Zarząd

King: Kaito Shires | Queen: Meredith Blunt
Jack:
Dean Holder
10:
Mephistopheles Darnsk
9:
Rui Woods
Joker:
Charles Anson

Uczniowie - K: 3 | M: 10

Nieobecni

Jurij Spierdolev

Zespół


Administrator

Michael Holtzer

nocta.k@hotmail.com
GG: 50508389

Żelazny mur
A.K.A
Moderator
Mephistopheles Darnsk
nannanatushi@gmail.com
GG: 59306757

Dostępne opowiadania

Dostępne opowiadania są takimi, które szukają drugiej osoby do kontynuacji. Skusisz się? Starczy kliknąć na tytuł.

Od Noe

Prosimy zapoznać się z postami

21 kwietnia 2017

Lista obecności

Osoby zagrożone:
Kaito Shires
Michael Holtzer

Osoby bezpieczne:
Charles Anson
Dean Holder
Fabien Gieorgji
Jurij Spierdolev 
Lars Friedrich Schulte
Mephistopheles Darnsk
Meredith Blunt
Naomi Hideyoshi
Narelle Ophelia Evison
Rui Woods
Sasza Markson

4 kwietnia 2017

Od Charliego C.D: Narelle

W przeciwieństwie do tego, co mogliby niektórzy pomyśleć, nie pomogłem nowej duszyczce z powodu oczekiwanej nagrody. Niczego nie oczekiwałem od niej. Można było powiedzieć, że taka była rola, a ona nie była jedyną uczennicą, którą wprowadziłem do życia w naszej szkole, w tym w kastę. Pomoc z kastą również nie była spowodowana moją rolą Króla. Niezależnie od roli, wykonywałbym dalej swoje małe zadanie. Jak już mówiłem, taka już była moja rola w tej szkole i sam ją sobie wybrałem. Aczkolwiek teraz musiałem z tym uważać. Szczególnie od kiedy przez swoją małą grę skończyłem z Jokerem, zamiast z Królem. Tak łatwo było znów znaleźć się na czubku kasty, ale za razem łatwe w moim miewaniu równa się z nudne. No chyba, że mowa o egzaminach czy takich tam…
Aktualnie jednak miałem godzinkę spokoju. Wróciłem z moim ochroniarzem do pokoju podczas długiej przerwy. Ja nie odczuwałem głodu przed obiadem, a Meph postanowił wrócił ze mną, niezależnie od mojego protestu. Najwidoczniej i on nie odczuwał potrzeby zjedzenia czegokolwiek. Albo może to tylko zmartwienie? Nie jestem pewien. Był dorosły. Jakby uznał, że doskwiera mu ból, to by wrócił na stołówkę, albo w ogóle ze mną nie szedł. Dlatego też ani nie protestowałem, ani nic takiego. Leżałem brzuchem na łóżku i grałem w swoją grę na konsoli, w tym samym czasie zastanawiając się nad swoją przyszłą karierą.

3 kwietnia 2017

Rozdanie Kart #5: Meredith Blunt

Oczekiwałam tego dnia z lekkim podekscytowaniem, wyższym poziomem adrenaliny, ale i strachem. Moje pierwsze, oficjalne rozdanie kast. W końcu poprzednią zdobyłam zdecydowanie mniej ciekawą drogą, otrzymując ją od organizatorów. Po prostu. Minął niecały miesiąc, a ja ledwo zdążyłam przyzwyczaić się do odgrywanej przeze mnie i innych roli. Teraz nagle będę musiała zmienić wszystkie reakcje i zachowania? Znikomych znajomych? Albo i nie, zależy, co się trafi. Albo raczej, co los zadecyduje. Przez życie tutaj nawet w niego zaczęłam wierzyć. To właśnie było dla mnie tak przerażająco-ekscytujące. To, że to nie ja o wszystkim decyduje i panuję nad własną sytuacją. Poniekąd chore, ale jak cholernie ciekawe! Uhh, zaczynam gadać jak braciszek... Co to miejsce ze mną robi? I jakim cudem reszta nie wariuje, chodząc do tej szkoły już od kilku lat? Chociaż to może kwestia przyzwyczajenia... Kto wie... Może jeszcze się przekonam. Wtedy miałam tylko nadzieję, że nie znajdę Asa albo Czwórki. Nie nadawałam się do obu kompletnie, już nawet Dwójkę lepiej bym zniosła. To zawsze możliwość strzelenia komuś w ryj bez większych pretensji z jego strony. Oczywiście nie mówiąc o Królu i innych uprzywilejowanych...
Chociaż nic nie jest gorsze niż Joker.

2 kwietnia 2017

Rozdanie Kart #5: Dean Holder

Kolejne rozdanie kart. Dla niektórych szans by wznieść się na same wyżyny hierarchii, a dla niektórych możliwość upadku na sam dół, żyjąc przez najbliższe 4 miesiące w cieniu i pogardzie innych. Dotychczas natrafiło mi się jedynie jedno losowanie. Mimo to nigdy nie odgrywałem ważnej roli w całej tej maskaradzie. Zdarzyło  mi się jedynie dryfować, gdzieś na granicy średniego i niskiego szczebla. Przyznam szczerze, iż również nie przykładałem wysokiej wagi do całej kasty. Prawda, jako tako stosowałem się do swojej roli, lecz nie pozwalałem by przejęła ona stery nad moim tutejszym życiem. Każdy odnosił się do tego inaczej, niektórzy odliczali dni do nowego rozdania żyjąc na przełomie ekscytacji i strachu, natomiast niektórzy mieli to jedynie w głębokim poważaniu. Sam nie wiem w której grupie się znajduję. Moje wszelkie "starania" ograniczały się jedynie do minimalnego stosowania się do mojej danej pozycji, oraz przejawy szacunku do tamtejszej pary królewskiej. Co z resztą nie było jakże trudne, ponieważ myślę, że jak każdy inny w tej szkole utrzymywałem dość przyjacielskie stosunki z Charles'em. Zważając, że przez pierwsze tygodnie mojego tutaj pobytu to on pomagał mi wejść w swoją rolę nerd'a, która została mi przydzielona na samo powitanie. Co do Naomi - byłej już królowej, przyznam szczerze, nawet nie miałem okazji do bliższego kontaktu. Uczęszczaliśmy co prawda do jednej klasy, jednakże trudno mi sobie przypomnieć chociażby jedną, nawet krótką rozmowę z Azjatką.

1 kwietnia 2017

Rozdanie Kart #5: Charles Anson

Kolejne rozdanie kart. Już nawet się zbytnio nie skupiałem na tym, gdzie mogą być pochowane. Poniekąd nudziło mnie to. Z jakiegoś powodu karta króla się ciągle mnie kleiła. Wiele osób uznałoby to za szczęście. Dla mnie to było niczym pech. Prześladowało mnie to w kółko i nie zezwalało na luźną zabawę. Dlatego też postanowiłem zagrać we własną grę. Postanowiłem zebrać do pięciu kart, a następnie zaczepić pierwszą lepszą osobę z mojego rocznika. Tak jak zebranie kart nie było zbyt trudne, tak wyczekiwanie w miarę pustym miejscu już tak. Chciałem się upewnić, że nikt nas nie podsłucha, ani nie przeszkodzi.
- Czy twoja grupa nie szuka właśnie kart? – usłyszałem znajomy mi głos żeński.
Spojrzałem w kierunku dziewczyny z rok niższej klasy. Powoli wyłoniłem się z mojego ukrycia – wnęki pod schodami, która była widoczna zaledwie z połowy pierwszych schodków. Wyjąłem z kieszeni pięć kart i je jej pokazałem.
- Ach, znowu Król? – oparła się o barierkę. – Wiesz, powinieneś przestać marudzić. Wiele osób by sporo oddało za to woje ”przekleństwo” czy jak ty to tam zwiesz. Właściwie to w moim roczniku jest taki jeden dyktator, który zdobywa swą rangę za pomocą przemocy czy zastraszania. Ty nie musisz nawet tego robić… No chyba, że jednak tak jest – powiedziała spokojnie, a kącik moich ust uniósł się w delikatnym uśmiechu.

Od Noe zamkniętej w schowku ( ͡° ͜ʖ ͡°)

     Drzwi gwałtownie otworzyły się i upadła na coś miękkiego. A raczej na kogoś. Pod dłonią wyczuła szczupłą nogę, drugą wymacała płaski brzuch. Gwałtownie podniosła głowę, by zobaczyć twarz swojego wybawiciela czy też oprawcy. Nagle zdała sobie sprawę, że w pokoju było tak samo ciemno jak w schowku, w którym spędzała przerwę. Nie widziała nic. Otaczała ją nieprzenikniona ciemność, słyszała tylko dwa przyspieszone oddechy.

Od Ruia C.D: Lars

Czarnowłosy spojrzał na blondyna lekko drapiąc się po policzku w niewielkim zamyśleniu, a następnie przeniósł wzrok na kartkę myśląc w jakiej pozycji chce go naszkicować. - Wiem. Narysuje zwykły portret, nie mam zamiaru męczyć cię cały dzień na szkicowaniu całej postawy. Usiądź na łóżku, czy tam gdzie chcesz wygodnie, przodem do mnie - odparł biorąc dobrze zatemperowane ołówki oraz gumkę do mazania. Z niektórymi kobietami, no cóż... wtedy cały dzień potrafiły pozować nagie do rysunku. Podziwiał ich wytrwałość, a sam ze swojego doświadczenia stwierdził, że nie miałby najmniejszej ochoty na długie pozowania, ot co by sobie wyszedł po paru godzinach. Dwie zdawały się być maksymalne i tylko tyle (w sumie półtorej, ale chciał się troszkę na niego pogapić) potrzebował na wykonanie, resztę planował dokończyć z pamięci, tzn.cieniowanie. Blondyn oczywiście jak to miał w standardzie, spojrzał na bruneta jak na debila. Nim jednak usiadł na łóżku, sprawdził czy jest aby na pewno czyste . Dopiero wtedy wykonał poleconą czynność, siadając przodem do Rui'ego utrzymując z nim kontakt wzrokowy. Portugalczyk zmrużył zaś lekko oczy przyglądając mu się uważnie, a po paru sekundach wiedząc mniej więcej jak zabrać się za swoją robotę, zaczął szkicować Lars'a. Niemiec siedział przez półtorej godziny niczym posąg, nawet nie drgnął przez sekundę i nie spuścił wzroku z oczu Rui.