Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Camp Bullfrog Lake. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Camp Bullfrog Lake. Pokaż wszystkie posty

1 listopada 2017

Camp Bullfrog Lake: Koniec

Camp Bullfrog lake był przyjazny dla odwiedzających go uczniów. Nauczył ich pracy w zespole, radzenia sobie z nowymi sytuacjami, jak i pozwoliło na zawarcie nowych znajomości. Ostatni wieczór został z tego powodu uczczony. Wielkie ognisko, jedzenie, muzyka, śmiech i generalna zabawa. Był to ostatni czas, kiedy uczniowie mieli się widzieć przed nowym rokiem szkolnym. Wielu wyjeżdżało za granicę, inni udali się w inne rejony wielkiego kraju, a niektórzy zwyczajnie nie czuli potrzeby spotykania się z pozostałymi uczniami Charleston High. Z pewnością znajdą się też tacy, którzy w dawnych czy nowych znajomościach postanowią spędzić wolne lato razem. Dlatego właśnie każdy korzystać powinien, póki tylko była możliwość.

Ze względu na to, że lato już dawno minęło, wydarzenie „Camp Bullfrog Lake” dobiega końca. Chętni mogą wciąż napisać swój ostatni post, lecz nie jest to wymagane. Dziękujemy za udział!

11 października 2017

Camp Bullfrog Lake: Dzień 6



Po zebraniu wszystkich w jedno miejsce, okazało się, że czerwoni przegrali. Niebiescy byli zwycięzcy, mimo że z początku wydawać się mogło, że szturm niebieskich nie przynosi żadnego skutku. W ciągu dnia grupa zwycięzców szybko się zmieniała, aż w końcu na koniec dnia to czerwoni mieli najwięcej zwycięstw na koncie i wygrali tym samym zniżkę na przyszłą grę w paintballa. Wszyscy powrócili następnie do obozu, gdzie już czekało na nich zadanie przygotowania sobie obiadu. Dni mijały w dosyć podobnym schemacie, lecz z pewnością każdy był mimo wszystko inny. Raz byli w małpim gaju, innego dnia zwykłe spacery, a w jeden z gorętszych dni zabrano ich nawet do aquaparku. Przyszedł w końcu czas na lekcje. Wszyscy zostali nakarmieni, a następnie zabrani do lasu, gdzie na wielkiej tablicy wypisane były wszystkie ptaki, jakie można było spotkać w tym lesie. Po krótkim omówieniu zadania, wszyscy zostali dobrani w pary na podstawie tego z kim śpią w namiocie. Pary te następnie dostały sztywną kartkę, długopis oraz aparat. Na kartce były te same ptaki, co na tablicy. Obok ich podobizn i nazw, znajdowało się pudełeczko, które służyło do zaznaczenia w przypadku zrobienia zdjęcia danemu ptakowi. Pary miały znaleźć chociaż jednego z ptaków i zrobić mu zdjęcie. Rozmazane zdjęcia się nie liczyły, a każdy ptak miał specyficzną ilość punktów za zrobienie im zdjęcia. Oznajmiono również, że koniec rozrywki zostanie ogłoszony dźwiękiem gwizdka, co zostało zaprezentowane. Każdy miał wtedy wrócić do punktu, z którego zaczynali. Po ustaleniu czy uczestnicy nie mają żadnych pytań, wszyscy zostali wypuszczeni w las.

25 września 2017

Paintball: Lucas

Kiedy dowiedziałem się, co wypełni nasz czas przed południem, myślałem, że zwariuję... Paintball?! Chyba nie mogli wymyślić niczego lepszego. Zapowiadała się świetna zabawa. Szczęka mi jednak opadła, kiedy poznałem skład mojej drużyny..
       -Dlaczego on?- jęknąłem z niezadowoleniem w stronę Chana, wiercąc dziurę w bucie lufą klasycznego karabinu. Drużyna azjaty była barwy czerwonej, w jej skład wchodziło sporo osób, z każdą z nich układało mi się lepiej. O wiele lepiej od Dahmera.  Tymczasem on był graczem o błękitnej opasce zdobiącej jego ramię. Podobną zostało opatrzone moje.
       -Spójrz na to z drugiej strony- Chan oczywiście za wszelką cenę starał się mnie pocieszyć, nawet jeśli sam nie był przekonany do swoich argumentów. -Będziesz miał wiele sposobności, żeby mu się odpłacić.
       -Mam strzelać do "sprzymierzeńca"? Wtedy gra straci sens... Jak by nie patrzeć, to ty jesteś moim celem- zauważyłem z lekkim uśmiechem.
       -Fakt. Mimo to jako gracz tej samej drużyny nie możesz go zabić. Wasze kulki powinny być niebieskie, więc jeśli na jego ciuchach będą niebieskie plamy, to chyba nie potraktują tego jako śmierci. -No i tu mnie miał. W sumie miał rację, tak to powinno działać. W paintballu nie powinno być czegoś takiego jak samobóje,  choć  gdyby w prawdziwym świecie strzelano do kogokolwiek, od razu byłby on martwy, niezależnie od tego, czy byłby wrogiem, czy przyjacielem. Z drugiej strony to tylko paintball, nieco nagięte odwzorowanie rzeczywistości. Postanowiłem z góry przyjąć tę pozytywniejszą opcję: mogłem strzelać do Jovela bez konsekwencji w kwestii strat drużyny. Dobry humor na nowo powrócił.

24 września 2017

Paintball: Chanyeol

     Jeszcze przed południem nauczyciele kazali nam ubrać się w coś wygodnego i założyć porządne obuwie. Zastanawiałem się, co też tym razem będziemy robić. Poszedłem do namiotu pierwszy i przebrałem się w ciemnozielone spodnie i czarny podkoszulek, a na nogi wciągnąłem swoje czarne glany z metalem w czubkach i piętach. Lucas dołączył do mnie po pewnej chwili, a po krótkim czasie wróciliśmy do nauczycieli i reszty grupy. Gdy nauczyciele upewnili się, że wszyscy są odpowiednio ubrani i mają ze sobą wodę, ruszyliśmy spacerem przez chłodny las. Okazało się, że miejsce, do którego zmierzaliśmy, wyglądało jak replika bazy wojskowej. Większość uczniów rozglądała się z zainteresowaniem, które po chwili przemieniło się w radość gdy usłyszeliśmy, że czeka nas gra w paintballa.
     Nauczyciele wyjaśnili nam, na czym będzie polegała gra oraz podali nam wszelkie inne potrzebne informacje. Oczywiście musieliśmy podzielić się na drużyny, co miało nastąpić poprzez losowanie opaski w kolorze czerwonym lub niebieskim. Dostaliśmy też kombinezony, żebyśmy nie pobrudzili farbami ubrań. Gdy nadeszła moja kolej na losowanie, wyciągnąłem z woreczka czerwoną opaskę. Odchodząc na bok rozglądałem się i wtedy zobaczyłem, że Lucas miał opaskę niebieską.
     Zrobiło mi się trochę przykro, że mój towarzysz nie był ze mną w drużynie. Chociaż z drugiej strony, gra przeciwko przyjacielowi mogła być bardzo zabawna. Nieco jednak martwił mnie fakt, że Lucas wylądował w składzie z Jovelem. Nie wątpiłem, że będzie się w niego zaczepiał, ale miałem nadzieję, że Dahmer mu nic nie zrobi. Bo jeśli skrzywdzi mojego przyjaciela, to się zemszczę.
     Dostaliśmy żetony potrzebne do wypożyczenia broni i amunicji oraz ochraniaczy i maski na głowę. Zaopatrzyłem się w najpotrzebniejsze rzeczy i wybrałem broń, po czym wziąłem czerwone kulki, odpowiadające barwie mojej drużyny. Podszedłem do Lucas'a, po raz kolejny zerkając z lekkim żalem na błękitną opaskę na jego ramieniu. Przyjaciel nieco narzekał na towarzystwo Jovela, ale gdy pomogłem mu obmyślić plan mszczenia się na naszym "wrogu" humor od razu mu się poprawił.
- No dobra. To do zobaczenia. - uśmiechnął się do mnie zawadiacko, po czym ruszył w kierunku swojej drużyny.

18 września 2017

Camp Bullfrog Lake: Paintball

Chcąc skorzystać z resztek czasu przed południem, nauczyciele nie czekali za długo. Od razu kazali swoim podopiecznym ubrać się luźno i w miarę chłodno. Mieli być gotowi na bieganie oraz możliwe ubrudzenie się. Zero klapek czy sandałów. Porządne obuwie do chodzenia po niewygodnym terenie. Nauczyciele nie puścili uczniów, póki nie upewnili się, że każdy z nich jest odpowiednio przygotowany. Kazali im upewnić się, że mają ze sobą wodę. Sami też na wypadek przygotowali bukłaki, które czekały na nich na miejscu. Spacer przez chłodniejszy las i znaleźli się w ustalonym punkcie. Wyglądało to jak replika niewielkiej bazy wojskowej. Teren był oddzielony za pomocą materiałów rozwieszonych między pniami. Wewnątrz znajdowały się ławy oraz niewielkie domki. Spore okna i lada nadawały im wygląd sklepików i tym właśnie były. Jeden ze „sklepów” miał wywieszone menu. Oferowali oni dwa rodzaje zup (pomidorową i rosół), hamburgery i hot dogi oraz sałatkę. Mieli oni również na sprzedaż słodycze, słodkie napoje czy butelki z wodą i lody. Drugi sklepik zawierał cienkie kombinezony oraz ochraniacze jak i maski na głowę. Ostatni ze sklepików oferował różnorodną broń oraz amunicję.

10 września 2017

Dzień 1-2: Chanyeol

     Patrzenie na Jovela plującego słoną herbatą i nie mogącego pozbyć się smaku wodnej roślinności z ust było wspaniałe. Gdyby zrobił coś tylko mi, nawet nie czułbym chęci zemsty. Jestem do tego przyzwyczajony. Ale siniec na twarzy Lucas'a był wystarczającą motywacją. Najchętniej sam przywaliłbym za to Jovelowi, ale wolałem nie wszczynać bójki, bo nauczyciele mogli już tego nie odpuścić. Już dosyć sobie dzisiaj nagrabiliśmy. Z resztą powolne znęcanie się potrafi być bardziej irytujące i zapewne bardziej wkurzało naszego przeciwnika.
     Przybiliśmy sobie z Lucas'em piątki. Oboje czuliśmy, że nasze zadanie zostało dobrze wykonane. Na wszelki wypadek ulotniliśmy się zaraz po obiedzie, korzystając z kolejnego czasu wolnego. Udaliśmy się do naszego namiotu, ponieważ ja chciałem się przebrać, a Lucas po prostu za mną poszedł. Chociaż mokre ubrania wcześniej stanowiły miłą ochłodę, teraz zaczynało mi się robić zbyt zimno. Podniosłem swój bagaż i postawiłem go na pobliskim kamieniu w celu wydobycia z torby suchych ubrań, kiedy nagle na ziemi pod nim zobaczyłem białą kartkę. Podniosłem ją i ze zdziwieniem obracałem ją w dłoniach.
- Co to? - Lucas chciał kuknąć mi przez ramię, ale potem uświadomił sobie, że to idiotyczna próba, więc podszedł obok.
- Chyba list. - mruknąłem.
Faktycznie, był to list. Gdy otworzyłem kopertę i przeczytałem jego zawartość szczęka mi opadła i walnąłem się dłonią w czoło.
- Co? Co jest? - mój towarzysz nadal nie wiedział, o co chodzi.
- Karty. Karty nie liczą się na obozie. - mruknąłem.
Lucas'a zamurowało. Przez chwilę po prostu stał i gapił się na mnie, a po pewnym czasie zaczął krótką kalkulację.
- Czyli... Wcale nie musieliśmy dawać Jovelowi naszych rzeczy... - zamyślił się, po czym na jego twarzy pojawił się gniew.

6 września 2017

Dzień 1-2: Camp Bullfrog Lake

          Nauczyciele się nieco opóźnili z przygotowaniami, lecz nie było to jakieś drastyczne spóźnienie. Maksymalnie 15 minut minęło, nim byli gotowi z obiadem. A dokładnie ze składnikami, bowiem każdy uczeń miał tę przyjemność przygotować sobie jedzenie samemu. Z nad jeziora zaczął wiać przyjemny wietrzyk, płomienie ogniska wesoło trzaskały, choć upał nie do końca ustępował. To właśnie z tego powodu nauczyciele zdecydowali się na proste hot-dogi, miast jakiś gorących potraw. Na stole znajdowały się kartony soków, butle napoi gazowanych oraz spora mini-lodówka pełna lodu. Plastikowe kubeczki, talerzyki i sztuczce. Przeróżne sosy, sałatki oraz owoce. No i oczywiście pieczywo do hot-dogów, jak i kiełbaski – z mięsa, jak i wersja dla wegetarian. James Dickens oznajmił, że nie ma limitu, co do hot-dogów. Każdy może zjeść ich tyle, na ile będzie miał ochotę. W każdej chwili był w stanie zapełnić potrzebę na kiełbaski, jak i pieczywo. Tak samo było z napojami. Miała to być swego rodzaju uczta. Ostrzegł jedynie uczniów, że do wieczora nie będzie nic więcej do jedzenia, więc aby nie głodzili się zbędnie. Nad ogniem znajdował się ruszt, a obok ławek były przygotowane kije. Sposób szykowania swojego jedzenia w pełni zależał od gustu ucznia. Mógł ten rzucić mięso na ruszt, a mógł go nabić na kijka. Wszystko zależało od tego jak blisko chciał się znajdować ognia. Po obiedzie ponownie mieli czas wolny, koło 19 kolacja w formie kanapek oraz pianek do pieczenia nad ogniskiem, a o 22 cisza nocna i nakaz znajdowania się w swoich namiotach. Następnego dnia miały ich bowiem czekać pierwsze atrakcje.


          Możecie opisać tak dużo, jak i tak mało jak chcecie. Do niedzieli możecie pisać tyle postów, ile tylko dusza zapragnie. Macie bowiem możliwość opisania obiadu, czasu wolnego, kolacji, wieczoru w namiocie, jak i poranną pobudkę wraz z śniadaniem. Pobudka będzie o godzinie 9, zaś śniadanie o 10: sałatka, jajka, bekon, pieczywo, naleśniki, syrop klonowy, sok pomarańczowa i woda w zależności od gustów.

5 września 2017

Dzień 1 - Czas wolny: Jovel

Stanął na wprost dwóch delikwentów, mających nieprzyjemność zacząć z nim konflikt. Poruszył ramionami i złożył przed sobą dłonie, w iście filmowym geście. Uśmiech po prostu sam cisnął mu się na usta. Obozowa łazienka, negatywny bohater historii więzi niczemu winnych przyjaciół, przez przygwożdżenie ich wzrokiem do brudnej ściany. Cóż, narazili mu się.
- Chciałem was jedynie poprosić o koleżeńską przysługę - powiedział Jov z sadystycznie fałszywie niewinnym uśmiechem. Drgania i krótkotrwałe zmiany w mimice przestraszonych współ-obozowiczów, dawały czarnowłosemu uczniowi początkowy przedsmak satysfakcji. Spojrzał na obu chłopaków, ponownie bawiąc się w teatralną przerwę. Chanyeol Park, wyższy od niego, świeżo przybyły do klasy Artura Wronskiego Azjata. Dahmera wkurwiało  to, że był niższy od tego wyuzdanego dryblasa. I te jego jebane, odstające uszy. W tym momencie jednak, gorszy wydawał się jego przyjaciel. Lucas Killian, klasowy idiota, pieprzona Szóstka, cholerny karzeł. Choć oczywiście miał kartę upoważniającą go do bycia kretynem, jednak Naśladowca nie mógł wmówić sobie, że nie przeszły mu przez głowę konsekwencje zaczepiania zbyt wysokiej rangi. Cholerna ryba za koszulką. To może mógłby mu mniej czy bardziej odpuścić. Po pięści w twarz nie musiało mu się obrywać więcej, siniec w teorii był wystarczającym przypomnieniem. W teorii. Jak się okazało, cicha wojna trwała, a nauczyciel zorientował się bardzo szybko w zajściu. Cóż... Tak czy inaczej:

4 września 2017

Dzień 1- Czas wolny: Lucas

     Chan sam zabrał się za ogarnianie namiotu. Chciałem mu pomóc, ale on chyba wolał samotnie się z tym uporać. Taka już z niego czyścioszka.
       Leniwie wyciągnąłem się pod drzewem nieopodal niego. Zazwyczaj pewnie bym coś knuł albo wspominał najlepsze dowcipy, ale tym razem moje myśli nie były zbyt kolorowe.
Naśladowca. Próżniak. Sytuacja do kitu. W ogóle czemu się w to pakowałem? Ach, no tak, jestem próżniakiem.
       Z zamyślenia wyrwał mnie w końcu Chan, informując o porządku w namiocie. Z pewnością trochę zajęło mu ogarnięcie naszego syfiku, ale jakoś dał radę i chociaż palcem nie kiwnąłem, aby mu pomóc, na samą myśl o porządkach zaschło mi w gardle.
       -Idziemy po jakieś picie?- rzuciłem, stając na nogi.
       -Pewnie.- Chan ochoczo pokiwał głową, po czym wspólnie ruszyliśmy w stronę mieszczącego się nieopodal sklepu. Było gorąco i parno, a my milczeliśmy. Znowu zatopiłem się w niewesołych myślach, kiedy Chan się odezwał. Zdezorientowany rozejrzałem się wokół. Serce zabiło mi mocniej kiedy dojrzałem znajomą sylwetkę w oddali. Jovel.
       -Trzeba go ominąć- rzucił Chan, przyspieszając kroku.
       -Oj tak- mruknął, zmuszjąc się do truchtu, aby doścignąć wielkoluda. Od Jovela zdecydowanie musieliśmy się trzymać z daleka.

3 września 2017

Dzień 1 - Czas wolny: Chanyeol

       Nareszcie czas wolny! Co prawda mieliśmy tylko godzinę na zajęcie się sobą, ale i tak wszyscy wyglądali na zadowolonych, kiedy dostali czas dla siebie. Razem z Lucas'em udaliśmy się do naszego namiotu, żeby poukładać parę rzeczy. Przez wcześniejszą przygodę z poskładaniem namiotu nie zdążyliśmy jeszcze wszystkiego rozpakować, więc zabraliśmy się za to teraz. Bagaże były nieco porozwalane. Spojrzałem na Lucas'a i zobaczyłem, jak chłopak patrzy na to z lekkim niesmakiem. Domyśliłem się, że nie przepada za sprzątaniem. W sumie to jest gorąco i jesteśmy na wycieczce, więc komu chciałoby się to robić? Kiedyś jednak trzeba było się za to wziąć. Bez słowa podszedłem do bagaży i chwyciłem pierwszy z nich, po czym zacząłem rozkładać pakunki.
- Co robisz? - spytał Lucas.
- Układam. - odparłem.- A potem posprzątam.
- Pomogę...
- Nie trzeba. - przerwałem mu.- Sam to wszystko zrobię, poczekaj chwilę. - dodałem i uśmiechnąłem się do niego.

31 sierpnia 2017

Dzień 1 - Czas wolny: Samantha Cohen

W czasie wolnym wróciła do namiotu, żeby zabrać aparat i porobić parę amatorskich zdjęć na pamiątkę. Planowała najlepsze, wraz z podpisem powiesić na tablicy korkowej w swoim pokoju.  Żałowała, że wcześniej nie robiła zdjęć.  Pomimo, że rozłożenie namiotu przynajmniej poszło w miarę sprawnie, była też i zabawna sytuacja.  Samantha uśmiechała się pod nosem podczas wbijania śledzi w ziemię. Przypominała sobie jak jeździła z rodziną na kempingi. Niemalże w każdy weekend wyjeżdżali. W końcu - było gdzie. Tyle Parków Narodowych zwiedzili. Lubiła wracać do tych momentów. Chciała zapomnieć jedynie o ostatnim wyjeździe. Suzie za to raczej nie miała doświadczenia z namiotami, co przynajmniej nadrabiała entuzjazmem. W pewnym momencie zaplątała się o płótno. Sam żałowała, że nie miała wtedy aparatu pod ręką. Suzie szybko się wyplątała i pośmiały się wspólnie. Zgodnie z pierwszym wrażeniem,  towarzyszka Samanthy okazała się być osobą, przy której ciężko jest się nudzić. Wyjątkowo chyba, co Samanthę zadziwiło, jej gadatliwość nie była męcząca. Sam szybko tak polubiła jej towarzystwo.
Spaceru jednak nie miała z Suzie, a przynajmniej pogawędziła nieco z ludźmi, których już kojarzyła z widzenia. Starała się zapamiętać jak najwięcej z oprowadzania po obozie, ze względu na obawę przed zgubieniem się przy najbliższej okazji. Sam doskonale wiedziała, jak złą orientacje w terenie i jak słabą pamięć ma.  Oczywiście i tak była zdziwiona, gdy wrócili do namiotów od innej strony, niż myślała, że idą.  Na spacerze zauważyli także wiewiórkę. Kolejny powód, dla którego Sam pluła sobie w brodę, że nie zabrała aparatu.

29 sierpnia 2017

Dzień 1: Czas wolny

Mimo drobnego omdlenia ze strony jednej osoby oraz kilku psikusów ze strony bardziej energicznych podopiecznych, spacer minął w spokoju. Kiedy grupa wróciła do obozu oznajmiono im, że mają teraz wolny czas, póki wychowawcy zajmą się szykowaniem obiadu. Nie było tu stołówki, a zatem uczniów czekało żywienie się tym co przyszykują nauczyciele, a również i tym co sami sobie przygotują. Z tego powodu, podczas kiedy uczniowie mogli udać się do namiotów, nad jezioro czy gdzie tylko ciekawość ich pociągnie, nauczyciele szykowali chrust na ognisko. Ustalono, że mają godzinę na zabawy i każdy sam musi pilnować czasu. Każdy kto się spóźni, będzie po prostu dłużej czekał na jedzenie. Oczywiście nim wszyscy odeszli, James Dickens oznajmił jeszcze, że każdy kto zdecyduje się na kąpiel w rzece ma nie pływać za blisko doku do łowienia ryb oraz by generalnie uważali na siebie.
Osoby już głodne miały również możliwość udania się do sklepu, gdzie prócz słodyczy i przeróżnych przysmaków, można było kupić również zapiekanki lub kanapki. Dla tych szukających orzeźwienia czekały lody i chłodne napoje. Również i jezioro czekało otworem, błyszczące w słońcu. Możliwe, że nie było tak ciepłe jak woda w wannie, ale z pewnością nie mroziło niczym morze. Na mini plaży można było się opalać, a w lasku spacerować. Po prawdzie, uczniów limitowała zaledwie ich własna wyobraźnia. Każdy kto jednak wrócił do namiotu w danym momencie, znalazł w nim jeden list na dwie osoby. List chował się w kopercie, a jego treść brzmiała: Nie ma kasty. Bawcie się dobrze. Czyżby ktoś z komitetu był wśród obozowiczów?

~*~

No to wasze postacie mają godzinkę wolnego :3 Możecie robić czego tylko dusza zapragnie. Tytuł opowiadania to Dzień 1 - Czas wolny: "Imię postaci"

27 sierpnia 2017

Dzień 1- Spacer: Chanyeol


Nasz spacer zaczęliśmy od zwiedzania obozu. W obozie nie było zbyt wielu ciekawych rzeczy, których jeszcze byśmy nie widzieli. Obóz jak obóz, nic nowego. A część zwiedziliśmy już przypadkiem podczas rozkładania namiotów. Ze znudzeniem słuchałem na szczęście krótkich wywodów nauczyciela. Przed chwilą dobrze bawiłem się z Lucas'em, a teraz jestem zmuszony do spokojnego podążania za nauczycielami. Miałem tylko nadzieję, że szybko się to skończy. Następnie poszliśmy "zwiedzać" toalety. Paru uczniów poszło załatwić swoje potrzeby, więc reszta grupy czekała na zewnątrz. Nie mając lepszego zajęcia zawiesiłem wzrok na umywalce, po czym spojrzałem na Lucas'a stojącego obok. Wcześniej wyglądał na równie znudzonego jak ja, jednak teraz w jego oczach było widać dziwny błysk. Ciekawiłem się, co mu chodzi po głowie. Po chwili zastanowienia ja również poszedłem do toalety.
Toalety nie były szczególnie dobrze oświetlone, jednak wewnątrz pomieszczenia i tak było dość jasno. Już miałem wychodzić ze swojej kabiny, gdy nagle światło zgasło i otoczyła mnie całkowita ciemność. Zamarłem z dłonią wyciągniętą w połowie drogi do klamki przy drzwiach. Chociaż temperatura wcale się nie zmieniła, przeszył mnie straszny chłód. Wciąż byłem w tym samym miejscu, w niezbyt wielkiej kabinie toalety, ale ogarnął mnie strach. Krzyknąłem głośno i gdy tylko odzyskałem władzę nad ciałem, wpadłem gwałtownie na drzwi. Zamek puścił, nie zdziwiłbym się, gdybym go zepsuł. Ale nie obchodziło mnie to teraz. Ważne było tylko to, żeby dostać się do światła. Chciałem wybiec na zewnątrz, jednak gdy tylko wydostałem się za kolejne drzwi uderzyłem w kogoś. Klapnąłem na tyłek, rozglądając się z oszołomieniem. Zorientowałem się, że wbiegłem na pana Dickensa. Nauczyciel wyglądał na zaniepokojonego i próbował zagadnąć mnie, czy wszystko w porządku.

Dzień 1- Spacer: Lucas

       Zwiedzanie campu było naprawdę nudzące. Zupełnie jakbyśmy sami nie mogli zbadać tajemniczych zakątków tego miejsca, byłoby to z pewnością o wiele ciekawsze. Choć, muszę przyznać, podążanie grupą za panem Dickensem i panią Koel miało też swoje dobre strony.  W mojej głowie rodziły się coraz to nowsze pomysły na letnie psikusy, a ofiar mi nie brakowało. Niczego nieświadome, kroczyły ścieżką obok mnie.
       -Jak widzicie, tutaj znajdują się toalety- oznajmił przewodnik, zatrzymując się przy drugim punkcie naszej wycieczki. -Damskie po tej stronie, męskie po drugiej- uzupełnił swą wypowiedź, na wypadek, gdyby któryś z obozowiczów miał problemy z rozróżnieniem koła od trójkąta, dumnie zdobiących drzwi obu pomieszczeń. -Są chętni do skorzystania?- Pan Dickens spojrzał na uczniów z wyczekiwaniem. Miałem nadzieję, że już ruszymy dalej, kiedy kilka rąk uniosło się ku górze.
       -No nieee- jęknąłem zniecierpliwiony. Chciałem już zagadać do Chan'a, lecz ku mojemu zdziwieniu, nie ujrzałem go obok siebie. Powróciłem więc wzrokiem do pana Dickensa i wtedy go dojrzałem. Brunet znikał właśnie w drzwiach męskiego wychodka.
       -Ktoś jeszcze? Ostatnia szansa- przypomniał z lekkim uśmiechem nauczyciel.
       -Ja też- rzuciłem pospiesznie, wpadając na jeden z pośledniejszych pomysłów. W paru susach znalazłem się już przy drzwiach. Nim za nimi zniknąłem, dojrzałem jeszcze tylko nieco szerszy uśmiech pana Dickensa. Podobny zagościł na mojej twarzy, choć kryło się za nim coś zupełnie innego...

23 sierpnia 2017

Dzień 1 - Spacer: Meredith

Ja i rozkładanie namiotów się nie polubiliśmy.
Właściwie ja, natura i walące po oczach słońce, jakby nazłość mi i mojej cerze. Zamiast więc pomóc mojej współlokatorce, pomarudziłam trochę i zostawiłam jej to do roboty. Cóż, była Jokerem, nie mogła narzekać, a ja postanowiłam z tego skorzystać i ulotniłam się do cienia, gdzie nałożyłam kolejną warstwę kremu przeciw opalaniu. Na lokowanej czuprynie, która była jeszcze bardziej uciążliwa niż normalnie podczas takiego gorąca, spoczywał kapelusz, który chronił moją twarz. Nie miałam ochoty widzieć na niej kolejne piegi i spalone rumieńce. To prawie tak złe miejsce na schodzenie skóry jak to pod kolanami.
Potem zawołali nas nauczyciele, chcąc oznajmić, kto rozłożył namiot najszybciej. Och, to było jakieś zadanie? Ups... Choć właściwie moja pomoc tylko by przeszkadzała, patrząc na to, że nasz namiot stał i, cóż, wyglądał jak namiot, a z moją ingerencją to niekoniecznie byłoby tak oczywiste.
Ogłoszona nam spacer, co skwitowałam uśmiechem zażenowania. Yeah, nie ma to jak kilka godzin marszu, podczas którego jest się wystawionym na działanie promieni słonecznych! Będzie świetnie, normalnie skakałam ze szczęścia. A tak na poważnie to miałam nadzieję, że uda mi się schować w toaletach albo chociaż że las będzie na tyle gęsty, by moje obawy się nie sprawdziły.
Naciągnęłam mocniej kapelusz na głowę, po czym wróciłam do moich rzeczy po mały plecak, który wypchałam butelkami z wodą i kremem z filtrem. Chciałam wziąć też ciastko, ale najwidoczniej postanowiło rozpłynąć się od temperatury i pływać w swoim opakowaniu, a ja nie miałam ochoty ubrudzić się, więc najwidoczniej obędę się ze smakiem.

20 sierpnia 2017

Camp Bullfrog Lake: Dzień 1 - Spacer

      Wychowawcy obserwowali swoich podopiecznych, obserwując jak ci sobie radzą. Jedni spoglądali na namioty niczym na spodki obcych, inni sprawnie sobie radzili w swoich parach. Od razu pokazywało to kto wcześniej był pod namiotami, a kto pierwszy raz. I dokładnie to interesowało Jamesa Dickensa. Chciał sprawdzić kto radzi sobie lepiej, kto gorzej, jak ludzie reagują, jak sobie radzą w swoich parach. Chciał poznać każdego z nich. Teoretycznie mógł poprosić o przygotowanie namiotów, ale to by zniszczyło ten punkt poznawania. Oczywiście namioty opiekunów były już postawione. Jeden po lewej dla dwóch przedstawicieli płci męskiej i jeden po drugiej dla przedstawicielek płci żeńskiej. Łatwo było zobaczyć, że rudy nauczyciel nie jest surowy. Nie przejmował się tym, że nie każdy od razu oddał się w pełni swojemu zadaniu. Jedni rozmawiali, inni rozglądali się czy spacerowali. Nie było pośpiechu. A temperatury niemalże zakazywały szybkie wykonywanie czynności fizycznych. Póki ktoś nie odchodził za daleko, było dobrze. W końcu też i poznał zwycięską parę. Byli to znajomi mu już Chanyeol Park i Lucas Kilian. Uśmiechnął się do tej pary i oznajmił, że ich nagrodą są lody. Wręczył im po kuponie i powiedział, że mogą je zdobyć, kiedy tylko będą chcieli w sklepie znajdującym się przy dokach. Czekał aż wszyscy skończą ze swoimi namiotami, po czym znowu przemówił do grupy.

Dzień 1: Jovel

Jovel stłumił śmiech wywołany brakiem większej reakcji, na teatralne 'start' pana Dickensa. Wygrana, co może być wygraną? Nie miało to większego znaczenia, bo nie tłumiona dziecinna ambicja siedemnastolatka już działała na wysokich obrotach. Podszedł do miejsca gdzie mieli rozstawiać namiot, razem z jego nowym 'partnerem do pracy'. Nawet gdy stali mógł patrzeć na niego z góry, ale kiedy blondyn siedział było to jeszcze bardziej spotęgowane. Był niżej od Dahmera pod kilkoma względami. Na pewno nie w ocenach, ale w hierarchii, we wzroście, głośności i gadatliwości. Teraz jednak, obaj milczeli. Brunet poczekał, aż kolega z klasy nieśpiesznie podniesie na niego swój niebieski wzrok. Mrużył oczy przez słońce, a Naśladowca nie miał zamiaru tego zmieniać, choć mógł by to zrobić jednym, małym krokiem.
- Pójdę po wodę - zakomunikował siedzącemu, błyskając odbitym przez zerówki jaśniejącym słońcem. Nie czekał na odpowiedź czy potwierdzenie. I tak wątpił, że się go doczeka. Obrócił się przez prawe ramię, po czym ruszył w kierunku namiotu instruktorów. Tam, jak podejrzewał, powinny znajdować się butelki. Właściwie, jeśli by tą sytuację rozrysować, postępował bez sensu. Umiał rozstawiać namiot, chciał to zrobić szybko i dobrze, by wygrać, a szedł raczej wolnym krokiem po wodę, gdy tuż pod ręką miał Posłańca, najzwyklejszą siódemkę. Cóż, miał chwilkę dla siebie. Co więcej, mógł zdecydować jak postąpić z blondynem. Dziś był spokojny, miły dzień, a Jimmy był spokojny i całkiem przyjemny. Jovel uśmiechnął się kącikiem ust. Jimmy Dorley, brzmiało uroczo, kojarzyło mu się z Davidem Bowie, z pytaniem, czy jest życie na Marsie.

18 sierpnia 2017

Dzień 1: Lucas

       Usiadłem w cieniu rzucanym przez 2 okazałe drzewa. Nie byłem jakimś dendrologiem, żeby wiedzieć, do jakich gatunków należały. Tonem eksperta mógłbym jednak stwierdzić, iż były liściaste.
       Po chwili Chanyeol stanął nade mną, trzymając w rękach okazały pakunek. No tak, namiot.
       -Wybrałeś nam całkiem niezłe miejsce- zauważył z uśmiechem, rzucając torbę na ziemię. Jej zawartość zabrzęczała w chwili zderzenia z podłożem. -Nie znajdziemy tu innego miejsca, w którym trawa byłaby tak zielona.
       -Się wie- wyszczerzyłem się zadowolony z siebie. Fakt faktem, miejsce było przyjemne. Podczas gdy w słońcu panował straszny upał, tutaj temperatura nie mogła przekraczać jakichś 27 stopni. Tylko te komary... Choć były niezwykle uciążliwe, preferowałem ich towarzystwo od zupy z mózgu gotującej się w mojej czaszce.
       -Chyba powinniśmy się wziąć do roboty- zauważył chłopak, klękając przy paczce. Nie miałem jeszcze ochoty na rozbijanie obozu, było gorąco i duszno, ale skoro Chan postanowił się za to zabrać, nie miałem ochoty na bierne przyglądanie się jego pracy, choć moja karta wyraźnie mi na to pozwalała. Z westchnieniem przyłączyłem się do rozpakowywania wyposażenia, uprzednio obróciwszy czapkę daszkiem na kark.
       Kilka chwil po rozsunięciu suwaka zaśmiałem się z lekkim rozgoryczeniem. Jak się okazało, namiot, który w najbliższym czasie miał nam służyć za schronienie, był w niemiłych dla oka odcieniach fioletu oraz niebieskiego.  Skrzywiłem się nieznacznie na widok tak paskudnej mieszanki. Chanyeol spojrzał na mnie z zaciekawieniem.

Dzień 1: Chanyeol

    Wyjechaliśmy ze szkoły dokładnie o godzinie 12:11. Byłem podekscytowany rozpoczynającą się wycieczką. Wiem, że nie będziemy się tylko bawić i odpoczywać, ale perspektywa spędzania czasu na łonie natury, w nowym dla mnie miejscu bardzo mnie cieszyła. No i może poznam pozostałych uczniów? Co do tego nie byłem taki pewny. Pozostałych uczestników wycieczki widziałem po raz pierwszy. Jedyna znajoma twarz, która rzuciła mi się w oczy, należała do Lucas'a. Nie dałem tego po sobie poznać, ale jego obecność dodała mi trochę otuchy. Chociaż jedna osoba, którą znam...
    Ku mojemu zaskoczeniu nasza podróż trwała bardzo krótko, bo tylko 37 minut. Mimo to zdążyłem się nacieszyć widokiem zza okna, na końcowym odcinku podziwiając las, aż w końcu wyjechaliśmy na otwarty teren. W obozie było dużo wczasowiczów. Niektórzy z nich przyglądali się, jak nasz autobus wjeżdża na parking. Reszta nie zwracała na nas większej uwagi.
    Gdy tylko wyszedłem z autobusu, podmuch gorącego powietrza uderzył nagle moją twarz. Skrzywiłem się lekko czując tą zmianę temperatury, po czym spojrzałem z tęsknotą na jezioro rozciągające się nieopodal. Nie mogłem się doczekać czasu wolnego. Gdy plaża będzie już pusta, z pewnością chętnie wskoczę do prawdopodobnie chłodnej wody.

14 sierpnia 2017

Camp Bullfrog Lake: Dzień 1

Nadszedł dzień wyjazdu na wycieczkę, a uczniowie zbierali się przed recepcją w oczekiwaniu na pozostałych uczestników. Miejsc było 30 i dostęp miały wszystkie klasy. Między innymi, pojechać zdecydowali się Samantha Cohen, Jovel Dahmer, Meredith Blunt, Alissa Turner, Chanyeol Park oraz Lucas Kilian. Było jeszcze kilku spóźnialskich, lecz organizatorzy się zbytnio tym nie przejmowali. Nie ścigał ich dokładny termin czy lot samolotem. Aby dojechać do obozu potrzebowali maksymalnie godziny, w zależności od korków na drogach. Również i nie było problemu z krótkim spóźnieniem do obozu. Wszyscy byli po śniadaniu, na zegarze zbliżała się godzina dwunasta, a to o tej dopiero mieli wyjechać. Z tego powodu zadzwonili do rodziców spóźnialskich uczniów i po ustaleniu kto się spóźnia, a kto nie przyjeżdża, w końcu mogli ruszyć. Była godzina 12:11 jak kierowca ruszył autokar pełen pasażerów. Plecaki były już odłożone do odpowiedniego pomieszczenia w autobusie, uczniowie zapięci w swych siedzeniach, lista obecności raz jeszcze sprawdzona, więc podróż mogła minąć spokojnie. Wraz z uczniami jechali opiekunowie dormitoriów (Alice Parks i Richard Starn), nauczyciel wf’u (James Dickens) oraz przewodnicząca klubu cheerleaderek (Joanne Koel). Ostatnia para była organizatorami tej wycieczki, uznając ją za dobrą okazją, by uczniowie skorzystali trochę z przyjemnego ruchu fizycznego na świeżym powietrzu.