Pokazywanie postów oznaczonych etykietą One-shot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą One-shot. Pokaż wszystkie posty

24 stycznia 2016

Eunice Havkins

Za godzinę miałam odlecieć. Siedzieć w samolocie dziewięć godzin, a potem zacząć nowe życie w Chicago. Muszę się z tym zmierzyć, przecież to moja wina. Nie będę się zamykać na innych tylko dlatego, że zostawiłam za sobą przyjaciół i wszystko co znałam i kochałam. Trafię do szkoły z internatem dla bogatych dzieci, więc możliwe, że nie będę musiała tak naprawdę z nikim rozmawiać. Możliwe, że trafię do klasy pełnej zadufanych w sobie inteligentów. Chodziłam do szkoły publicznej, więc nie byłam przyzwyczajona do takich ludzi. Zawsze mam telefon i roaming. Kątem zobaczyłam strażnika, który dość często spoglądał w moim kierunku. Czyli rodzice nie żartowali z tym nadzorem, naprawdę kiedy tylko spróbowałabym wyjść zostałabym złapana i zaciągnięta do samolotu. Nie miałam już przy sobie bagażu, pewnie znajdował się już w drodze do luku. Rozglądałam się bezcelowo dookoła, jednak po chwili coś wzbudziło moje zainteresowanie. Ktoś nie pasował do tłumu, miałam wrażenie jakbym przegapiła coś oczywistego. Zaczęłam  uważnie przyglądać się grupie gości żegnających swoich bliskich. Przypadkiem spojrzałam w czyjeś oczy, które okazały się tak znajome. Mimowolnie się uśmiechnęłam. Chłopak zaczął biec w moją stronę z krzykiem na ustach. Słyszałam, że mnie wołał. W końcu dobiegł i stanął przy mnie jak gdyby nigdy nic. Szturchnął mnie w ramię, tak aby zwrócić moją uwagę, tak samo jak zawsze kiedy mijaliśmy się na korytarzu, lub spotykaliśmy się gdzieś ze znajomymi.

5 stycznia 2016

Naomi Hideyoshi

Dni w szkole mijały o dziwo spokojnie i nudnie. Nie miałam zbytnio nic do roboty, wszystko było już załatwione, no prawie. Musiałam oddać, zaległy referat. Praca domowa była tą rzeczą, którą najmniej lubiłam. Po co tracić na to czas, kiedy można to doskonale na lekcji zrobić. Po przerwie świątecznej i nowym roku trzeba było znów wrócić do nudnej codzienności. Ten dzień zapowiadał się jak każdy inny, a raczej tak sądziłam.
***
Polowanie na karty. Jak widać, że już nie pierwsze w tej szkole. Po skończonej lekcji, wszyscy pośpiesznie wyszli z klasy. Zapewne chcieli znaleźć jak najlepsze karty. Mnie tak jakoś się nie śpieszyło, ale z chęcią pobawię się w te ich zabawy. Może uda mi się coś lepszego znaleźć, ostatnio trochę z ciekawości zagłębiłam się w zasady gry. Pierwszy raz z takim czymś się spotkałam. Interesowało mnie po co to wszystko. Przecież jak inni znajda gorszą kartę to będą poniewierani przez tych z wyższej rangi. Król ma mieć za to całą władze, pff. Dobra rozejrzyjmy się… Ale od czego tu zacząć… Szkoła duża karty małe.

4 stycznia 2016

Charles Anson

Zmiana kart? Świetnie! Koniec z rozmową na nieznany mi temat. No chyba, że nagle zaliczę kujona, albo znów trafi mi się Otaku. Nie wiem czy bym przeżył to po raz drugi. Z drugiej strony najważniejszym było nie znaleźć Jokera. Znalezienie Jokera będzie się równało z moim ciągłym chorowaniem. Takim trwającym do…Następnego rozdania kart. Może nawet i kilka dni później. Ale cóż. Jak mus, to mus. Ważne szukać w miarę szybko, nim znikną wszystkie dobre karty. Oraz szukać samemu. Były przypadki gdzie znajomości się popsuły przy znalezieniu Królewskiej karty. No, nie tylko znajomości.
Zaśmiałem się cicho pod nosem i włożyłem słuchawki do uszu. Puściłem muzykę, schowałem telefon wraz z dłońmi do kieszeni i na spokojnie ruszyłem korytarzem. Pierwsze miejsce, w jakie się udałem była… A jak! Królewska klasa. Oparłem się o ścianę i udałem, że gram, ze względu na paru uczniów kręcących się tu i tam. Nie chciałem by ktokolwiek przyłapał mnie na wchodzeniu bez pozwolenia do klasy zarezerwowanej dla ”VIP’u”. Schowałem w końcu konsolę do torby i delikatnie zapukałem do drzwi. Ot tak na wypadek, jakby się okazało, że Król jednak tam przebywa, po tym jak wysłał swoją lizodupę czy kogoś po kartę dla siebie. Zdarzały się i takie przypadki. Brak odpowiedzi jednak uświadomił mnie w tym, że sala jest pusta. Nacisnąłem klamkę i otworzyłem drzwi. Przeszedłem przez niewielkie otwarcie, a następnie powolutku zamknąłem drzwi za sobą.
- Ciekawe czy coś tu jest - mruknąłem do siebie i wyjąłem słuchawki z uszu, aby mieć pewność, że jak co usłyszę osobę, która mogłaby tu wejść.

3 stycznia 2016

Mephistopheles Darnsk


     Cały dzień dręczyły mnie myśli, równie szare co pełne jakiejś ukrytej melodii lęku, tej zaś nie byłem w stanie nawet dojrzeć, cały czas mój umysł zajmowało niejasne poczucie straty części swej poczytalności, jakby coś ćmiło umysł i znów czekało by wczepić się we mnie, jak pijawka. Cóż właściwie symbolizować miała owa zabawa, dlaczego wszyscy jej ulegali, robiąc wszystko co tylko jej organizatorzy zaplanowali, niczym marionetki stawiając kolejne kroki zgodnie z wolą autora. Bo przecież byli to zwyczajni uczniowie, a mimo to wszyscy szukali kart, wiedząc że muszą się pogodzić z przypisaną rangą. Absolutnie wszyscy, choć niekiedy niezadowoleni, żyli tak by zachować swe miejsce w hierarchii, ponieważ nikt nie chciał być celem. Ale czy nie wystarczyłoby tylko w końcu wyjawić wszystkiego dyrekcji? Nie, oni wiedzieli, a przynajmniej domyślali się istnienia gry, przymykali na nią oczy, jak okrutna nie stałaby się rozgrywka. Powiedzenie im, zrodziłoby tylko problemy zrzucone na nieszczęśnika który śmiałby przeciwstawić się zasadą, nie o wszystkim się dowiadywali ale zdrady z pewnością by nie przeoczyli. A ,,zabawa’’ trwałaby dalej, jakby lękali się poniesienia konsekwencji za jej przerwanie. Nawet nauczyciel zdawał się jakiś struty myślami, przytłoczony, zupełnie jakby specjalnie wyszedł z sali by ustąpić miejsca przybyszom… zmrużyłem z lekka oczy, zdawałem sobie sprawę że sam podlegam tej grze i ulegnę jej, zapominając o wcześniejszych myślach.

1 stycznia 2016

Michael Holtzer

Parę dni po balu umierałem z nudów. Byłem jednym z niewielu osób, które zostały w szkole na ferie zimowe. Co prawda został ze mną jeszcze mój współlokator, ale i tak nie zmieniało faktu, że nie było co robić. Zwykle spędzałem całe dnie na nauce czy robieniu prac domowych, a teraz miałem już załatwione wszystkie zaległości i nie miałem motywacji do otwierania książek. Zwykle siedziałem z laptopem na kolanie lub dobrą powieścią w dłoni. Albo też i po prostu spałem. A potem wypadł 25 Grudnia. Nico spał w swoim łóżku, a ja siedziałem i tylko patrzyłem pustym wzrokiem na ścianę znajdującą się naprzeciwko, tuż nad torsem Nicosia. Nie powiem, fascynujące zajęcie… Jak obserwowanie rosnącej trawy. Ale po prawdzie bardziej zajęty byłem przemyśleniami, niżli skupianiem wzroku na białej farbie. Uznałem, że dzisiaj muszę załatwić to i owo, ale nie byłem pewien czy to dobra decyzja. Z drugiej strony. Co mi szkodzi.
Wstałem z łóżka i wybrałem się do łazienki. Tam zająłem się swoim ciałem oraz ubraniami. Ominąłem mycie włosów, gdyż nie chciałem budzić Nicodema. To zaś oznaczało trudności z układaniem włosów i nie wyszły tak jak chciałem. Westchnąłem cicho i naciągnąłem na głowę kaptur, po czym wsunąłem w uszy słuchawki. Zawiązałem buty, zabrałem portfel i już po chwili kroczyłem w stronę recepcji. Tam wypisałem się na dzień i wyruszyłem do miasta. Musiałem wpierw kupić jakieś drobne podarunki. Problem w tym, że nie wiedziałem zbytnio, co kupić. Najłatwiej by było po butelce alkoholu, ale byłem wciąż nieletni. Westchnąłem na te utrudnienie i skończyło się na książce, sporym pudełku pączków i…nie wiedziałem, co dalej. Prezenty zawsze sprawiały mi największy problem. Pod koniec postanowiłem po prostu kupić drugą książkę, z nadzieją, że jeszcze jej nie czytał. A byłą spora możliwość, że tak jednakże było.

31 grudnia 2015

Nicodem Black

Obudziłem się wcześnie rano..., otworzyłem swoje oczy i spojrzałem w sufit akademika. Leniwie przeciągnąłem się, po czym usiadłem. Zauważyłem, że mój współlokator spał w najlepsze. Uśmiechnąłem się mimowolnie i wstałem. Dzisiaj musiałem jechać do swojej mamy na święta, na szczęście na jeden dzień. Ubrałem swoje ulubione spodnie i wyjściową koszulę. Nie zostawałem tam na noc, więc nie brałem żadnej torby, byłoby to zbędne i jedynie przeszkadzało w prowadzeniu motoru. Nim jednak wyszedłem z pokoju usiadłem przy biurku, wyjąłem z szuflady kartkę, a z czarnego piórnika długopis. Postanowiłem napisać Michaelowi liścik, żeby się przypadkiem nie zdziwił, dlaczego nagle zjawiam się w nocy i nie pomylił ze złodziejem. Przyłożyłem tył długopisu do dolnej wargi zastanawiając się jak zacząć, hmm "Drogi" mi nie pasowało.., bardziej... "Kochany Michaelu", o tak.. Napisałem to na środku pierwszej linijki, następnie zacząłem pisać dalej: " Pewnie jak się obudzisz będę daleko, ale chciałem Cię powiadomić, o tym, że jadę do swojej matki. Chciałem złożyć Ci życzenia osobiście, ale musiałem wyjechać wcześnie rano, dlatego... Życzę Ci wszystkiego najlepszego, spełnienia Twoich najskrytszych marzeń, wysokich wyników w nauce, dużo zdrowia, żebyś był szczęśliwy i zawsze się tak ślicznie uśmiechał. Abyś dalej był wytrwały i dążył do swojego celu, a przede wszystkim, żebyś się nie zmieniał. Lubię Cię takiego jakim jesteś. Proszę jeszcze żebyś mnie przypadkiem nie zaatakował w nocy książką, czy czymś co będziesz mieć pod ręką. Mam nadzieję, że znajdziesz sobie jakieś zajęcie na ten dzień. Zapewne porwałbym Cię w jakieś ciekawe miejsce, gdybym został w domu i nigdzie nie jechał." Następnie w prawym dolnym roku napisałem: " Trzymaj się... ", a poniżej" ~Nicodem".