30 sierpnia 2016

Od Chrystiana C.D: Jen

Doszło do mnie, że Jen nie wytrzyma długo w tajemnicy.
- W drodze. - odparłem - Coś ty taka niecierpliwa?
Przez moment przeszła mi przez głowę myśl, że niebezpiecznym posunięciem było jednak powiedzenie Rosie prawdy. Ta żądza odpowiedzi niepokoi mnie bardzo... Dziewczyna niby nie ma kogoś komu by się wygadała, ale mimo to... A co jeśli nie ma nikogo właśnie dlatego, że nikt jej nie ufa? Zaczynam myśleć jak typowa durna nastolatka po przeczytaniu jeszcze durniejszego artykułu w magazynie dla nastolatek.
- Ciekawość mnie zjada. - usłyszałem w odpowiedzi.
- Dobrze, że nie pasożyt. - powiedziałem, nawiązując do pewnej creepypasty, którą ostatnio truł mi brat głowę przez maila.
- Ponoć mamy na sobie sporo pasożytów, których nie zauważamy. Ale kto wie.
Właśnie zdałem sobie sprawę, że jestem dla niej za głupi... To już któryś raz, kiedy rzuciła jakąś ciekawostką, a ja nawet nie wiem jak odpowiedzieć... Zapadła niezręczna cisza. Żadne z nas nijak raczej nie wiedziało jak temu zaradzić słowami. Także gdy zaproponowała papierosa, zgodziłem się bez pytań. Zaskoczyła mnie tym nie za bardzo, bo nie spodziewałem się tego po niej, ale nie ona jedna należy do tych cichych wód z drugim obliczem.
Wyszliśmy z kafejki. Mam nadzieję, że nie zajmie nam nikt miejsca.

Na otwartym powietrzu cisza była już do zniesienia. Pociągnąłem macha. Nie posmakowało, ale jak częstują to trzeba brać i ładnie podziękować, bo szlugi w tych czasach niektórych kosztują fortunę.
Niedopałek przygniotłem podeszwą. Zazgrzytało aż miło w uchu.
W oddali zobaczyłem idącą środkiem pustej ulicy różowowłosą gówniarę. Miała tyle co mój brat, a wyglądała jak rówieśniczka Rosie... Eh, szkoda gadać. Właśnie przez takie oszustwa wielu spoko kolesi odsiaduje teraz wyrok za "pedofilię"... Nieważne, zbliżała się.
- Przyszła. - powiedziałem do Jen - Zachowuj się tak jak zawsze. Robisz to rewelacyjnie. - odwzajemniła się uśmiechem.
Jeśli ja jestem za głupi dla niej, to tym prędzej pozbędę się "Rosiczki" kiedy ta tylko odezwie się do Jen.
Jeszcze nie podeszła a słyszę ją aż za dobrze... Darła ryja, oczywiście po polsku, i machała do mnie. Ciekawe co Jen pomyślała...
- Tu jesteś, kurwa, a ja cię po wszystkich spelunach szukam!
Standardowo miała na sobie prześwitującą koszulkę i szorty zakrywające pępek, ale dupy już nie. Gdzie tu logika?! Szanuję jej ojca, a mojego wujka. Jesteśmy najlepszymi kuzynami z jej bratem. To równi goście. Jej mama też spoko babka. Nie wiem jak do tego doszło, że wychowali taką patologię...
Zdjęła z ramienia czarną torbę od laptopa i uniosła ją tuż przed moją twarzą. Jak widać, dyskrecji też jej nikt nie nauczył...
- Brat mówił, że masz tam co chcesz. Torba do zwrotu. - powiedziała incognito, mamlając gumę, że ledwo ją rozumiałem.
- O, dzięki. Przynajmniej na coś się przydałaś.
Już miałem wziąć od niej torbę, już ją miałem w rękach...
- Czuję szlugi. - odsunęła się specjalnie - Poczęstuj.
Przysięgam, w tym momencie miałem ochotę publicznie wepchnąć ją do studzienki kanalizacyjnej.
- Won mi z twarzy smarku, albo powiem komu trzeba coś o tobie! - i wyrwałem jej tą torbę - Niech jutro on przyjdzie po torbę, bo nie ręczę za siebie.
Fuknęła na mnie. Mamrocząc coś do siebie i poszła tam skąd przyszła. Niedługo już nie widziałem tej różowej czupryny (którą z resztą chętnie bym podpalił).
Nie musiałem sprawdzać zawartości torby. Ufam kuzynowi, nigdy się na nim nie zawiodłem. Jest dla mnie drugim bratem. Nie to co ta czarna owca... Przepraszam, w jej przypadku różowa.
- Chcesz wrócić zamówić coś jeszcze czy już idziemy? - spojrzałem na Jen.
Z tego wszystkiego nie wiem czy odezwałem się do niej po polsku czy angielsku... Ze stresu mieszają mi się języki. I ciekawe jakie pytania mi zada do końca tego cholernego dnia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz