Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sasza & Mike. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sasza & Mike. Pokaż wszystkie posty

3 września 2017

Od Saszy i Larsa C.D: Mike

    Podczas gdy czekałem na Mike’a, zdążyłem wpaść w ,,lekkie’’ nieporozumienie z nowym chłopakiem o imieniu Lars, zbyt się rzucał. Doszło do tego, że gdy Mikiś wyszedł, z rozciętą wargą, trzymałem tego dupka za gardło, przeklinając pod nosem w swoim rodowitym języku.
    -Zabierz ode mnie brudne łapy ruska kurewko, potem się niedomyje –Mruknął jakby z wyrzutem blondyn, chciałem go uciszyć, jednak usłyszałem za swoimi plecami bruneta.
    - Co wy robicie? – Lekko podniósł głos Miki, słysząc jego zdenerwowanie od razu się odsunąłem, zaś Lars patrzył się na niego jak urzeczony. Chwilę jakby się zastanawiał.
    -Mike? – Rzucił zdziwiony, chłopak rozluźnił zmarszczone brwi i odwzajemnił zdziwione spojrzenie
    -Znacie się? –Mruknąłem cicho, chcąc czegoś się dowiedzieć o tej dziwnej sytuacji w jakiej aktualnie się znajdowałem. Jakoś nie podobało mi się, że Miki zadawał się z tym bezczelem i szczerze zirytowałem się gdy kiwnął niepewnie głową.
   -Lars?

3 lutego 2017

Od Mike'a C.D: Sasza

Nie wiem czy miał racje mówiąc, że było mi ciężko. Byłem sobie sam winien wielu rzeczy i sam powinienem sobie w końcu z tym poradzić, a nie ciągle udawać ofiarę losu. Tylko byłem ciężarem dla Saszy, a jednak się do niego przywiązałem i nie byłem w stanie go opuścić. Byłem mu winien chociaż wytłumaczenie, a jednak bałem się, że mnie znienawidzi. Nie chciałem by uznał mnie za obrzydliwego… Co jak mnie wtedy zostawi? Byłem po prostu egoistyczny i nie umiałem tego zmienić.
- Jestem naiwny i zbyt łatwo się przywiązuję do innych… Myślałem, że może w końcu komuś na mnie zależy. Tak bardzo wtedy potrzebowałem drugiej osoby. Byłem wtedy w stanie nawet… - wziąłem głębszy wdech na uspokojenie się. – Pozwoliłem mu na stosunek. Z początku był delikatny i ostrożny, a potem zaprosił swojego ”kolegę” i skończyło się na tym… Że zrobił ze mnie dziwkę. Ja nie chciałem ci tego mówić bo… Pewno myślisz, że jestem obrzydliwy.
- Nikt cię już nigdy nie skrzywdzi. Jeżeli ktoś chociażby cię dotknie, to go zabiję. Nie musisz się już niczego obawiać – powiedział czule i mnie pogłaskał. - Najchętniej bym mu teraz obił ryj za to co ci zrobił. To on jest obrzydliwy.

29 stycznia 2017

Od Saszy C.D: Mike


       -Jest idealnie –Powiedziałem z uśmiechem, gdy tylko wziąłem do ust łyżkę zupy. Mike jak zwykle wydawał się tak słodko przejęty całą sytuacją, a był to po prostu zwykły obiad. Chyba nie za szybko uda mi się zmienić w nim takie odruchy, jak ten wieczny stres, przed każdą najmniejszą rzeczą.
       Jednakże nie przeszkadzało mi to, że może to być powolny proces. Byłem w stanie poczekać, bardziej martwiło mnie to, jak bardzo skryty jest. Przez trzy miesiące związku, nawet nie wspomniał o tym mężczyźnie, nie mówiąc już o tym, iż nie wspominał o niczym szczególnym. Wywoływało to we mnie pewien rodzaj niepokoju. Unikał wychodzenia do ludzi, rozmawiania o swojej przeszłości, czy lękach, cały czas udawał, że wszystko jest dobrze. Ile jeszcze zamierzał grać? Powinienem któregoś dnia z nim o tym porozmawiać, pytanie tylko, czy będzie chciał…
      -Smacznego – Kiwnął głową z uśmiechem, odpowiedziałem tym samym i chwilę milczałem. Czułem, że ta cisza zaraz zrobi się niezręczna i już otworzyłem usta by coś powiedzieć, kiedy to Miki się odezwał - jeśli chcesz to możemy tu też zostać na noc... W sensie, że nie musimy się śpieszyć z powrotem – Zamyśliłem się nad tymi słowami, czy mój niewinny, na co dzień brunecik, właśnie zaproponował mi seks?

22 listopada 2016

Od Mike'a C.D: Sasza

Trzy miesiące związku, a ja jedynie uciekałem i marudziłem Saszy. Nie byłem w stanie wyjść z nim normalnie do miasta z powodu głupich obaw, które właściwie nie miały żadnych podstaw. Widziałem, że powoli go męczę. Na jego miejscu zapewne szybko bym dał sobie spokój. Dlatego też chciałem mu do wynagrodzić. Zapytałem wpierw Roberta czy mógłbym go poprosić o przysługę, a następnie spotkałem się z Saszą po lekcjach. Postanowiłem, że w końcu przejmę inicjatywę. Zebrałem pewność siebie i zaprosiłem go na obiad. Chciałem mu sam coś ugotować. A po tym jak z uśmiechem przyjął zaproszenie, nie było już odwrotu. Choćbym chciał, nie mógłbym zrezygnować z tego spotkania i nie zamierzałem. Obawa powodująca motylki w żołądku istniała, lecz ani razu nie próbowałem odwołać obiadu.
W zasadzie to byłem z siebie dumny. Kiedyś bym pewno w ostatniej chwili wyskoczył z wymówkami, przez które niby nie mógłbym się z kimś spotkać. Teraz, jednakże wycierałem włosy ręcznikiem, krocząc w stronę kuchenki. Tam już gotowała się krwisto czerwona zupa, a obok niej czekał garnek z czystą wodą. Wyłączyłem palnik pod zupą i spojrzałem niepewnie na leżące na desce zawiniątka ciasta z farszem z mięsa. Wydawało mi się, że nawet przypominało to, co widziałem na zdjęciu. Bardziej martwiłem się pod względem smaku. Cóż. Dowiem się dopiero jak je ugotuję, a to zamierzałem zrobić na świeżo, na chwilę przed tym jak przybędzie mój gość. Miałem tylko nadzieję, że nie wyjdzie okropnie. Westchnąłem ciężko i sięgnąłem po łyżkę, po czym skosztowałem zupy. Była nawet smaczna, choć trudno mi było stwierdzić, czy posiadała autentyczny smak. W razie czego to ona uratuje zaplanowaną całość.

4 marca 2016

Od Mike'a C.D: Sasza

Z początku uważałem to za dziwne… Sposób, w jaki wziął moją dłoń w swoją. Trochę mnie to krępowało. Nie przywykłem do okazywania jakichkolwiek uczuć tego rodzaju wśród innych ludzi. Wydawało mi się, że to powinno być czymś prywatnym. Tak też mi mówiono. Nigdy nie dotykaj czy mów w pewien sposób, kiedy inni są w twoim otoczeniu. Czyżby u Saszy było inaczej? Czułem się w ten sposób pewniej. Nawet nie zauważyłem jak na moje usta wpłynął delikatny uśmiech. Ten jednakże zniknął, gdy tylko musnąłem palcami wolnej dłoni obrożę znajdującą się na mojej szyi. Artefakt przeszłości.
Jego słowa były miłe. Na tyle miłe, że trudno było w nie uwierzyć. Bajki nie istnieją i już raz się tego nauczyłem. Powtórka z rozrywki? Czemu nie uczę się na błędach? Przecież już raz dałem się oszukać. Jednakże chciałem wierzyć, że to prawda. Do trzech razy sztuka, nie? Ale czy byłbym w stanie przejść przez to samo trzy razy? W sumie… Teraz wiedziałbym, czego unikać, więc czemu nie? Przecież teraz byłem świadom swoich błędów, rozumiałem lepiej otaczający mnie świat i… Nie zależało mi aż tak bardzo na wsparciu drugiej osoby. Nie musiałem polegać na Saszy. Powinienem się w końcu przełamać i próbować. Póki nie zacznę sprawdzać swojego otoczenia, to nigdy nikogo nie znajdę. A samotność powoli mnie przytłaczała. Dusiła i męczyła. Potrzebowałem kogoś, do kogo mógłbym się przytulić. I wyglądało na to, że kandydat na taką osobę siedział właśnie przede mną.
Z drugiej strony to brzmi jakby ktokolwiek mi odpowiadał… Dobrze, że nikt nie umie czytać mi w myślach, bo jeszcze uznałby, że Sasza jest mi obojętny. Chodzi o to, że dopiero on sprawił, że uświadomiłem sobie, iż warto komuś zaufać. Ale zaufać mogłem na razie tylko jemu. Nie przeszkadzało mi to. Wydawał się być miłą osobą. Niezależnie od tego, co twierdzili inni, dla mnie był miły. I nie było to jakieś namolne. Nie traktował mnie jak własność, tylko właśnie jak drugą osobę. Albo już mi się miesza w głowie. Jeszcze trochę i wrócę do Stefana…
- Nie jest żałosne – powiedziałem po dłuższej chwili. Dopiero teraz zrozumiałem, że ten coś mówi, ale nie mogłem być do końca pewien znaczeni tych słów. Usłyszałem tylko cześć o tym, że jest żałosny. Niezależnie od tego, co powiedział, na pewno tak nie było.

24 lutego 2016

Od Saszy C.D: Mike

       Wziąłem jego delikatną, nie zranioną dłoń, w swoje i pocałowałem z uśmiechem, po chwili zaczynając kciukiem jeździć po jego kostkach, zdawało się, jakby nie istniało dla mnie w tej chwili nic innego, lecz także na niczym innym się nie skupiałem większej uwagi. W pewnym momencie jednak westchnąłem, splatając nasze palce, bez pytania, czy ten się nie krępuje, może i było to nieco podłe, lecz nie przejmowałem się tym w tej chwili.
       -Miki… przecież rozumiem że masz wątpliwości, ale mimo wszystko… –Umilkłem na chwilę, ściszając głos i drugą ręką zacząłem głaskać go po policzku –…Mimo wszystko chciałbym cię pozbawić tych wątpliwości, nie zrobię tego, jeżeli mi nie pozwolisz. Wiem jak to zabawnie brzmi, ale mi zależy i ciężko jakoś zebrać słowa. – Zaśmiałem się cicho i lekko, nie chcąc go speszyć.
       -Skąd mogę mieć taką pewność? – Zapytał chłopak, czerwieniąc się i przenosząc wzrok na stół, uśmiechnąłem się smutno, milknąc na chwilę.
        Dobrze wiedziałem, jak przeszłość bywa uciążliwa, mimo że nie ma już większego znaczenia, ciągle nieustępliwie klei się do człowieka, nie pozwalając o sobie zapomnieć, czasami przychodzi we śnie, a innym razem gdy nie spodziewając się jej wizyty, spokojnie czytasz książkę. Tak, przeszłość to podła suka, męcząca człowieka bez ustanku, do końca jego dni.
       -Nigdy nie można mieć pewności, myślę że takich rzeczy nie można potwierdzić prostymi słowami. – Westchnąłem głęboko i zabrałem dłoń z jego policzka, by wziąć łyk kawy. – Jesteś pierwszą osobą na jakiej mi zależy Mike, stąd moje gwałtowne zachowanie. Ta…zdaje sobie sprawę jak żałośnie to brzmi – Mieszałem łyżeczką w kubku, wpatrując się weń, byle uniknąć wzroku Mike’a, jednak nadal splatałem nasze palce.
       -Nie jest żałosne – Stwierdził chłopak po chwili ciszy jaka zapadła między nami i uśmiechnął się delikatnie.
       -To…spróbowałbyś ze mną…? –Zapytałem wprost, zdając sobie sprawę że nie wymyślę już nic bardziej przekonywującego czy pięknego. – Chociażby na próbę, nie zmuszałbym cię do niczego…ani nic…po prostu… -Znów umilkłem, nie mogąc zebrać słów, co poradzę, że żaden ze mnie poeta czy wybitny romantyk.
       - Tak... spróbowałbym – Zaśmiał się cicho i złapał za moją drugą rękę, splatając nasze palce. Nie przejmując się osobami w lokalu, pocałowałem go, próbując jakby uczcić tym gestem nasz związek.

19 lutego 2016

Od Mike'a C.D: Sasza

     Wyglądało na to, że jednak przyprawiłem mu problemy. A raczej może zasmuciłem? Nie do końca byłem pewien. Ale na pewno wpędziłem w zakłopotanie. Powinienem był po prostu… Sam już nie wiem. W każdym razie ruszyliśmy w stronę naszych pokoi. Oczywiście wpierw obiecałem, że wszystko mu wytłumaczę przy kubku kawy. W sumie to przydałoby się cieplej ubrać, jeżeli chcemy gdzieś pójść. Choć to by oznaczało, że musiałbym wrócić do Nico… Jakoś nie chciało mi się znów z nim rozmawiać. Nie to, że go nie lubiłem. Ale bałem się, że zacznie zadawać pytana na temat tego, czemu wyszedłem, czy inne. Wolałem na razie tego uniknąć.
     - Ej, Sasza… Mogę na razie zachować sobie twoją bluzę? Wolałbym na razie nie wchodzić do swojego pokoju… Nie to, żeby coś się działo czy coś… Po prostu wyszedłem ot tak bez słowa i nie chcę się musieć teraz tłumaczyć.
     Ulżyło mi, gdy powiedział, że mogę zostawić na sobie bluzę. Sam zaś wszedł do swojego pokoju zapewne, aby się cieplej ubrać. Przesunąłem palcem po bandażu i spojrzałem na Saszę.
     - Jeśli chodzi o dłoń, to nie musisz się martwić. Mam tylko trzy szwy. – W tym momencie zauważyłem, że źle to brzmi. – Nikt mi tego nie zrobił. Ja sam. Ale przypadkowo. Wziąłem suszarkę i zbyt zamyślony uderzyłem dłonią w lustro podczas rozwijania kabla i tak jakoś… - zaśmiałem się cicho. – Wszyscy zawsze mi powtarzali, że jestem niezwykle niezdarny…

17 lutego 2016

Od Saszy C.D: Mike

         Uśmiechnąłem się z lekka, na widok całego tego zakłopotania Mikiego, lecz po jego pierwszych słowach z lekka spuściłem wzrok, a uśmiech przygasł, choć nadal próbowałem sprawiać wrażenie rozluźnionego i spokojnego. Nie powinienem wczoraj go o to pytać, tak jak i mówić żadnego z tych słów. Chciał wyjść i odejść, niepotrzebnie przetrzymywałem go dłużej zmuszając do wysłuchiwania tych bzdur. Każde z tych słów, wypowiedziałem szczerze, ale czy miały znaczenie?
         Może to była próba mojej  pokuty, zatamowania własnej samotności, musiałem przyznać przed samym sobą że to nieco egoistyczne, po prostu… potrzebowałem kogoś takiego jak Mike, z początku chciałem tylko mu pomóc, głównie przez własne zasady, nic więcej. Lecz później, poczułem że chce przy nim być ale skąd pomysł, że on miałby chcieć tego samego ? Że ktokolwiek mógłby chcieć kogoś takiego, w rezultacie spłoszyłem go i mogłem zniszczyć przyjaźń, po za tym, Mike zapewne miał na oku kogoś innego i nie chciał mnie spławić. To trochę głupie, tak jakbym wcześniej nie mógł zrozumieć, że nie umie powiedzieć ,,nie’’ ale nie mam szans liczyć na nic więcej.

23 stycznia 2016

Od Mike'a C.D: Sasza

     Sen zawsze był moją formą ucieczką od problemów. Nie trzeba było się niczym martwić, nie myślało się. W pełni oddawało się podświadomości. To jednak nie zawsze było dobrą czynnością. Nie kontrolujesz swojej podświadomości. Nie wybierasz snów. Raz są miłe, raz nijakie i ich nie pamiętasz, a raz są odzwierciedleniem wszystkich najgorszych momentów z twojego życia. Po tego typu snach zastanawiałem się, czemu mój umysł jest taki okrutny wobec mnie. Kiedy wszystko za dnia się psuło, a ja już sobie z niczym nie radziłem, on postanawiał pozbyć mnie mojej świątyni spokoju. Tworzył pułapkę bez ucieczki. Nie raz budziłem się wtedy w nocy zalany potem i rozglądałem po pokoju. W takich momentach każdy kształt przybierał formę człowieka. Patrzyli na mnie wtedy i się uśmiechali. Szydzili z mojej słabości, a ja nie miałem gdzie uciec. To wtedy bałem się zasnąć, wyjść z łóżka, ruszać się, oddychać. Panikę uspokajało jedyne schowanie się pod kołdrą do momentu, kiedy zaczynało mi brakować tlenu. W takich momentach wtulałem się w pluszaka jak małe dziecko i wmawiałem, że ”potwory” nie są w stanie schwytać mnie pod pościelą. Lecz te prawdziwe potwory z krwi i kości zawsze były w stanie dopaść mnie nawet w tym bezpiecznym miejscu.
     Poczuwszy dłoń na swoim ramieniu powoli otworzyłem oczka. Spojrzałem nieprzytomnym wzrokiem na Nicodema, który już ubrany stał przy moim łóżku. Chyba coś do mnie mówił, lecz nie zrozumiałem. Wtuliłem się tylko bardziej w pościel i zamknąłem do połowy oczy.
     - Ej, Nico… Nie pójdę dziś na lekcje. Okey?

21 stycznia 2016

Od Saszy C.D: Mike


-Wiesz Mike, mnie to nie przeszkadza –Wzruszyłem ramionami, posyłając mu po chwili, lekki smutny uśmiech. - Wszyscy mówią o tolerancji… i tak dalej, ale tak naprawdę, większość osób tu nie lubi obcokrajowców. Bez różnicy, jakiej karty niedostane, większość z nich będzie uważała mnie za śmiecia który powinien ,,Spierdalać do swojego kraju ‘’. –Chłopak bez słowa tylko skinął głową, spuszczając wzrok.
Poczułem się z lekka dziwnie, mieszając go w swoje sprawy.
Nie chciałem go zrazić do siebie, głównie dlatego też nie mówiłem mu o bójkach i problemach z dyrekcją.
Był też drugi aspekt, po prostu nie lubiłem nikomu o sobie wspominać, ani o sobie, ani też o swojej przeszłości.
Czasami może i  byłoby lepiej komuś się z tego zwierzyć, kuły mnie te nigdy nie wypowiedziane słowa żalu. Kłębiące się gdzieś tam, w umyśle.
 Na co dzień, nie skupiałem na nich uwagi, zajmowałem się ćwiczeniami, chodziłem z Jurijem do baru, lub po prostu piliśmy w pokoju. Robiłem wszystko by mieć zajęte myśli i póki to robiłem było w porządku…ale teraz znowu…znowu zaczynam…Uśmiechnąłem się wesoło do Mike’a i położyłem mu rękę na ramieniu.
-Ale nie przejmuj się tym Miki, ja się nie przejmuję, niepotrzebnie ci o tym w ogóle wspominałem.  – Pokręcił głową i położył mi dłoń na biodrze po czym delikatnie się we mnie wtulił, umilkłem na chwilę, zaczynając głaskać go po plecach, by w końcu objąć i pocałować w czubek głowy 
– Co jest Miki…?- Pytanie zadałem z troską, niemalże szeptem, by nie zrujnować zupełnie, tej okalającej nas, otoczki ciszy

8 stycznia 2016

Od Mike'a C.D: Sasza

Już po chwili się przy nim rozluźniłem. Co prawda wciąż mi było głupio za tamtą pomyłkę, ale cóż mogłem poradzić? Najwidoczniej do języków talentu nie miałem. Chyba z godzinę starałem się zapamiętać te krótkie zdanie, a i tak na nim poległem. Ale Saszy nie zdawało się to przeszkadzać, ani nie był urażony. Nawet pomógł mi z wypowiedzeniem. Może na następny raz będę pamiętał. Miałem przynajmniej taką nadzieję. Nie zamierzałem go zmuszać do wytłumaczenia, co powiedział i z tego też powodu postanowiłem kontynuować nowy temat poprzez odpowiedzenie na jego pytanie.
- Dziewięć... Muszę pomagać królowi i jak ktoś obrazi to postawić się... Nie jest to wymarzona karta, ale teraz tylko pięć osób ma nade mną władze, a nie cała klasa... - odpowiedziałem z uśmiechem, po czym lekko przekręciłem głowę na bok - A tobie jak poszło?
-Ta sama karta, w sumie… to mi nie robią różnicy, cały czas jestem ”posłańcem’’, ale jeszcze nie zdarzyło mi się by ktoś prosił mnie o przysługę. - Wzruszył ramionami, a ja się zaśmiałem, zakrywając przy tym usta.
- Może dlatego, że obawiają się, iż w zamian im połamiesz kości? - odpowiedziałem rozbawiony. - Poza tym parę razy pokazałeś, że jesteś przeciwny pomysłowi tej gry. Choć to w sumie takim dobrym pomysłem nie jest…Nie chciałbym, by coś ci się przez to stało…Bo wiesz…Jak ci, co zajmują się kartami i takie tam uznają cię za problem to mogą cię zdegradować do roli celu. Chociaż w sumie się tak jeszcze nie stało. - Delikatnie pomasowałem ramię dłonią. - Znaczy, od kiedy tu chodzę do szkoły to się tak nie stało, a nie, że jeszcze tobie się nie przytrafiło.
Po tych słowach nagle sobie zdałem sprawę, że w sumie to nie wiem, co mógłbym dalej mówić. W sumie to rzadko wychodziło mi rozmawianie z drugą osobą. Szybko kończyły mi się tematy, a mózg w kółko powtarzał, że powinienem już przestać, bo przeszkadzam innych. A nawet jeśli ktoś powie, że nie sprawiam im kłopotów, bądź lubią ze mną rozmawiać to sądzę, że po prostu chcą być dla mnie mili…Nie wiem w sumie. Może po prostu się za bardzo przejmowałem? Ale przecież nie mogłem ot tak za razem wyjść, bo bym tylko przeszkodził mu na marne... Umh…

Od Saszy C.D Mike

Mój oddech stawał się z wolna cięższy, a na pozbawionym koszulki torsie zaczęły perlić się kropelki potu, jednak nie było mowy o przerwie. Zostało mi dwadzieścia pompek, już dawno z zwyczajnych przeszedłem na te, podczas których klaskałem między kolejnymi powtórzeniami. Z początku, jakieś trzy lata temu, gdy próbowałem zmusić się do klaśnięcia, padałem na podłogę z cichym przekleństwem. Lecz teraz wszystko wychodziło płynnie i z łatwością, nie mogłem sobie pozwolić na pomyłkę, ani też na dzień przerwy. Moim celem był SPECNAZ a tam, nie było miejsca na cackanie się i choć wkładałem w swoje ćwiczenia całe serce, gdzieś tam czułem gorzkie ,, to nie wystarczy’’. A co jeżeli, tak naprawdę to na marne i…zmrużyłem oczy wsłuchując się w piosenkę, próbując nie skupiać się na natrętnych myślach. ,,We are Young…But we have heart…Born It this Word as it All Falls apart’’ ,,Co jeżeli tam nie wrócisz ?’’Zabrzmiało mi w głowie, podle nasączając jadem każde słowo. Uporczywie skupiając się na dokończeniu serii, nie zauważyłem kiedy do pokoju wszedł Mike, możliwe że przez piosenkę, lecz gdy ta tylko się skończyła niemal od razu do moich uszu dobiegło ciche westchnienie, od razu zerwałem się na równe nogi.

1 stycznia 2016

Od Mike'a C.D: Sasza

Zdziwiła mnie pomoc ze strony nieznajomego. Sądziłem, że robi to tylko po to, aby samemu móc ze mną coś zrobić. A tu taka niespodzianka. Chyba. Chyba, że się okaże, że w swoim pokoju jednak coś zrobi. Szczerze mówiąc to chyba było mi już obojętne. Tak samo jak jego nastawienie do moich blizn, co uważałem za dziwne. Przecież nie było w nich nic…Przyjemnego. Wiele osób zabierało wzrok od nich, bądź się z nich śmiało. Sam ich nie lubiłem. Nawet, jeśli część z nich było moją zasługą. Nie mogłem przez nie nosić niczego z krótkimi rękawami. Drobne kreseczki na nadgarstkach, oparzenia papierosa na prawym barku, parę długich pasów na długość pleców, i znów rany cięcia na udzie. Byłem wdzięczy, gdy dał mi coś normalnego do założenia. Ciekawiło mnie, co tamten zrobi z moją koszulką. Zapewne trafi do śmieci. Cóż…nie zamierzałem kopać w każdym śmietniku w jej poszukiwaniu. Możliwe, że nie miałem milionów i nie mogłem sobie pozwolić na takie marnotrawstwo, ale za razem…sam nie wiem.

30 grudnia 2015

Od Saszy C.D Mike

Wsunąłem ręce do kieszeni, wracając z dachu, polubiłem tam chodzić od chwili gdy pewien miły chłopak pokazał mi to czarujące, w miarę ustronne miejsce, szczerze mówiąc…najczęściej bywałem tam w godzinach lekcyjnych, kiedy to znudził mnie natłok lekcji, myślałem tam nad wszystkim co tylko mogło zaprzątać moje myśli, a świeże powietrze i samotność tylko w tym pomagała. Choć nie zawsze, były chwilę kiedy za osobę która by ze mną tam pogawędziła oddałbym wszystko, nie byłem na co dzień osobą stroniącą do ludzi, jednak każdy czuje czasem samotność. Szczególnie iż ciągle czułem się tu niechcianym gościem, co prawda posiadałem kilku znajomych… Lecz nie oszukując się nigdy nie będę tutaj ,,swój’’ a mój akcent doprowadzający do częstych bójek tylko to potwierdzał. Nikt nie lubił obcych na swoim terenie a niektórzy czuli wręcz dobitną potrzebę pokazania im tego. Acz rzadko kiedy przeszkadzały mi bójki, uznawałem je za trening z osobą towarzyszącą, lubiłem pokazywać swoje umiejętności nabyte dzięki codziennym ćwiczeniom. W końcu, chciałem iść do wojska i nie było to czcze stwierdzenie rzucone na wiatr. Zszedłem schodami na korytarz o tej porze był zupełnie pusty, więc idąc wsłuchiwałem się w echo własnych kroków, do moich uszu prócz tego dźwięku dobiegał tylko szmer dochodzący z jednej z sal, szmer przerodził się w huk otwieranych gwałtownie drzwi i z klasy wybiegł chłopak wpadając prosto na mnie, mimo że ukrywał oczy za grzywką, widziałem że zbiera mu się na płacz a pozbawiony koszulki tors przedstawiał liczne blizny.
-Wracaj tu kurwo  - Zagrzmiał głos dochodzący z sali a ten gdy tylko go usłyszał schował się za moimi plecami, posiadaczem owego głosu okazał się jakiś nieco cherlawy chłopaszek nieco ode mnie wyższy. Zmierzył mnie wzrokiem od góry do dołu, nawet nie kłopocząc się zapięciem paska i rozporka. –Zabronione jest pomaganie celowi – Wycedził, a ja w odpowiedzi posłałem mu krzywy uśmieszek.