6 listopada 2016

Od Dean'a C.D: Charles A.

Jeszcze parę tygodni temu nie pomyślałbym, iż niedzielny poranek spędzę na błądzeniu po akademiku nieznanej mi szkoły, i to parę dni po ucieczce z domu we własne 18-naste urodziny. Chociaż praktycznie nie można nazwać tego "ucieczką", prawda?. Lepszym określeniem byłoby "wyjście na długi spacer" albo "wyjście bez zapowiedzi". W końcu byłem już pełnoletni i miałem prawo robić co chce, a kogo powiadamiam o takich wyjściach to już moja sprawa. Jeśli moi rodzice się trochę pomartwią to też się nic im nie stanie, w końcu mieli mnie w dupie całe życie. Z drugiej strony - bądźmy szczerzy. Zapewne ojciec bardziej przejął się zniknięciem dość liczebnej sumy pieniędzy z jego konta, niż zniknięciem własnego syna. Rzeczywiście pięciocyfrowa liczba była już dość dużą sprawą, a w szczególności jej "kradzież", ale przy zarobkach mężczyzny nie robiło to wielkiej różnicy. Wiele osób stwierdzi, że ucieczka do prywatnej szkoły (i to przy takich kosztach) jest kompletną głupotą i bzdurą. W dużym stopni jest, ale była to wtedy jedna z bardziej sensownych wyjść. Szkoła z dala od domu rodzinnego, dawnych znajomych i starego życia. Poza tym nie widzi mi się do końca życia pracować jako barista w Starbucks'ie albo innym tego typu lokalu, a dobra szkoła otwierała mu wiele drzwi na przyszłość. Dlatego Charleston High było jednym z lepszych rozwiązań. Do tego dormitorium zmniejszało wydatki i problemy z wynajmem jakiegoś innego lokum.
Po prawie godzinnym szukaniu i błąkaniu się z bagażem udało mi się znaleźć budynek z męskim skrzydłem. Skierowałem się do gabinetu opiekuna gdzie dostałem klucz i wskazówki do znalezienia pokoju. Nie wiem czy to ja wzbudzałem w mężczyźnie tą niechęć czy sama jego praca, ale z jego pokierowań nie zrozumiałem wiele. Ledwo chciało mu się sięgnąć po klucz dla mnie. Więc byłem zdany na siebie i swoją intuicje. Wtargałem nie małą walizkę wraz z torbą, na plecach mając dodatkowo futerał z gitarą. Idąc powoli i ciągnąc za sobą walizkę z nałożoną na nią torbą, rozglądałem się za pokojem o numerze 82, tym samym też starając się zapamiętać minione pokoje. W połowie korytarza usłyszałem za sobą kroki a po chwili czyjś głos. Spojrzałem w stronę dwójki zupełnie różnych chłopaków. Ten bliżej mnie był średniego wzrostu i postury okularnikiem. Na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że nie pochodził z Ameryki. Zdecydowanie należał do bardziej ułożonych i zadbanych osób, lecz miał w tym swój urok. Na twarzy miał przyjacielski, lecz stosownie umiarkowany uśmiech. Natomiast chłopak zaraz obok niego wydaje się jego lekkim przeciwieństwem. Na jego głowie panowała burza czarnych, krótkich włosów. Natomiast jego twarz czy postawa nie zdradzały za wiele.
- Hej. Zgubiłeś się? – zwrócił się w pierw okularnik, a jego mocny brytyjski akcent potwierdzał jedynie moje przypuszczenia – O! Nowa osoba. Chyba jednak będziesz potrzebował pomocy.
Przez chwilę miałem ochotę zignorować chłopaka szybkim, ostrym "nie", ale prawda jest taka, że potrzebowałem pomocy. Z pewnością poradziłbym sobie, ale jest to kwestia ograniczenia spędzonego na to czasu. Zrezygnowany westchnąłem cicho.
- Ta... właściwie przydałoby się. - powiedziałem poddając się i starając się odłożyć dumę na bok. Nigdy nie lubiłem prosić o pomoc. - Jestem nowy. Szukam pokoju 82, ale facet na dole mało co mi pomógł.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz