15 sierpnia 2017

Od Jurija C.D: Sasza

Obserwowałem ludzi na strzelnicy, czekając, aż Sasza skończy rozmawiać ze swoim przyjacielem, by zaproponować mu pójście gdzieś indziej. W końcu przydałoby mi się poznać to miasto trochę lepiej; co prawda nie zgubiłbym się, ale wolę wiedzieć, dokąd idę lub chociażby mieć możliwość samodzielnie trafić z punktu A do punktu B, bez wcześniejszego pytania kogoś o drogę albo trzymania urządzenia GPS w dłoni. Trzy stanowiska ode mnie próbowała strzelać jakaś blondynka, no właśnie - próbowała, bo akurat jak się spojrzałem, to odrzut broni (pomimo iż to był Glock, który ma niezbyt wielki odrzut) sprawił, że owa istota upadła, wypuszczając przedmiot z dłoni. Miałem już podejść i jej pomóc się podnieść, ale od tego odciągnął mnie głos Saszy.
-To co? Wracamy nie? Po drodze możemy jeszcze wstąpić w jedno miejsce to wypijemy wieczorem - Usłyszawszy to, obróciłem się w jego stronę, odrywając spojrzenie od podnoszącej się dziewczyny, która swoją drogą była taka dosyć 7,5/10. Pewnie za sprawą makijażu.
Wzruszyłem ramionami w odpowiedzi i ruszyłem wolnym krokiem do wyjścia, a moi kompani ruszyli za mną po kilku sekundach. W sumie, to nie bardzo chciało mi się pić, a zwłaszcza czegoś, co po zmieszaniu z wcześniejszą wódką może się skończyć zatruciem pokarmowym lub zajebiście potężnym kacem, nawet u mnie, a wątpię, aby tu mieli prawdziwą wódkę.

14 sierpnia 2017

Camp Bullfrog Lake: Dzień 1

Nadszedł dzień wyjazdu na wycieczkę, a uczniowie zbierali się przed recepcją w oczekiwaniu na pozostałych uczestników. Miejsc było 50 i dostęp miały wszystkie klasy. Między innymi, pojechać zdecydowali się Samantha Cohen, Jovel Dahmer, Meredith Blunt, Alissa Turner, Chanyeol Park oraz Lucas Kilian. Było jeszcze kilku spóźnialskich, lecz organizatorzy się zbytnio tym nie przejmowali. Nie ścigał ich dokładny termin czy lot samolotem. Aby dojechać do obozu potrzebowali maksymalnie godziny, w zależności od korków na drogach. Również i nie było problemu z krótkim spóźnieniem do obozu. Wszyscy byli po śniadaniu, na zegarze zbliżała się godzina dwunasta, a to o tej dopiero mieli wyjechać. Z tego powodu zadzwonili do rodziców spóźnialskich uczniów i po ustaleniu kto się spóźnia, a kto nie przyjeżdża, w końcu mogli ruszyć. Była godzina 12:11 jak kierowca ruszył autokar pełen pasażerów. Plecaki były już odłożone do odpowiedniego pomieszczenia w autobusie, uczniowie zapięci w swych siedzeniach, lista obecności raz jeszcze sprawdzona, więc podróż mogła minąć spokojnie. Wraz z uczniami jechali opiekunowie dormitoriów (Alice Parks i Richard Starn), nauczyciel wf’u (James Dickens) oraz przewodnicząca klubu cheerleaderek (Joanne Koel). Ostatnia para była organizatorami tej wycieczki, uznając ją za dobrą okazją, by uczniowie skorzystali trochę z przyjemnego ruchu fizycznego na świeżym powietrzu.

11 sierpnia 2017

Od Chanyeol C.D: Lucas'a

Możliwe, że kto inny zabiłby Lucas'a za tą sztuczkę, zważając na spojrzenia niektórych uczniów. Miałem przeczucie, że jeśli chłopak lubi takie rzeczy i posiedzi tu dłużej, to w krótkim czasie zawładnie całą stołówką.
- Podobała ci się sztuczka?- zapytał wesoło.
Niestety ze względu na mój obecny 'atak', nie byłem w stanie mu odpowiedzieć, więc uśmiechnąłem się tylko między kolejnymi napadami kichnięć.
Gdy tylko odzyskałem władzę nad swoim nosem, zabrałem się za dokończenie posiłku. Byłem na tyle głodny, że nawet nie zależało mi na jakichś daniach z wyższej półki, zadowoliłbym się zwykłą sałatką.
Z resztą, nigdy nawet nie jadałem w żadnych restauracjach, więc nie mam francuskiego podniebienia. Przyzwyczaiłem się do jedzenia tego, co mi dają. O ile dobrze pamiętam, nie mam żadnych ulubionych potraw.
Lucas poczekał cierpliwie aż skończę posiłek, po czym wstał od stolika.
- No to co, idziemy zwiedzać nowy teren?

Od Lucas'a C.D: Chanyeol

        - Beznadzieja- mruknąłem z niezadowoleniem, kierując się ku wyjściu ze stołówki. Wprawdzie nie spodziewałem się jakichś wyśmienitych specjałów, ale zarówno jajecznica jak i parówki, będące jedynymi ciepłymi daniami tego poranka, nie były czymś, co najchętniej bym pochłonął. Tymczasem z zimnych przekąsek do dyspozycji miałem pieczywo, wędliny, jakiś ser i zieleninę, na które akurat nie miałem ochoty. Może dżemu nie dostrzegłem, a może go tam po prostu nie było. Ile bym za to dał za porządne, słodkie śniadanko... Poprzedniego dnia postanowiłem odpuścić sobie kolację, żeby móc się w spokoju wypakować. Bądź co bądź, zjawiłem się w Charleston High ledwie parenaście godzin temu. Teraz za to burczało mi w brzuchu tak bardzo, że w myślach miałem istne cukrowe szaleństwo. 
       Rozpaczałem nad faktem, iż moja ostatnia porcja domowego sernika skończy w mym brzuchu już niebawem jako śniadanie, kiedy wpadłem na jakiegoś chłopaka. Zaskoczony czyjąś obecnością na stołówce o tej porze zatoczyłem się do tyłu. W końcu kto normalny  pałęta się po szkole o tak nieludzkiej godzinie? Nie było jeszcze 7.00!
       -Sory- rzuciłem, czując szkarłat oblewający moje policzki. Chłopak był niesamowicie wysoki, osobiście dałbym mu ze 2 metry. Z tego też powodu podczas zderzenia władowałem się głową bardziej w jego klatkę piersiową, aniżeli w czachę. Ten za to potarł czoło dłonią nieco zmieszany, po czym odezwał się z lekkim uśmiechem.

10 sierpnia 2017

Od Chanyeol'a

Dzisiaj z pewnością jest jeden z tych dni, kiedy humor mnie opuścił.
Poprzedniego dnia byłem wykończony, więc zasnąłem o 23, ale zostałem obudzony już o północy.
Gdy otworzyłem zmęczone oczy zobaczyłem stojącego nade mną "opiekuna".
- Idź sobie.- burknąłem, obracając się na drugi bok.
Kołdra zsunęła się ze mnie, a zaraz potem spadłem na podłogę. Rzuciłem opiekunowi wściekłe spojrzenie.
- Mówiłem, że masz sobie iść.
- Mi też nie podoba się fakt, że muszę się tobą zajmować, ale dzisiaj w końcu się ciebie pozbędę, więc z łaski swojej rusz cztery litery i zabieraj bagaże.
Z racji tego, że nie mam żadnej rodziny, opiekę nade mną sprawował dawny przyjaciel ojca, Hiszpan Antonio. Facet szczerze mnie nienawidzi, z wzajemnością. Na szczęście (a może nie?) miałem trafić do innej szkoły, Charleston High.
Wcześniej już przyleciałem do Ameryki, więc nie czekała mnie długa droga. Nie zmieniało to faktu, że musiałem wyjechać dużo wcześniej, żeby zarejestrować się w szkole.
Z jednej strony cieszyłem się, że Antonio zniknie z mojego życia i będę w pełni samodzielny i wolny. Z drugiej strony... Czy ja się tam odnajdę? Nawet w Korei nie miałem wielu znajomych, więc czy będę w stanie zaprzyjaźnić się  kimś w Chicago? Czy ktoś mnie polubi, zaakceptuje?
Tego nie mogę być pewny...

9 sierpnia 2017

Chanyeol Park

✧ Yoda ✧ Mężczyzna ✧ 18 lat ✧ Biseksualny ✧ 5 - Maniak/Otaku✧   
✧ Brak drugiej połówki ✧

7 sierpnia 2017

Rozdanie Kart: Jovel Dahmer

Wypadł jak burza zza rogu korytarza, rozglądając się po otoczeniu. Za doniczki na parapetach, na sufit, szpary, gdziekolwiek gdzie diabeł mógłby pomyśleć o upchnięciu karty, upragnionej karty do gry. Ktoś inny mógł zgrywać spokój czy obojętność, podpisywać taktykę pod swój zdawkowy, wolny chód, ale Jov nie cackał się z takimi cyrkami. Poza tym, założył, że jeśli lata jak głupi przez całą grę, to pozostali uczniowie nie pomyślą, że ma już jakąś kartę. Nie wszyscy byli agresywni, ale każdy był potencjalnie niebezpieczny. Śliwa pod okiem i brak karty nie były celem Jovela. Biegał jak opętany w poszukiwaniu zapewnienia mu słodkiego czasu zabawy. Rola gotha czy emo nie była zła, ale nie miał zamiary na niej poprzestawać. Czwórkę mu przydzielono. Czwórka była mało wymagająca. Czwórka była nisko w hierarchii Gry. Czwórka była nudna!  Ktoś poboczny mógłby pomylić siedemnastolatka ze zdesperowanym, świeżutkim celem, panicznie poszukującym katy odmiennej od swojej poprzedniej. Ale nie, on po prostu, najzwyklej w świecie, chciał sobie pograć.