Powód: Decyzja Autora
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Archiwum. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Archiwum. Pokaż wszystkie posty
16 lutego 2018
11 grudnia 2017
Od Chanyeol'a C.D: Stephen
Popatrzyłem na Stephena, nie do końca wiedząc, czy powinienem poczuć się jakoś niezręcznie. On był zawstydzony, więc czy ja też powinienem? Intrygowało mnie to wszystko i mógłbym rozmyślać nad tym godzinami, jednak w tym momencie czułem bardziej... radość? Proste, krótkie słowa które wypowiedział sprawiły, że zrobiło mi się ciepło na sercu. Niestety, znowu nie wiedziałem, jakie to uczucie, więc postanowiłem, że uznam to za zadowolenie.
- To dobrze. - uśmiechnąłem się, dopiero po chwili zauważając, jak bardzo Steve był skrępowany. - Och, przepraszam... Jestem po prostu bardzo ciekawy, jak to wszystko wygląda. Moje pytania musiały być dla ciebie trochę zawstydzające.
- Trochę tak. - zaśmiał się cicho.
Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Trochę mi teraz głupio... Moja wiedza na temat uczuć jest na poziomie niższym niż wiedza przedszkolaka.- westchnąłem.
- Zdążyłem zauważyć. Nie spodziewałem się, że ktoś może tak mało wiedzieć w tym temacie. - parsknął śmiechem.
- Jeszcze raz przepraszam. - prawdopodobnie trochę się zarumieniłem, przygnębiony poziomem swojej niewiedzy. - Nigdy nie miałem okazji doświadczyć wielu uczuć, to pewnie przez to.
Steve mnie przytulił.
- No już, nie przejmuj się.
- To dobrze. - uśmiechnąłem się, dopiero po chwili zauważając, jak bardzo Steve był skrępowany. - Och, przepraszam... Jestem po prostu bardzo ciekawy, jak to wszystko wygląda. Moje pytania musiały być dla ciebie trochę zawstydzające.
- Trochę tak. - zaśmiał się cicho.
Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Trochę mi teraz głupio... Moja wiedza na temat uczuć jest na poziomie niższym niż wiedza przedszkolaka.- westchnąłem.
- Zdążyłem zauważyć. Nie spodziewałem się, że ktoś może tak mało wiedzieć w tym temacie. - parsknął śmiechem.
- Jeszcze raz przepraszam. - prawdopodobnie trochę się zarumieniłem, przygnębiony poziomem swojej niewiedzy. - Nigdy nie miałem okazji doświadczyć wielu uczuć, to pewnie przez to.
Steve mnie przytulił.
- No już, nie przejmuj się.
10 grudnia 2017
Od Stephena C.D: Chanyeol'a
A więc bal dobiegł końca, jednak pogoda panująca na dworze w żaden sposób nie zachęcała mnie
do opuszczenia sali. Wzmagał się wiatr, zaczynało padać, dookoła panowała
ciemność, latarnie nie działały. Zerknąłem na Chana zastanawiając się co w
takiej sytuacji począć, nasze pokoje znajdowały się dosyć daleko, a mój
nieporadny przyjaciel drepcząc za mną jak pingwin niemal mnie przewrócił
wpadając na moje plecy. Dodatkowo
wyglądał jakby miał za chwilę zemrzeć… Po krótkim zastanowieniu złapałem go za
nadgarstek i pociągnąłem w stronę budynku B, byśmy mogli przeczekać całą tą
nawałnicę, albo przynajmniej poczekać aż włączą prąd. Nie mam pojęcia jak inni
uczniowie zdołali zdążyć do dormitoriów nim zaczęło się najgorsze, a może też
przeczekują w środku?
-Idziemy się schronić? –Zapytał Chanyeol, trzymając się tak blisko mnie, że niemal czułem jego oddech na karku
-Tak –Odpowiedziałem prosto i pchnąłem drzwi, które zamknęły się za nami, rozbrzmiewając echem w opustoszałym budynku. Wchodząc do środka sięgnąłem po telefon i włączyłem w nim latarkę. 15% baterii, czuję się jak w horrorze.
-Ciekawe kiedy zmieni się pogoda –Rzucił mój towarzysz niepewnie, rozglądając się na boki
-Kto wie, może pójdziemy do sali teatralnej i poszukamy jakiś latarek albo świec? Mój telefon zaraz padnie – Zaproponowałem, patrząc się na drzwi od klasy
-Dobry pomysł – Pokiwał głową i sam ruszył nieco pewniej naprzód.
-Idziemy się schronić? –Zapytał Chanyeol, trzymając się tak blisko mnie, że niemal czułem jego oddech na karku
-Tak –Odpowiedziałem prosto i pchnąłem drzwi, które zamknęły się za nami, rozbrzmiewając echem w opustoszałym budynku. Wchodząc do środka sięgnąłem po telefon i włączyłem w nim latarkę. 15% baterii, czuję się jak w horrorze.
-Ciekawe kiedy zmieni się pogoda –Rzucił mój towarzysz niepewnie, rozglądając się na boki
-Kto wie, może pójdziemy do sali teatralnej i poszukamy jakiś latarek albo świec? Mój telefon zaraz padnie – Zaproponowałem, patrząc się na drzwi od klasy
-Dobry pomysł – Pokiwał głową i sam ruszył nieco pewniej naprzód.
9 grudnia 2017
Od Larsa C.D Ryan
Wychodząc z pokoju, uderzyłem drzwiami tego chłopaka z wczoraj, czy on
specjalnie stał pod moim pokojem? Zmarszczyłem na tą myśl brwi patrząc, jak
ląduje na ziemi, niemal upuszczając przy tym terrarium z jakimś gadem.
Nieśpiesznie schowałem klucze do kieszeni i wziąłem od niego akwarium, by mógł
wstać.
- Dzięki za pomoc, ale dałbym sobie radę sam – powiedział, szybko wstając i otrzepując się
Ależ oczywiście, że poradziłby sobie sam, jak na indywidualistę przystało, no chyba, że podczas wstawania rozpieprzyłby całą szklaną konstrukcję, w której zamknięty był wąż i każdemu sprawił tym problem.
-Ta –rzekłem więc w odpowiedzi i podałem mu z powrotem jego terrarium.
Zabrał ode mnie węża i zajrzał do niego, sprawdzając chyba czy wszystko z nim w porządku.
- Uff, chyba nic mu nie jest – powiedział bardziej do siebie.
Z racji tego nie odpowiedziałem, odwróciłem się, wyjąłem klucze i zamknąłem drzwi, następnie, sięgnąłem żel antybakteryjny i umyłem ręce.
- Czekałeś na mnie? –zapytałem od niechcenia, znów na niego spoglądając. Było to pytanie zadane z prostej ciekawości i nie spodziewałem się, że urazi jego dumę.
- Oczywiście, przecież nie mam nic innego do roboty – wypowiedział z wyraźnym sarkazmem.
No idiota.
- Dzięki za pomoc, ale dałbym sobie radę sam – powiedział, szybko wstając i otrzepując się
Ależ oczywiście, że poradziłby sobie sam, jak na indywidualistę przystało, no chyba, że podczas wstawania rozpieprzyłby całą szklaną konstrukcję, w której zamknięty był wąż i każdemu sprawił tym problem.
-Ta –rzekłem więc w odpowiedzi i podałem mu z powrotem jego terrarium.
Zabrał ode mnie węża i zajrzał do niego, sprawdzając chyba czy wszystko z nim w porządku.
- Uff, chyba nic mu nie jest – powiedział bardziej do siebie.
Z racji tego nie odpowiedziałem, odwróciłem się, wyjąłem klucze i zamknąłem drzwi, następnie, sięgnąłem żel antybakteryjny i umyłem ręce.
- Czekałeś na mnie? –zapytałem od niechcenia, znów na niego spoglądając. Było to pytanie zadane z prostej ciekawości i nie spodziewałem się, że urazi jego dumę.
- Oczywiście, przecież nie mam nic innego do roboty – wypowiedział z wyraźnym sarkazmem.
No idiota.
11 października 2017
Od Alexandra C.D: Ryan
Zdążyłem poznać całą historię jego poprzedniego węża, i mimo że nie opowiedział jej sam, to mogłem się łatwo domyślić, że jego rodzice nie pałają miłością do takich zwierzątek, jak węże, czy inne jaszczurki.
Moi nie chcieli nawet psa, czy chomika, co dopiero jakieś egzotycznego, w ich przekonaniu oczywiście bardzo niebezpiecznego pupila, innego niż moje siostry. Osobiście lubiłem najbardziej psy i jak tylko na stałe uda mi się wyrwać z "domu powolnego popadania w obłęd", z pewnością będę miał jakiegoś dużego zwierzaka. Nie zależy mi na bardzo groźnym i niebezpiecznym, ale jeszcze się namyślę, bo mam dużo czasu, a przynajmniej rok, dopóki nie skończę tej pieprzonej budy.
- Skąd ja to znam. - rzuciłem pod nosem, nie licząc na to, że to usłyszy. Było mi to obojętne, przynajmniej w tym wypadku.
Kiedy uścisnął moją chłodną dłoń, przez moment popatrzyłem mu w oczy i wtedy to dostrzegłem. A co konkretnie? A no na przykład wyższość. Patrzył na mnie z miną, komunikującą mi frazę "ciesz się". Wyglądał też, jakby zaraz miał na mnie splunąć, a ja chciałem mu się zaśmiać prosto w twarz, co oczywiście powstrzymałem, wypuszczając z ust jedynie wyraźne prychnięcie. Ryan, co?
Milutki, nie ma co. Osobiście spotykałem już gorszych, niż on, a właściwie to z takimi głównie miałem do czynienia, choć ów obcowanie z nimi nie należało do przyjemnych, chyba że ktoś lubi się bić i dostawać wpierdol. Witamy w świecie Alexandra, gdzie dostać po pysku możesz za darmo lub z dopłatą!
Za to, jak milutki był dla mnie, ja sam nie zamierzałem bawić się w sztuczne uprzejmości, bo po co? Skoro ich nie docenia, to nie będę się dla niego nawet wysilać.
Fakt faktem, chwilę stałem, nim ostatecznie pozbierałem swoje rzeczy z ziemi i ruszyłem za nim na następne piętro.
10 października 2017
Od: Ryan'a C.D: Alexander
-Hm, pamiętając to co zdążyło się z moim wcześniejszych wężem jakiś czas po kupienia go i zostawieniu dosłownie na jeden dzień samego z rodzicami. Dobrze wiem, że ten skończył by podobnie. Lub zdechł by z głodu patrząc na to, że trochę sobie tu pomieszkam, za szybko bym do nich nie wrócił, a oni nie pałają radością, gdy muszą przebywać z nim w jednym pokoju, a co dopiero gdyby mieli zająć się karmieniem go i ogółem zajmowanie się nim -powiedziałem do chłopaka i stanąłem nad terrarium tak jakbym chciał je przed czymś obronić. W sumie to tak było bo kto wie co może się jeszcze stać, a pozorny zawsze ubezpieczony. Czy coś w ten deseń.
Prychnąłem i uśmiechnąłem się pod nosem zdając sobie sprawę z tego, iż oboje perfidnie i bez żadnych ogródek się sobie przyglądamy. Musiało wyglądać to co najmniej dziwnie. Dobrze, że korytarz był pusty i nikt nie widział nas tak stojących w ciszy i patrzący się na siebie. Pomijając już węża nad, którym stałem i też musiałem wyglądać śmiesznie. Niczym jego ochroniarz. Poza tym ciekawe o czym w sumie tak myśli bo wygląda jakby studiował każdy detal mojego wyglądu i ubrania oraz obserwował wszystkie moje ruchy. Koleś, ja mogę sobie na coś takiego pozwolić, ale co do Ciebie to mógłbyś chociaż to trochę ukryć. Jakoś mi to zbytnio nie przeszkadza, ale myślałem, że tylko ja w niektórych przypadkach tak jawnie kogoś obserwuję, a tu na dodatek z bliska.
8 października 2017
Od Alexandra C.D: Ryan
Patrzyłem, jak powoli się podnosi, choć zdecydowanie zbyt długo leżał na ziemi. Może za mocno się uderzył w głowę i na chwilę go przyćmiło, a może to tylko moja olśniewająca osoba? Z pewnością to drugie, mogłem się założyć.
Wsunąłem dłonie do kieszeni spodni i oparłem się jednym ramieniem o ścianę, którą miałem po swojej lewej stronie. Uniosłem lekko brwi, bo kompletnie mnie zignorował. Musiałem wyglądać w tym momencie na iście rozbawionego, a jednocześnie zirytowanego, jednakże żadne z tych uczuć nie miało miejsca. Moje wnętrze od dawna było martwe, jak moje życie towarzyskie.
Wąż, który gościł w nieuszkodzonym (na szczęście) terrarium był naprawdę bardzo ładny. Lubiłem egzotyczne zwierzęta, choć sam żadnego nie mogłem nigdy mieć ze względu na młodsze siostry, których nienawidziłem równie bardzo, co całej tej rodzinki. Albo mnie adoptowali, albo ktoś mnie podrzucił pod drzwi w święta, bo nie chciał takiego potwora (być może w tym celu przewidział przyszłość i ujrzał, kim się stałem).
Na samo wspomnienie o swoich iście idealnych młodszych siostrzyczkach, z których jedna w wieku czternastu lat dała dupy, a druga, dwunastoletnia ogląda Violettę, aż zachciało mi się wymiotować. Nie chciałem wracać do tego tematu, jednak sama myśl, że ja byłem z nimi spokrewniony sprawiała, że miałem dziwne dreszcze, nieprzyjemne, a także mdłości.
Do dziś pamiętam, jak na święta dały mi węgiel, bo nie złożyłem im nawet życzeń. W odwecie dostałem im robactwa do sosu. To były najlepsze święta, jakie miałem! Naprawdę, wyjebali mnie z domu i poszedłem się nachlać do klubu. Pamiętam, że zaliczyłem wtedy ładnego blondaska. Chyba miał na imię Robert, choć to wątpliwe.
Wracając do ciemnowłosego, kiedy już w końcu raczył zaszczycić mnie swoim wzrokiem, gestem ręki, niczym bym się normalnie kłaniał przed nim, ukazałem słowa "nie ma za co". W rzeczywistości w życiu bym tego nie zrobił, jednak było śmiesznie, a śmiech to zdrowie.
Od Ryan'a CD Alexander
Wstałem lekko się kołysząc. Przywaliłem głową w ziemię chyba jeszcze mocniej niż wpierw mogło się wydawać. Przynajmniej węża wybroniłem. Gdybym go wywalił to albo coś by mu się stało, albo cwaniak skorzystał by z okazji i gdzieś zwiał, a ochoty szukać go po całej szkole nie miałem i stracić kolejnego węża również nie chciałem. Trzeba było może zostawić go w domu, ale w sumie to czekałby go tam gorszy los niż te chwilowe turbulencje tutaj. Prawdopodobnie nie ujrzał by go już po powrocie w któryś weekend, lub jakieś inne wolne czy święta w domu. Nie mogę niestety powiedzieć, że rodzice za nim przepadali. Wręcz go nienawidzili, więc tym bardziej pewnie cieszyli się że zabieram go ze sobą, a raczej cieszyli się z pozbycia się nas obu. Po chwili dochodzenia do siebie i standardowego dla mnie chwilowego zamyślenia się usiadłem przy terrarium sprawdzając czy na pewno nic mu się nie stało, a przy tym kompletnie ignorując osobę, która mi pomogła. Byłem na tyle zajęty martwieniem się o węża, którego jest moim oczkiem w głowie i którego traktuje lepiej niż czasem niektórych ludzi, że o istnieniu stojącego nade mną delikwenta przypomniało mi się dopiero wtedy, gdy ten się do mnie odezwał. Wstałem, odwróciłem się i... wpierw myślałem, że to ten białowłosy chłopak z wcześniej, ale po chwili, gdy mu się przyjrzałem, a zawroty w głowie w końcu zupełnie ustały zorientowałem się że to ktoś inni. Mam jak widać niezłego farta do białowłosych i bym się nie zdziwił jakby okazało się, że są braćmi. Brawo Ryan, nie ma to jak dobre wrażenie na pierwszych uczniach, których tu spotkałeś. Jednemu wpakowałeś się do pokoju, a drugi zastał Cię leżącego rozkrokiem na ziemi z wężem. Pierwsze dwa dni, a tu już tyle atrakcji. No czy może być lepiej?
7 października 2017
Od Alexandra C.D: Ryan
Rozejrzałem się dookoła, kiedy stanąłem przed wielką bramą z logo mojej nowej szkoły. Nie było mowy, żebym się pomylił, Charleston High School stało przede mną otworem od dnia dzisiejszego, do dnia zakończenia mojej edukacji, który swoją drogą, będzie miał miejsce najpewniej za rok.
Decyzja przeniesienia się do tej placówki niestety nie należała do mnie. Moi rodzice uznali, iż jestem na tyle zdemoralizowany, niewychowany i wredny, że nie mają ochoty na mnie patrzeć i przenieśli mnie z publicznej szkoły w moim kochaniutkim mieście rodzinnym, tutaj. Kazali mi zostawić wszystkich przyjaciół, których i tak nie miałem, co nie robiło mi większej różnicy. Domyślam się, że nie tylko moi starsi cieszą się z mojej nieobecności w domu.
Poprawiłem dużą torbę na ramieniu, zaś drugą ręką chwyciłem rączkę równie dużej walizki. Wiele rzeczy to ja nie miałem, oprócz tego kilka pudeł, które rodzice wysłali kilka godzin po moim odjeździe, więc zapewne będą tu dopiero jutro.
Ze słuchawek nausznych, jakie miałem na sobie, leciała właśnie piosenka Sama Smith'a Lay Me Down, jedna z moich ulubionych, należących do ów wokalisty. Nuciłem cicho pod nosem, w końcu decydując się na przekroczenie progu bramy.
I nie było już odwrotu, stało się; Alexander Carter oficjalnie został uczniem szkoły Charleston High.
Z informacji, które dostałem jeszcze będąc w domu, miałem udać się do recepcji, by dostać swój plan zajęć i dalsze wskazówki, więc tak też zrobiłem. Zadziwiająco nie miałem dzisiaj ochoty mordować każdej napotkanej osoby, a może po prostu nikt mnie nie zirytował dostatecznie swoim wyglądem (lub po prostu fakt przeprowadzki wprowadził mnie w dużo większy stan irytacji, bo co jak co, ale swój pokój lubiłem).
Decyzja przeniesienia się do tej placówki niestety nie należała do mnie. Moi rodzice uznali, iż jestem na tyle zdemoralizowany, niewychowany i wredny, że nie mają ochoty na mnie patrzeć i przenieśli mnie z publicznej szkoły w moim kochaniutkim mieście rodzinnym, tutaj. Kazali mi zostawić wszystkich przyjaciół, których i tak nie miałem, co nie robiło mi większej różnicy. Domyślam się, że nie tylko moi starsi cieszą się z mojej nieobecności w domu.
Poprawiłem dużą torbę na ramieniu, zaś drugą ręką chwyciłem rączkę równie dużej walizki. Wiele rzeczy to ja nie miałem, oprócz tego kilka pudeł, które rodzice wysłali kilka godzin po moim odjeździe, więc zapewne będą tu dopiero jutro.
Ze słuchawek nausznych, jakie miałem na sobie, leciała właśnie piosenka Sama Smith'a Lay Me Down, jedna z moich ulubionych, należących do ów wokalisty. Nuciłem cicho pod nosem, w końcu decydując się na przekroczenie progu bramy.
I nie było już odwrotu, stało się; Alexander Carter oficjalnie został uczniem szkoły Charleston High.
Z informacji, które dostałem jeszcze będąc w domu, miałem udać się do recepcji, by dostać swój plan zajęć i dalsze wskazówki, więc tak też zrobiłem. Zadziwiająco nie miałem dzisiaj ochoty mordować każdej napotkanej osoby, a może po prostu nikt mnie nie zirytował dostatecznie swoim wyglądem (lub po prostu fakt przeprowadzki wprowadził mnie w dużo większy stan irytacji, bo co jak co, ale swój pokój lubiłem).
1 października 2017
Od Rui C.D Larsa
Portugalczyk nie wykazywał zbytniego zainteresowania tym, że
ktoś pukał do drzwi. Pochłonięty był grą w FIFE na swoim kochanym smartfonie,
wtedy świat zewnętrzny mógł dla niego przestać istnieć. Chyba, że w rolę
wchodziła pewna osoba, to już zmieniało nastawienie Jeffa, który łaskawie
wracał do dziwnej - jego zdaniem - rzeczywistości. Dziękować mógł swojemu głupiemu
szczęściu, nie był sam w pokoju, przez co nie musiał ruszać mięśni
szkieletowych do wstawania z wygodnego łóżka. Mike, nowy współlokator zaś poszedł
otworzyć drzwi, za którymi stał Niemiec. Może nie dosłownie, ale w dużej mierze
ten blondyn zdrowo namieszał lizbończykowi w głowie, przez co dostał bzika na
jego punkcie. Brunet stał chwilę w drzwiach, nieco zaskoczony widokiem jaki
zastał. Rzuciwszy niemieckie „hej” na powitanie, uśmiechnął się do swojego
kolegi, który przyszedł. Ten chwile wpatrywał się w przyjaciela.
- Mieszkasz z tym kretynem? – odpowiedział w zamian niewiele
wyższy chłopak, marszcząc przy tym brwi.
- Z Ruiem?- spytał dla pewności. Blondyn skinął głową
potwierdzająco. - Od niedawna. Dopiero
co się wprowadziłem, bo nie chciałem być sam – odsunął się lekko od framugi, by
zrobić przejście.
Błękitnooki wszedł do środka, rzucając od razu w kierunku
fiołkowookiego: „Przywitać się kurwa z gościem wypada”, ledwie przekraczając
próg drzwi. Szatyn oderwał się od telefonu, usłyszawszy dopiero głos chłopaka.
28 września 2017
Od Ryan'a C.D: Lars
Pożegnałem się z białowłosym chłopakiem i wszedłem do pokoju
ciągnąc za sobą walizkę. Białowłosy, brzmi jak jakaś księżniczka, a
przynajmniej z tym mi się to kojarzy. Jak on w ogóle miał na imię? Hmph, chyba
nawet się nie przedstawił lub jestem już na tyle zmęczony, że nie zakodowałem
jego imienia. No cóż, jazda przez niecałe dwa dni była dość męcząca, a spanie w
aucie nie zalicza się do miejsc, w których lubię spać. Tam nie idzie się w
ogóle wyspać. Mam nadzieję, że nie było tego po mnie zbytnio widać, choć jeśli
pomyliłem numer 259 z 241, wbiłem obcemu kolesiowi do pokoju i bez większego
ukrywania obejrzałem sobie go od góry do dołu, gdy ten stał bez koszulki... to
wyglądałem pewnie jak napalony koleś na dragach. Nie ma to jak dobre pierwsze
wrażenie. Może przynajmniej później jakoś się to naprawi, choć nie powiem aby
zbytnio na opinii innych mi zależało, ale no jako tako trzeba trochę o to
pomimo wszystko dbać.
26 września 2017
Od Chanyeol'a C.D: Stephen
Dzisiejszy dzień był słoneczny, aczkolwiek dość chłodny. Chociaż normalnie zimno nie działa na mnie dobrze, w tej chwili wszystko ignorowałem. Byłem zadowolony i nie zamierzałem się tym przejmować. Już wcześniej rozmawiałem z Fabienem o tym, że chcę kupić sobie zwierzątko i pytałem go o zdanie. Mój współlokator powiedział, że nie ma nic przeciwko, co mnie ucieszyło. I akurat dzisiaj postanowiłem udać się do najbliższego zoologa, więc humor mi dopisywał.
Zawsze kochałem zwierzęta. Chociaż nie potrafią mówić, nie raz dogadywałem się z nimi lepiej niż z ludźmi. Mogłem im ufać i nigdy żadne z nich mnie nie zraniło. Bo czym jest ranka w postaci małego zadrapania od kota w porównaniu z tym, co może zrobić człowiek? W domu zawsze miałem sporo zwierząt, jednak od pewnego czasu nie mogłem sobie na to pozwolić. Dlatego też perspektywa kupienia nowego, futrzastego przyjaciela sprawiła, że zapomniałem o całym otaczającym mnie świecie.
Wybór był bardzo trudny. Gdy tylko znalazłem się w sklepie zoologicznym zacząłem przyglądać się wszystkim zwierzętom. Mój nowy towarzysz nie mógł być duży, bo nie mógłbym trzymać go w dormitorium. Nie mógł też być zbyt hałaśliwy, więc z pewnością nie mogłem kupić papugi. Przeszedłem koło terrarium z gadami i trafiłem do działów z gryzoniami. Mijałem jedną z klatek, gdy nagle moją uwagę przykuło małe stworzonko. Spojrzałem na niezwykle malutką, puchatą kuleczkę chowającą się w kącie klatki. Była to młoda, biała lotopałanka. Gdy skulone zwierzątko spojrzało na mnie swoimi dużymi oczkami od razu dokonałem wyboru.
Zawsze kochałem zwierzęta. Chociaż nie potrafią mówić, nie raz dogadywałem się z nimi lepiej niż z ludźmi. Mogłem im ufać i nigdy żadne z nich mnie nie zraniło. Bo czym jest ranka w postaci małego zadrapania od kota w porównaniu z tym, co może zrobić człowiek? W domu zawsze miałem sporo zwierząt, jednak od pewnego czasu nie mogłem sobie na to pozwolić. Dlatego też perspektywa kupienia nowego, futrzastego przyjaciela sprawiła, że zapomniałem o całym otaczającym mnie świecie.
Wybór był bardzo trudny. Gdy tylko znalazłem się w sklepie zoologicznym zacząłem przyglądać się wszystkim zwierzętom. Mój nowy towarzysz nie mógł być duży, bo nie mógłbym trzymać go w dormitorium. Nie mógł też być zbyt hałaśliwy, więc z pewnością nie mogłem kupić papugi. Przeszedłem koło terrarium z gadami i trafiłem do działów z gryzoniami. Mijałem jedną z klatek, gdy nagle moją uwagę przykuło małe stworzonko. Spojrzałem na niezwykle malutką, puchatą kuleczkę chowającą się w kącie klatki. Była to młoda, biała lotopałanka. Gdy skulone zwierzątko spojrzało na mnie swoimi dużymi oczkami od razu dokonałem wyboru.
Od Stephena
Było słonecznie, to głównie zwróciło moją uwagę. Pogodny dzień
z prawie idealnym niebieskim niebem. Jechaliśmy sami, dość wolno. Wuj jak
zawsze trzymał się narzuconej prędkości.
-Myślisz, że w tej szkole będzie inaczej? –zapytałem ze szczerym zaciekawieniem i może nutką strachu. Nie chciałem, by ponownie doszło do takiej sytuacji, czy mężczyzna miałby dać mi taryfę ulgową czy nie. Nie chciałem nikogo krzywdzić
- Przecież chciałeś, nie pamiętasz już? Rozsadzała cię złość, nie jesteś wcale taki dobry. Nie wybielaj się – Usłyszałem kobiecy głos, jednak w aucie byliśmy sami, tak, na pewno byliśmy sami. Dla pewności obejrzałem się na tylnie siedzenia. Nikogo prócz zamkniętej w dużym transporterze Vanilii tam nie było. Zignorowałem głos, czekałem na odpowiedź. Lecz moje spojrzenie nabrało trochę pustki. Leki nie działały tak jakbym tego chciał, irytowało mnie to.
-Myślisz, że w tej szkole będzie inaczej? –zapytałem ze szczerym zaciekawieniem i może nutką strachu. Nie chciałem, by ponownie doszło do takiej sytuacji, czy mężczyzna miałby dać mi taryfę ulgową czy nie. Nie chciałem nikogo krzywdzić
- Przecież chciałeś, nie pamiętasz już? Rozsadzała cię złość, nie jesteś wcale taki dobry. Nie wybielaj się – Usłyszałem kobiecy głos, jednak w aucie byliśmy sami, tak, na pewno byliśmy sami. Dla pewności obejrzałem się na tylnie siedzenia. Nikogo prócz zamkniętej w dużym transporterze Vanilii tam nie było. Zignorowałem głos, czekałem na odpowiedź. Lecz moje spojrzenie nabrało trochę pustki. Leki nie działały tak jakbym tego chciał, irytowało mnie to.
20 września 2017
Od Larsa C.D Ryan
Cały poranek przebiegał pomyślnie, wstanie, pościelenie
łóżka, następnie pójście do łazienki by się umyć, oczywiście z czystym
ręcznikiem… Właściwie wszystko szło dobrze do momentu sięgnięcia ręcznika.
Wtedy właśnie nieznajomy mi chłopaczek wbił mi do pokoju bezczelnie, nawet nie
pukając.
-A, czyli to dlatego były otwarte… -Rzucił tępo– 241…hm…
Zmarszczyłem brwi wkurwiony, przez chwilę nie rozumiejąc sytuacji, lecz jak już zrozumiałem podszedłem do drzwi i oparłem się o framugę, naprzeciw gościa, nie wstydziłem się negliżu, czego wszak miałem się wstydzić z takim ciałem?
-Czyżby ta laska z recepcji dała ci zły numerek pokoju, czy to ty jesteś ślepy?
Spojrzał jeszcze raz na klucze, później znów na numer w drzwiach następnie spojrzał na korytarz. Wyglądał jakby nie spał przynajmniej 48 godzin, był na kacu, bądź chociaż naćpany.
- Jebnęło mi się coś z numeracją. 259... w którą to stronę w ogóle idzie?
-A, czyli to dlatego były otwarte… -Rzucił tępo– 241…hm…
Zmarszczyłem brwi wkurwiony, przez chwilę nie rozumiejąc sytuacji, lecz jak już zrozumiałem podszedłem do drzwi i oparłem się o framugę, naprzeciw gościa, nie wstydziłem się negliżu, czego wszak miałem się wstydzić z takim ciałem?
-Czyżby ta laska z recepcji dała ci zły numerek pokoju, czy to ty jesteś ślepy?
Spojrzał jeszcze raz na klucze, później znów na numer w drzwiach następnie spojrzał na korytarz. Wyglądał jakby nie spał przynajmniej 48 godzin, był na kacu, bądź chociaż naćpany.
- Jebnęło mi się coś z numeracją. 259... w którą to stronę w ogóle idzie?
17 września 2017
Od Ryan'a C.D: Lars
Spojrzałem niezbyt zadowolony na budynek szkoły.
Kolejna przeprowadzka, a co się z tym wiąże zmiana szkoły. Kolejny i
teoretycznie ostatni raz, ale w praktyce nie ma co wierzyć ojcu i pewnie nie na
długo tu zabawię. Eh, że też nie mógł wybrać sobie jakiejś innej pracy, lub
wyjechać samemu i zostawić chociażby mnie w spokoju. Wpierw było dość ciekawie,
tyle nowych miejsc do zwiedzania i fotografowania, ale teraz zrobiło się to już
dość męczące. Jednak dobrze jest mieć takie swoje i stałe miejsce. Hm, chociaż
tym razem zostałem zapisany do czegoś na wzór akademika, takiego jaki miałem w
poprzedniej szkole. Znając życie chcieli po prostu pozbyć się mnie z domu i
może w końcu posiedzę w jednym miejscy dłużej niż ostatnio. Jakby nie patrzeć
budynek z wierzchu nie wygląda źle, ciekawe jak jest w środku i jak wyglądają
pokoje. Na całe szczęście mam pokój jednoosobowy z łazienką. Idealnie i bez
żadnych zbędnych ludzi. O tyle dobrze i to zawsze jakiś plus. Nie ma chyba co
od początku narzekać.
4 września 2017
Od Saszy C.D: Jurij
Wróciłem
do pokoju po około godzinie, lecz mojego starego przyjaciela nie było. Jednakże
nie byłem jego opiekunką. Postanowiłem poczekać. Zareaguje jak nie pojawi się
do ciszy nocnej, wtedy po niego wyjdę i przeszukam teren wokół szkoły, czy
czasem nie zasnął gdzieś wcięty
W końcu jednak przyszedł i misja ratunkowa nie była potrzebna. Spojrzałem na kumpla z politowaniem, alkohol nieźle mu się udzielił. Widząc jego stan, cieszyłem się że nie wypiłem więcej.
-Miałem cię iść szukać, ale tak jak myślałem, znalazłeś drogę do domu, nie narobiłeś sobie problemów u opiekuna? –Mówiąc to, wstałem i zamknąłem za nim drzwi, gdyż nawet o tym zapomniał
W końcu jednak przyszedł i misja ratunkowa nie była potrzebna. Spojrzałem na kumpla z politowaniem, alkohol nieźle mu się udzielił. Widząc jego stan, cieszyłem się że nie wypiłem więcej.
-Miałem cię iść szukać, ale tak jak myślałem, znalazłeś drogę do domu, nie narobiłeś sobie problemów u opiekuna? –Mówiąc to, wstałem i zamknąłem za nim drzwi, gdyż nawet o tym zapomniał
2 września 2017
Od Larsa C.D Rui
Byłem pijany i dla mojego mózgu, w tej
właśnie chwili, Rui był niezwykle seksowny. Nie był to stopień resetu systemu
przy którym wziąłbym go za dziewczynę. Był to stopień przy którym byłem po
prostu napalony a on dostępny na wyciągnięcie ręki, i w sumie nie jakiś zły z
twarzy. Na dodatek, wcale nie krył się z tym że na mnie leci, więc pocałunki mu
nie przeszkadzały…Ale czy mi rano nie będą? A kto by myślał o jutrze?
Zgadzając się z tą wspaniałomyślną uwagą mojego umysłu, wsunąłem mu rękę pod koszulę. I tu mój fiołkowooki przyjaciel mnie zadziwił, gdyż powstrzymał mnie, łapiąc za nadgarstek. To już zszokowało mój upity umysł, sprawiając, że przerzucałem wzrok to na twarz chłopaka, to spowrotem na swoją rękę, nie wiedząc przy tym co zrobić.
Zgadzając się z tą wspaniałomyślną uwagą mojego umysłu, wsunąłem mu rękę pod koszulę. I tu mój fiołkowooki przyjaciel mnie zadziwił, gdyż powstrzymał mnie, łapiąc za nadgarstek. To już zszokowało mój upity umysł, sprawiając, że przerzucałem wzrok to na twarz chłopaka, to spowrotem na swoją rękę, nie wiedząc przy tym co zrobić.
Zrobił coś za to szatyn, popychając mnie na
łóżko do pozycji siedzącej, pociągnąłem go za sobą i spojrzałem mu prosto w
oczy. Uśmiechnął się, zaczynając całować mnie za uchem, trafił w dziesiątkę,
skubany.
31 sierpnia 2017
Od Nelly
Perspektywa kolejnej zmiany otoczenia nieco mnie przerażała. Już po raz trzeci w tym roku przenosiłam się w nowe miejsce. Zanim zdążyłam przyzwyczaić się do jednego miasta, trafiałam do drugiego i znów czułam się nieswojo. Teraz będę mieszkać tutaj zupełnie sama, w szkolnym akademiku... Przynajmniej mam tu zostać na dłużej.
Stojąc przed Charleston High znów poczułam się niepewnie. Patrzyłam na budynki mojej nowej szkoły zastanawiając się, ile czasu tu spędzę. Dotrwam do końca semestru, czy znowu mnie przeniosą? A może zostanę tu już do końca? Z cichym westchnięciem zabrałam swoje walizki i poszłam zgłosić się do dyrektora.
Znalezienie jego gabinetu i recepcji nie było trudne, ponieważ znajdowały się w pierwszym budynku na terenie szkoły. Dowiedziałam się jaki mam numer pokoju oraz otrzymałam do niego klucze. Jedna z pań w recepcji powiedziała mi też, że będę miała współlokatorkę. Ta wiadomość mnie ucieszyła, chociaż bałam się trochę, jaka ta współlokatorka się okaże. Rozmyślając nad tym ruszyłam na poszukiwania swojego pokoju. Idąc ścieżką rozglądałam się, próbując mniej więcej zobaczyć, co gdzie jest. Po prawej widziałam w oddali prawdopodobnie fragment parku i dormitoria. Po lewej było coś, co wyglądało na stołówkę. Z jej wnętrza dobiegały jakieś postukiwania. Domyśliłam się więc, że ktoś tam jest, jednak nie miałam ochoty na zwiedzanie, więc skierowałam się od razu w stronę dormitoriów.
Stojąc przed Charleston High znów poczułam się niepewnie. Patrzyłam na budynki mojej nowej szkoły zastanawiając się, ile czasu tu spędzę. Dotrwam do końca semestru, czy znowu mnie przeniosą? A może zostanę tu już do końca? Z cichym westchnięciem zabrałam swoje walizki i poszłam zgłosić się do dyrektora.
Znalezienie jego gabinetu i recepcji nie było trudne, ponieważ znajdowały się w pierwszym budynku na terenie szkoły. Dowiedziałam się jaki mam numer pokoju oraz otrzymałam do niego klucze. Jedna z pań w recepcji powiedziała mi też, że będę miała współlokatorkę. Ta wiadomość mnie ucieszyła, chociaż bałam się trochę, jaka ta współlokatorka się okaże. Rozmyślając nad tym ruszyłam na poszukiwania swojego pokoju. Idąc ścieżką rozglądałam się, próbując mniej więcej zobaczyć, co gdzie jest. Po prawej widziałam w oddali prawdopodobnie fragment parku i dormitoria. Po lewej było coś, co wyglądało na stołówkę. Z jej wnętrza dobiegały jakieś postukiwania. Domyśliłam się więc, że ktoś tam jest, jednak nie miałam ochoty na zwiedzanie, więc skierowałam się od razu w stronę dormitoriów.
24 sierpnia 2017
Od Mike'a C.D: Rui
- Nie mam za dużo rzeczy, ale i tak dobrze, że to
tylko kilka drzwi od mojego starego pokoju – powiedziałem z delikatnym
uśmiechem. Sasza był zajęty czym innym, więc pozostawało mi poradzić sobie
samemu. A przynajmniej tym mi „groziło”, gdyby mój nowy współlokator nie
zaoferował mi pomocy. Co prawda obawiałem się, że mogę mu przeszkadzać, ale ten
zaprzeczył, więc trochę mi ulżyło. Otworzyłem drzwi do mojego starego pokoju i
wszedłem do środka razem z Ruiem.
- Ano. Przynajmniej nie musisz latać góra-dół z torbami.
Oczywiście, gdybyś miał ich sporo. W sumie... – chyba go nagle olśniło - też
bym nie musiał.
- Nie musiałbyś. Nie zmusiłbym cię do tego –
odpowiedziałem zgodnie z prawdą i podszedłem do swoich rzeczy. Wszystko
zdołałem już spakować i ogarnąć cały pokój, aby nie zostawić żadnego bałaganu.
Pozostawało tylko przenieść moje rzeczy. Jedna torba, w którą zmieściłem
wszystkie swoje ciuchy. Oraz dwa pudła z książkami, kosmetykami czy prywatnymi
przedmiotami. Na jednych z tych pudeł leżał również wypchany pluszak. Widok
miśka sprawił, że miałem ochotę go schować, ale powstrzymałem się przed tym. Rui
zdawał się chwilę patrzeć na pluszaka, lecz w końcu chwycił za jedno z pudeł.
Ja chwyciłem za torbę i przerzuciłem ją przez ramię, w drugą dłoń chwyciłem
miśka i poszedłem z Ruiem do pokoju.
15 sierpnia 2017
Od Jurija C.D: Sasza
Obserwowałem ludzi na
strzelnicy, czekając, aż Sasza skończy rozmawiać ze swoim przyjacielem, by
zaproponować mu pójście gdzieś indziej. W końcu przydałoby mi się poznać to
miasto trochę lepiej; co prawda nie zgubiłbym się, ale wolę wiedzieć, dokąd idę
lub chociażby mieć możliwość samodzielnie trafić z punktu A do punktu B, bez
wcześniejszego pytania kogoś o drogę albo trzymania urządzenia GPS w dłoni.
Trzy stanowiska ode mnie próbowała strzelać jakaś blondynka, no właśnie -
próbowała, bo akurat jak się spojrzałem, to odrzut broni (pomimo iż to był
Glock, który ma niezbyt wielki odrzut) sprawił, że owa istota upadła,
wypuszczając przedmiot z dłoni. Miałem już podejść i jej pomóc się podnieść,
ale od tego odciągnął mnie głos Saszy.
-To co? Wracamy nie? Po drodze
możemy jeszcze wstąpić w jedno miejsce to wypijemy wieczorem - Usłyszawszy to,
obróciłem się w jego stronę, odrywając spojrzenie od podnoszącej się
dziewczyny, która swoją drogą była taka dosyć 7,5/10. Pewnie za sprawą makijażu.
Wzruszyłem ramionami w
odpowiedzi i ruszyłem wolnym krokiem do wyjścia, a moi kompani ruszyli za mną
po kilku sekundach. W sumie, to nie bardzo chciało mi się pić, a zwłaszcza
czegoś, co po zmieszaniu z wcześniejszą wódką może się skończyć zatruciem pokarmowym
lub zajebiście potężnym kacem, nawet u mnie, a wątpię, aby tu mieli prawdziwą
wódkę.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
