczyłem krew na dłoni, nieco zrzedła mi mina. Czym prędzej oderwałem od niej wzrok, czując niezłe zawroty głowy. Mógłbym się założyć, że jeszcze chwila takiego widoku i bym odleciał. Nie żeby było jej jakoś dużo, w sumie to tylko kilka kropel. Kilka, kilkanaście, strużka... Okropność. Nawet nie zdziwił mnie fakt, że nie czułem w zasadzie żadnego bólu, do czasu, kiedy Chan okazał się jednym z tych ludzi, którzy zamiast zlitować się nad rannym, będą go tylko torturować. Zacząłem niekontrolowanie wierzgać piętami, kiedy woda utleniona wtargnęła do skaleczenia, przyprawiając mnie o ostre szczypanie.
       -Au, au, au, AU! - wyszarpnąłem dłoń z uchwytu Chanyeola. -To boli! - burknąłem z wyrzutem.
       Jak się okazało w gabinecie szkolnej piguły, kontuzją Chan'a nie było skręcenie. W zasadzie nie wiem, czym było, ponieważ odmówiono mi udzielenia dokładniejszej informacji, a poszkodowanego po raz ostatni ujrzałem, będąc wypraszanym z gabinetu. Jedyne, co udało mi się wyciągnąć, to to, że uraz był na tyle poważny, iż niezbędna okazała się wizyta w szpitalu. Wtedy dało o sobie znać chyba najgorsze poczucie winy w moim życiu. Na dodatek nie miałem okazji go przeprosić albo chociaż towarzyszyć w niedoli. W końcu ja ponosiłem za to wszystko całą odpowiedzialność. Szalik, wygłupy... Zamyślony skierowałem się do pokoju.

19 września 2017

Od Chanyeol'a C.D: Lucas

     Czułem się śmiesznie z Lucas'em siedzącym na moich plecach. Chociaż nie ważył wiele, strasznie się kręcił, więc kilka razy zachwiał moją równowagę. Mimo to utrzymanie go nie było wcale takie trudne. Z resztą najwyraźniej ten bordowy szal był dla niego ważny, więc chciałem mu jakkolwiek pomóc, próbując dać z siebie wszystko. Podałem mu dość długi patyk, żeby mógł sięgnąć po swój szalik. Nasz pomysł okazał się bardzo dobry i skuteczny, bo Lucas'owi udało się złapać czerwony materiał na badyl. Mój towarzysz wyraźnie się ucieszył, jednak jego radość trwała stosunkowo krótko. Z tych wszystkich emocji Lucas odchylił się zbyt mocno do tyłu, zupełnie zaburzając moją równowagę.
     Kiedy się zachwiałem, Lucas mnie puścił i zsunął się z moich pleców padając na ziemię. Kątem oka zdążyłem zobaczyć tylko turlające się po ziemi szyszki, które wzbił w powietrze Lucas, gdy nagle zrobiłem krok w tył i poczułem straszny ból. Padłem plecami na parę szyszek, jednak nawet tego nie poczułem. Moją uwagę przykuwało palące pieczenie kostki, więc nie zwracałem uwagi na odrapane i troszkę poranione plecy. Podniosłem się do pozycji siedzącej i dopiero wtedy zrozumiałem, co się stało.
     Okazało się, że przy moich stopach był niewielki dołek. Jednak wystarczająco duży, żebym wykręcił przez niego kostkę w czasie nieudolnych prób ratowania równowagi. Noga pulsowała mi od stopy do połowy łydki. Pozostało mi mieć nadzieję, że to serio tylko skręcenie... Jak zwykle w takiej sytuacji nie chciałem okazać choćby najmniejszej słabości, chciałem sobie z tym poradzić i najzwyczajniej w świecie to zignorować. Ale ignorowanie tego bólu było trudne...

17 września 2017

Od Lucas'a C.D: Chanyeol

  -Wabi się Wybielacz- oznajmiłem, przełykając kawałek sernika. -Jest raczej głupi i przygłuchy, ale przynajmniej w ogóle jest- dodałem, spoglądając na burego szczura zajmującego dumnie miejsce na mojej dłoni. Kiedy zwierzak usłyszał swoje imię, instynktownie odwrócił się w moją stronę. Zabawne, bo zwykle tego nie robił. Patrząc w te jego czarne oczka, po prostu nie mogłem mu odmówić. Dałem mu kawałek ciasta.
       Z początku myślałem, że Wybielacz po prostu jest nieposłuszny, ale pewnego dnia okazało się, że nie zawsze słyszy, co się do niego mówi. Po części była w tym moja wina. Kiedy dostałem go rok temu, przez przypadek zepchnąłem go do wanny pełnej wody. W wyniku komplikacji po wypadku i wody, która dostała się do jego uszu, Wybielacz częściowo stracił słuch. Miało to też swoje plusy. Jako, że szczury to zawodowi wyłudzacze jedzenia, Wybielacz nie zawsze zauważał, a raczej słyszał, kiedy miałem przy sobie jakieś smakołyki, dzięki czemu nie musiałem się z nim niczym dzielić. Hah, *egoista*.
       -Mnie tam się podoba- oświadczył Chan, smyrając palcem uszaka po puchatej główce. Wybielaczowi się to chyba spodobało, bo kiedy tak szliśmy parkową aleją, skubaniec powoli zbliżał się do chłopaka, aż w końcu całkiem usiadł na jego ręce. -Chyba mnie lubi- zauważył Chan z delikatnym uśmiechem.

11 sierpnia 2017

Od Chanyeol C.D: Lucas'a

Możliwe, że kto inny zabiłby Lucas'a za tą sztuczkę, zważając na spojrzenia niektórych uczniów. Miałem przeczucie, że jeśli chłopak lubi takie rzeczy i posiedzi tu dłużej, to w krótkim czasie zawładnie całą stołówką.
- Podobała ci się sztuczka?- zapytał wesoło.
Niestety ze względu na mój obecny 'atak', nie byłem w stanie mu odpowiedzieć, więc uśmiechnąłem się tylko między kolejnymi napadami kichnięć.
Gdy tylko odzyskałem władzę nad swoim nosem, zabrałem się za dokończenie posiłku. Byłem na tyle głodny, że nawet nie zależało mi na jakichś daniach z wyższej półki, zadowoliłbym się zwykłą sałatką.
Z resztą, nigdy nawet nie jadałem w żadnych restauracjach, więc nie mam francuskiego podniebienia. Przyzwyczaiłem się do jedzenia tego, co mi dają. O ile dobrze pamiętam, nie mam żadnych ulubionych potraw.
Lucas poczekał cierpliwie aż skończę posiłek, po czym wstał od stolika.
- No to co, idziemy zwiedzać nowy teren?

Od Lucas'a C.D: Chanyeol

        - Beznadzieja- mruknąłem z niezadowoleniem, kierując się ku wyjściu ze stołówki. Wprawdzie nie spodziewałem się jakichś wyśmienitych specjałów, ale zarówno jajecznica jak i parówki, będące jedynymi ciepłymi daniami tego poranka, nie były czymś, co najchętniej bym pochłonął. Tymczasem z zimnych przekąsek do dyspozycji miałem pieczywo, wędliny, jakiś ser i zieleninę, na które akurat nie miałem ochoty. Może dżemu nie dostrzegłem, a może go tam po prostu nie było. Ile bym za to dał za porządne, słodkie śniadanko... Poprzedniego dnia postanowiłem odpuścić sobie kolację, żeby móc się w spokoju wypakować. Bądź co bądź, zjawiłem się w Charleston High ledwie parenaście godzin temu. Teraz za to burczało mi w brzuchu tak bardzo, że w myślach miałem istne cukrowe szaleństwo. 
       Rozpaczałem nad faktem, iż moja ostatnia porcja domowego sernika skończy w mym brzuchu już niebawem jako śniadanie, kiedy wpadłem na jakiegoś chłopaka. Zaskoczony czyjąś obecnością na stołówce o tej porze zatoczyłem się do tyłu. W końcu kto normalny  pałęta się po szkole o tak nieludzkiej godzinie? Nie było jeszcze 7.00!
       -Sory- rzuciłem, czując szkarłat oblewający moje policzki. Chłopak był niesamowicie wysoki, osobiście dałbym mu ze 2 metry. Z tego też powodu podczas zderzenia władowałem się głową bardziej w jego klatkę piersiową, aniżeli w czachę. Ten za to potarł czoło dłonią nieco zmieszany, po czym odezwał się z lekkim uśmiechem.

10 sierpnia 2017

Od Chanyeol'a

Dzisiaj z pewnością jest jeden z tych dni, kiedy humor mnie opuścił.
Poprzedniego dnia byłem wykończony, więc zasnąłem o 23, ale zostałem obudzony już o północy.
Gdy otworzyłem zmęczone oczy zobaczyłem stojącego nade mną "opiekuna".
- Idź sobie.- burknąłem, obracając się na drugi bok.
Kołdra zsunęła się ze mnie, a zaraz potem spadłem na podłogę. Rzuciłem opiekunowi wściekłe spojrzenie.
- Mówiłem, że masz sobie iść.
- Mi też nie podoba się fakt, że muszę się tobą zajmować, ale dzisiaj w końcu się ciebie pozbędę, więc z łaski swojej rusz cztery litery i zabieraj bagaże.
Z racji tego, że nie mam żadnej rodziny, opiekę nade mną sprawował dawny przyjaciel ojca, Hiszpan Antonio. Facet szczerze mnie nienawidzi, z wzajemnością. Na szczęście (a może nie?) miałem trafić do innej szkoły, Charleston High.
Wcześniej już przyleciałem do Ameryki, więc nie czekała mnie długa droga. Nie zmieniało to faktu, że musiałem wyjechać dużo wcześniej, żeby zarejestrować się w szkole.
Z jednej strony cieszyłem się, że Antonio zniknie z mojego życia i będę w pełni samodzielny i wolny. Z drugiej strony... Czy ja się tam odnajdę? Nawet w Korei nie miałem wielu znajomych, więc czy będę w stanie zaprzyjaźnić się  kimś w Chicago? Czy ktoś mnie polubi, zaakceptuje?
Tego nie mogę być pewny...