7 listopada 2015

Od Alex'a C.D: Natsu‏

Natsu był tak zaskoczony, że nie zdołał się złapać poręczy i runął jak długi na niczego niespodziewającego się i jak zwykle pogrążonego w sennych marzeniach Alex’a.
Chłopak miał dziwną tendencję do spania wszędzie, gdzie tylko się dało. Dla nikogo w szkole nie było niczym nowym znaleźć smaczne śpiącego albinosa w jednej z kabin w toalecie, na parapecie okna, czy czasem nawet i na schodach, opartego głową o poręcz, tak jak to było w tym przypadku. Mógł sobie na to spokojnie pozwolić, dzięki swojemu szczęściu głupiego, gdy podczas szukania dogodnego miejsca do snu znalazł coś o wiele cenniejszego. Zwykła ósemka karo uczyniła go Posłańcem, czyli chłopcem na posyłki dla Króla, Królowej i ich Pochlebców. Ta pozycja spokojne go satysfakcjonuje. Chłopak nigdy nie miał zbyt dużych ambicji, jeśli w ogóle można mówić o jakiś. Wszystko, czego tylko chce to spokojny sen lub ewentualnie do czasu do czasu kilka stron dobrej książki. Dzięki zdobytej karcie może sobie gwizdać na uczniów z niższą rangą, czasem jedynie zmuszony słuchać osób nad nim. Ale to w jego oczach niewielka cena, którą trzeba zapłacić za olewanie zdania większości społeczeństwa szkolnego, choć czasem zdarza mu się marzyć o znalezieniu siódemki, która dałaby mu możliwość słodkiego lenistwa lub asa, dzięki któremu nikt by niczego od niego nie wymagał.


Alex leniwie otworzył zaspane oczy i zamglonym wzrokiem spojrzał na leżącego mu w ramionach okularnika. Zamrugał gwałtownie kilkakrotnie, próbując się do końca rozbudzić , by zrozumieć to co właśnie przed sobą widział.
- Czy ja wciąż śnię, czy właśnie chłopak spadł mi z nieba? – palnął bez zastanowienia, nieco zachrypniętym od ciągłego spania na zimnym betonie głosem, uśmiechając się przy tym łobuzersko.
Osiemnastolatek rzadko kiedy odzywał się z własnej woli, ale kiedy już to robił były to zwykle spontaniczne i zupełnie nieprzemyślane wypowiedzi, które niosły ze sobą różne skutki. Alex się jednak zbytnio tym nie przejmował. Nie zależało mu na znalezieniu sobie nowych przyjaciół. Darwin zdecydowanie mu wystarczył. Wrogów jednak też nie chciał sobie robić.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz