28 lutego 2017

Od Dean'a C.D: Fabien


- Cały czas się przy mnie uśmiechasz, miewasz to w zwyczaju, czy po prostu moja obecność tak na ciebie działa? – zapytał nagle
Na niedługą chwilę jego wypowiedź zbiła mnie z tropu. Nie spodziewałem się tego typu zaczepki z jego strony. Spoglądałem na niego poważnie, lecz po kilku sekundach parsknąłem zdeczka śmiechem.
- No no, po Tobie nigdy bym się nie spodziewał takiego tekstu. Wiesz, jeśli mój uśmiech aż tak Cie onieśmiela, mogę przestać. - odpowiedziałem wymijająco
Jednak jego słowa mnie zastanowiły. Czy naprawdę aż tak często uśmiechałem się w jego towarzystwie? Zdarzało mi się czasem uśmiechać do ludzi - nawet często - lecz zwykle do dalszych osób bywałem stonowany i niezbyt wylewny. Przynajmniej tak mi się wydawało. Więc czemu przy rusku przychodziło mi to tak łatwo?
-Nie onieśmiela mnie - odpowiedział obojętnym tonem, wyciągając mnie z rozmyślenia przez które straciłem wątek
- Więc w czym tkwi problem? - rzuciłem ślepo
- Po prostu nie jestem przyzwyczajony i mnie to zaciekawiło - powiedział, biorąc łyk kawy
- Specjalnie dla ciebie, spróbuje się nie uśmiechnąć. - mówiąc to zwróciłem się w stronę chłopaka, i mimo słów nieświadomie się uśmiechnąłem
- Chyba jednak mój wpływ na ciebie jest zbyt duży, byś się nie uśmiechał
Wzruszyłem jedynie ramionami, ukrywając uśmiech za wciąż parującym kubkiem kawy. Przechyliłem kubek, biorąc dość sporego łyka gorzkawego płynu. Jednak nie minęła chwila nim gorycz zamaskował lekki smak mleka.
Chłopak spojrzał na mnie, a jego kącik ust lekko uniósł się do góry, co delikatnie poszerzyło mój uśmiech. Właściwie Fabien kojarzył mi się z kawą. Jego wyraz twarzy oraz słowa, były zwykle niczym cierpkość wywaru, jednak jego oczy mimo piwnego koloru były niczym dodanie mleka, bądź śmietanki do napoju. Łagodne jednak sprzecznie momentami przysłaniały gorzkość. Natomiast kiedy jego kąciki ust się unosiły ku uśmiechowi było to niczym dodanie szczypty cukru, osładzając całość.
Szliśmy wciąż przed siebie, brnąc w śniegu jednakże milcząc. Czułem lekkie, pieczące wbicia igiełek od mrozu na swoim nosie, policzkach oraz dłoń w której wciąż trzymałem kubek z resztką kawy. Założę się, że moją twarz już dawno pochłoną głęboki rumieniec, szczególnie wyłaniając się na bladej skórze.
- Masz jakieś zainteresowania? - spytałem spokojnie, właściwie znikąd
Sam nie wiem czemu, ale cisza zaczynała mnie męczyć. Wiele pytań krążyło mi po głowie, a ciche otoczenie gryzło w uszy.
- Interesuję się literaturą... sztuką i od wielu lat jeżdżę konno - odpowiedział łagodnym tonem
- Teraz chyba trochę słabo kiedy nie masz zbytnio możliwości do jazdy, nie słyszałem żeby gdzieś w okolicach była stadnina.
- Będę jeździł w wolnym czasie przy okazji powrotów do domu.
- Czemu w ogóle jazda konno?
- Te zwierzęta są cudowne... uwielbiam uczucie gdy znajduje się w siodle...
- Szczerze... nigdy nawet nie widziałem konia. W sensie na żywo. Jakoś nie miałem okazji.
- Możesz się kiedyś przejechać ze mną do stadniny - spojrzał na mnie zachęcająco
- Mhm, czemu nie. O ile nie mnie nie zjedzą to z chęcią. - mruknąłem lekko przytakując głową
- To łagodne i płochliwe stworzenia, jeżeli dobrze do nich podejdziesz z pewnością nic ci nie zrobią
- Zwierzęta chyba za mną nie przepadają. Do dzisiaj mam lekki ślad kłów na mojej skórze.
- Po czym? - spytał jakby zmartwiony
- Pamiątka z dzieciństwa, po dzikiej wilczurzycy. Kiedyś z kuzynem, zbłądziłem dość głęboko w las. Chcieliśmy iść do jeziorka nieopodal. Trafiliśmy na dziką wilczurzycę z małymi. Nie spodobało się jej zbytnio nasza obecność, niedaleko jej szczeniąt i zaczęła nas poganiać. Nie wgryzła się jakoś mocno, bardziej o mnie zahaczyła kiedy uciekałem. Teraz na moim lewym boku widnieje czerwone półkole, z lekkimi śladami zębów.
-Brzmi trochę jak bajka - powiedział znowu podnosząc kącik ust -To twoja wina że ją rozzłościłeś, nie znaczy że wszystkie zwierzęta cie nienawidzą
- Jaka bajka! Najprawdziwsza i najstraszniejsza historia życia. - czułem jak moja determinacja dosięga stopnia gdzie potrafiłbym zrzucić na takim mrozie ubrania, tylko by pokazać dowód wilczej zbrodni - Poza tym tylko tamtędy przechodziliśmy. Ona nawet nie dała znaku ostrzegawczego, nie warknęła ani nic. Od razu się tylko na nas rzuciła.
-To tylko zwierzę Holdi... znaczy... Holder - w jego wyrazie widziałem, jak chłopak walczy ze sobą chcąc schować niepełny uśmiech -Uznała cię za zagrożenie dla swoich dzieci - Na jego zdrobnienie, mój uśmiech nieskrycie się poszerza. - Ale ogólnie możesz być bajkopisarzem, bo fajnie to ujmujesz w słowa.
- Dzięki, Fab.- powiedziałem umyślnie podkreślając zdrobnienie chłopaka -  Chociaż wątpię by dzieci lubiły czytać o tym, jak dzikie psy zjadają inne dzieci. Trochę taka zwierzęca wersja baby jagi.
-Tylko musnęła cię zębami, nie przesadzasz trochę? - spytał wesoło z uniesioną brwią
- Nie rozumiesz. Mogłem umrzeć. Toż to dramat mojego dzieciństwa. - odpowiedziałem żartobliwie dramatyzując oraz patrząc w niebo z ręką przy czole jak zwyczaj miały robić damy w starych dramatach
- Och przepraszam - po czym przewrócił oczami
Jednak ja tylko wyszczerzony zwróciłem się w jego stronę. 
- No raczej. - rzuciłem wciąż żartobliwie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz