24 sierpnia 2016

Od Charliego H. C.D: Charles A.


Charlie był pełen optymizmu i nadziei na odzyskanie napoju bez zbytniego kontaktu z tamtymi ludźmi, ponieważ, jak zdążył zauważyć, nikt z towarzystwa nie dostrzegł samotnej butelki wody leżącej nieopodal. Hathaway miał właśnie zebrać się i wstać, by odzyskać swoją własność, nie zwracając przy tym niczyjej uwagi, gdy nagle poczuł, jak ktoś go przygniótł. Dosłownie. Charlie na sekundę stracił oddech, zdołał tylko ciężko jęknąć, gdy niespodziewanie cały ciężar zniknął z jego nóg. Podniósł głowę, chcąc zobaczyć, kto na niego wpadł. Jakież było jego zdziwienie gdy zobaczył króla we własnej osobie. Co teraz zrobić? Przeprosić? Może w tempie błyskawicznym się stąd zmyć? Gorączkowe myśli chłopaka przerwał fakt, że osoba przed nim zupełnie się nim nie zainteresowała, z niepokojem oglądając swoją konsolę. Chwilę później podszedł do nich obcy Charliemu chłopak i pomógł królowi wstać, jednocześnie obaj zignorowali skulonego na podłodze wegana. To nie było w porządku, Hathaway czuł się trochę jak śmieć, który jest niewidzialny dla otoczenia, jasne, już wcześniej jego obecność była wielokrotnie pomijana ale teraz.. nawet głupiego przepraszam? Nic?
Jego zepsutego tym faktem humoru nie poprawił nawet fakt, że Charles zaczerwienił się ze wstydu, chociaż, jak zdążył zauważyć Charlie, to mogło mieć związek z tym, że ten drugi chłopak szeptał mu coś do ucha. Jakby tego było mało chwilę później jeszcze musnęli się ustami, tuż przed nim. Uhm nie widział, że ich pan i władca gustuje w chłopakach ale cóż, to nie jego sprawa. Jednak takie zachowanie ubodło Charliego jeszcze bardziej, no kurde, najpierw zostaje przygnieciony, potem zignorowany, a na koniec jest przymusowym świadkiem namiętnej scenki. Otrząsając się, powoli podniósł się na nogi, ignorując tępy ból w klatce piersiowej, musiał oberwać mocniej, niż sądził. Chciał jak najszybciej zapomnieć o całej sytuacji.
***
Pod koniec dnia Charlie był już maksymalnie wykończony i znużony lekcjami, dlatego postanowił udać się do w miarę zacisznego parku i po prostu pomyśleć. Nie czuł się najlepiej po porannym zdarzeniu, prawdę mówiąc jego samoocena mocno spadła, a w piersiach pozostało nieprzyjemne uczucie duszności. Przechodził właśnie obok jednej z ławek, gdy został zaczepiony. Odwrócił się i natychmiast tego pożałował, widząc przed sobą króla. Tym razem nie z konsolą, a telefonem w ręku. Zdziwił się, usłyszawszy przeprosiny, jednak, gdy tamten wspomniał o tym, że nie chce by ,,ludzie nie zaczęli gadać” poczuł iskrę gniewu. Co dziwne, bo prawie nigdy nie pozwalał, by emocje wzięły nad nim górę. Powstrzymał się więc i ubrał na twarz maskę obojętności.
- Dzięki ale mnie niezbyt interesuje opinia innych ludzi. A jeśli przepraszasz mnie tylko dlatego, by inni nie myśleli o tobie źle, a nie dlatego, że prawie mnie zabiłeś to cóż, nie obraź się ale mam to gdzieś. – stwierdził chłodno, choć wiedział, że nie powinien. Do diabła, musiał nauczyć się jeszcze lepiej kontrolować emocję, chociaż w tej chwili był z siebie całkiem zadowolony. Gdyby był sobą sprzed dwóch lat, prawdopodobnie wybuchłby teraz i zaczął się wydzierać, wykrzykując wszystkie żale. Teraz po prostu stał, ze spokojem wbijając spojrzenie w chłopaka przed sobą, gdy nagle dopadł go niespodziewany atak kaszlu. Złapał się za klatkę piersiową, mając wrażenie, że to wina porannego incydentu. Napad ustąpił dopiero po chwili. Niedobrze.. jeśli tak dalej pójdzie, będzie musiał odwiedzić jakiegoś lekarza.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz