Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucas & Matt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lucas & Matt. Pokaż wszystkie posty

28 lutego 2018

Od Matt'a C.D: Lucas

     Trzasnąłem drzwiami z taką siłą, że niemal mogłem usłyszeć echo niosące się po korytarzu.
Wziąłem głęboki oddech, próbując się uspokoić, ale gdy tylko kropla lodowatej wody skapnęła z moich włosów na ramię, poczułem kolejny przypływ złości. Puściłem soczystą wiązankę, z całego serca przeklinając tego irytującego gnojka. Skąd on ma te idiotyczne pomysły? Nie dość, że śmiał mnie obudzić, zrobił to lodowatą wodą, która zamoczyła moje łóżko...
     Podszedłem do okna i otworzyłem je na całą szerokość. Oparłem się dłońmi o parapet i przez chwilę oddychałem nieco chłodnym, jesiennym powietrzem. Gdy już trochę ochłonąłem, spojrzałem w stronę łazienki. Lucas zachlapał całą posadzkę... Pewnie dlatego się poślizgnął i przywalił szczęką w podłogę. 
- Ciekawe, czy nic mu nie jest... - mruknąłem sam do siebie.
Zaraz po wypowiedzeniu tych słów potrząsnąłem głową. Jasne, że nic mu nie jest. A nawet jakby było, to co mnie to obchodzi? Należało się kurduplowi.

31 stycznia 2018

Od Lucasa C.D: Matt

       Matt był naprawdę spiętym gościem. Dosłownie! Zero uśmiechu, nawet kącik ust mu nie drgnął, kiedy baldachim zwalił się na ziemię. Już moja w tym głowa, żeby rozkręcić tego gogusia. Z głupawym uśmieszkiem podniosłem się z ziemi. Mój zirytowany współlokator leżał skierowany do ściany, głośno wzdychając. Na ten widok uśmiechnąłem się jeszcze szerzej. Stałem przez chwilę wpatrzony w postać Matta zwiniętego na łóżku, po czym udałem się do łazienki. Krótko szukałem pomysłu, właściwie to napatoczył mi się już po chwili. Zabawne, że to właśnie w takich miejscach jak łazienka najczęściej doznawałem olśnienia.

29 grudnia 2017

Od Matt'a C.D: Lucas

     Stanąłem przed wielkim, nowoczesnym budynkiem, składającym się z mieszanki drewna i szkła. Domyśliłem się, że to pewnie jakiś ważny punkt na terenie szkoły. 
- Tutaj znajduje się gabinet dyrektora i recepcja. - głos dochodzący z tyłu potwierdził moje przypuszczenia.
Westchnąłem cicho. Znowu te wszystkie nudne formalności... Teraz przynajmniej miałem kogoś, kto może zrobić to za mnie.
- Victor, weź moje bagaże. - rzuciłem do brata stojącego za mną, a sam poprawiłem plecak zawieszony na ramieniu i ruszyłem w stronę recepcji.
     Brat bez najmniejszego sprzeciwu zabrał wszystkie moje rzeczy i poszedł za mną. Spojrzałem na niego przez ramię. Był ode mnie starszy, a zachowywał się jak mój służący. Mógł przecież zwyczajnie się sprzeciwić. Ale taki już właśnie był. Czasem wyglądał, jakby spełnianie moich zachcianek sprawiało mu radość. Gdy ludzie na nas patrzyli nie mogli uwierzyć, że jesteśmy braćmi. Nasze charaktery zupełnie się różniły, tak samo jak wygląd. Wszyscy zawsze myśleli, że to ja jestem starszy.
Już po chwili brat, obładowany niczym wielbłąd, został w tyle. Zwolniłem trochę, bynajmniej nie z życzliwości. Przecież nie mogłem wejść do recepcji sam, bo wtedy musiałbym wszystko wypełniać samodzielnie, na co nie miałem ochoty.

Od Lucas'a

       Z całej siły pchnąłem drzwi wyjściowe budynku szkoły. Chłodne jesienne powietrze uderzyło mnie, rozpraszając wokół strąki ciemnych włosów. Niechlujnie owinąłem się szalikiem po uszy i szybkim krokiem ruszyłem w stronę parku. Z impetem wcisnąłem dłonie w kieszenie kurtki, klnąc pod nosem. 
       -Lars, walony dupku, jeszcze pożałujesz...- burknąłem sam do siebie, przypominając sobie twarz jasnowłosego Egoisty.  Zero dystansu do siebie, para pięści, i całkowity brak śladów jakiejkolwiek inteligencji. Po prostu wyrośnięty neandertalczyk. Wszyscy traktują tu tą durną grę poważnie, Schulte rzecz jasna stanowi wyjątek. Olał moją rangę i wyzwanie, po czym sprał mnie zupełnie bezkarnie, jakby była to rzecz najzwyczajniejsza w świecie. Poprawiłem przeciwsłoneczne okulary, osłaniające przed światem zewnętrznym jeszcze opuchnięte oko, pamiątkę po wizycie wcześniej wspomnianego jaskiniowca. Palant. 
       Wkrótce dotarłem nad parkowy staw. Kamieniste wybrzeże co chwila atakowały delikatne fale wzburzone porywistym wiatrem. Nie zważając na nie, zbliżyłem się do jeziorka. Po chwili pierwsze krople wody zaczęły przesiąkać przez cienki materiał mocno znoszonych trampek, jednakże byłem zbyt wzburzony, by się tym przejmować. Schyliłem się i pochwyciłem najbliższy kamień, po czym cisnąłem go w ciemną toń stawu. Wkrótce do mych uszu dotarł cichy plusk, a na tafli wody parędziesiąt metrów ode mnie zaczęły rozchodzić się drgające kręgi. Bez zastanowienia sięgnąłem po kolejny pocisk, i po kolejny.