2 listopada 2015

Od Saiy'i C.D: YoungMin

Obstawiała przy tym, iż nie będzie walczył przeciw robieniu śniadań. Nie przeliczyła się, bo chłopak bezproblemowo i bez żadnego zająknięcia wyraził pełną zgodę. Było to dla Sai naprawdę czymś, co poruszyło mocniej jej obolałe serce. A niech to... Po jakiejś chwili jedzenia nagle przystawił do jej ust widelec i o dziwo chciał się podzielić posiłkiem. A już myślała, że naszły go dziwne i złe myśli o niej. Na całe szczęście, tylko jej wyobraźnia płata jej takie figle. Teraz nie może nikomu pozwolić za bardzo zbliżyć się do YoungMin'a, ponieważ inaczej może sobie od niej pójść. Zostawić ją samą na pastwę losu. Nie. Nie dopuści do tego. Nie może. Coraz bardziej zaczyna podejrzewać, iż to właśnie on jest jej chęcią do życia. Kimś kto sprawia, że dziewczyna ma po co rano wstać. Ma po co żyć. Tak dużo myśli. Owszem, zjadła kawałek pokarmu, który znajdował się na widelcu.
- Rzeczywiście, nawet dobre. Jednak, zobaczysz. Od mojego śniadania nie będziesz mógł się uwolnić.
Od niej też. Musi przyznać, jedzenie tutaj nie jest tak tragiczne jak w niektórych miejscach. Choć i tak nie ma zamiaru niczego kupować w tej szkole. Zawsze robiła sobie śniadanie do szkoły, więc nie zamierza przestać.
- Przerwa dobiega końca, ale to nic. Jestem szczęśliwa, bo od teraz będę miała ciebie obok. Tak naprawdę, wolałabym siedzieć tu z tobą, niż na tych lekcjach. Byłoby o wiele ciekawiej. Poza tym, proszę.
Podstawiła mu pod usta swą kanapkę. Co prawda, była już kilka razy gryziona przez brązowowłosą, lecz mimo to nadal chciała go poczęstować. Czy było to nie na miejscu? Możliwe. Nie mówi, że nie. Jednakże, nie przejmowała się tym. Dla osoby, którą lubi może zrobić wszystko. A podzielenie się taką kanapką to pikuś w porównaniu do tych rzeczy. Co do innych osób w klasie to nawet nie zwracała na nie uwagi. Były jak muchy. Trochę irytujące, ale dało się je kompletnie ignorować. Ta szkoła była dziwna. Te wszystkie dziwne zasady. Oczywiście, rozumiała je. Nie jest głupia, choć innym może się wydawać inaczej.
- Nie krępuj się, gryź. Muszę się jakoś odwdzięczyć za twój poczęstunek. Niestety, na razie musi starczyć to.
Zaśmiała się łagodnie. Gdyby chciał mogłaby się odwdzięczyć jeszcze inaczej, ale to może kiedyś. Tak, może kiedyś przyjdzie czas na takie czyny. W każdym razie, dla niej czas się zatrzymał. Będąc w jego towarzystwie bawiła się lepiej, niż w jakimkolwiek innym! Jest zdziwiona, bowiem znają się parę minut, a między nimi jest już jakaś więź. Dziwne? Pewnie tak. Czy mogła trafić lepiej? Gorzej sprawa wyglądałaby, gdyby trafiła na jakiegoś gbura, który ciągle marudzi i nie ma zamiaru się z nią łączyć. Znaczy, zaprzyjaźnić. Przyjaźń ważna rzecz, dzięki niej ludzie nie są samotni. Nieprawda. Nie istnieje coś takiego. To tylko iluzja, aby ofiara myślała, że jest bezpieczna. Prędzej czy później, ci najlepsi przyjaciele wbiją ci nóż w plecy. Zdradzą. Okłamią. Każdy jest pazerny na korzyści. Spokojnie. Yomi nie ma się czym przejmować. Przecież ma w końcu Saiye. Od teraz nigdy nie będzie samotny i nie będzie potrzebował nikogo innego. Dziewczyna może być dla niego całym światem, a nawet będzie. Nie pozwoli nikomu go zranić. Idąc tym śladem, najlepiej byłoby gdyby on też nie miał poważniejszych kontaktów z ludźmi. Wtedy na pewno nigdy nie porzuciłby jej.

{ Nie ma najmniejszego problemu. :3 }

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz