Pokaz talentów. Powiedzieć można, że pomysł
banalny, aczkolwiek mnie jak zawsze coś takiego zainteresowało. Nawet nie ze
względu na pierwsze miejsce, a za sam fakt, że podczas takich „eventów” można
było się bawić oraz wymienić się swoimi talentami. A i przy okazji znajdowała
się nutka rywalizacji, co zawsze zwiększało moje zainteresowanie. Bo jakim
sensem jest coś robić, by nic z tego nie zyskać, a każdy ma dostać po prostu
gratulacje? Coś takiego się zwyczajnie nie opłacało, a nawet i marnowało zapasy
ludzkiej energii. Jak to miałem z zwyczaju, okazałem swoje zainteresowanie, gdy
tylko chodzono zbierając zapisy. Co prawda ze względu na moją rangę wyśmiano
mnie zaledwie i zignorowano mą prośbę zapisania mego imienia, lecz nie
przejmowałem się tym. W końcu starczyło pójść po lekcjach do nauczyciela i jemu
oznajmić swą chęć. A ten już nie wybrzydzał.
Teraz jednak pojawiał się wielki problem. Tak jak
wiedziałem, co chcę zaprezentować, tak nie wiedziałem jaki ma być to utwór. Coś
współczesnego? Jakiś klasyk? Może zmieszać oba razem? Tak wiele wyborów
sprawiało, że miałem problem z zdecydowaniem. I z tego też powodu ułożyłem się
pewnego wieczoru w swoim łóżku i ze słuchawkami na uszach słuchałem różnych
rodzajów muzyki. W końcu jednak się poddałem i z ciężkim westchnięciem wyjąłem
z uszu słuchawki, aby następnie spojrzeć na swojego współlokatora, który akurat
zdejmował buty, po wejściu do pokoju.
- Pomóż mi Mephisiu, w tobie moja jedyna nadzieja
– powiedziałem głosem męczennika, korzystając ze sławnego wersu z Gwiezdne
Wojen.
- Co jest, Char? – zapytał z uniesioną brwią.
- Ten pokaz talentów. Zapisałem się, ale nie wiem
co zrobić – skrzywiłem się lekko.
- Pokaż po prostu swoje utalentowanie, może
zaprojektujesz kolekcje modową? – powiedział chyba żartobliwie, choć trudno mi
było to powiedzieć. W każdym razie odpowiedziałem na to cichym śmiechem,
rozbawiony tą propozycją.