15 maja 2017

Od Jovel C.D: Fabien

Dzień mijał powolnie i ciągnął się niczym powolnie spływająca, połowicznie zaschnięta żywica. Nic zbytnio ciekawego, nic zbytnio nudnego, wszystko wlokło się powoli środkiem środka nijakości. Możliwe, że było tak tylko z perspektywy czerwonowłosego, tak czy inaczej, stawał się przez to nieco poirytowany. Kończył właśnie dzisiejszy obiad, który równie uparcie co wszystko inne wpisywał się w neutralność. Z jednej strony lepsze niż cokolwiek co sam by zrobił, z drugiej nic nad czym by się zachwycał. Ot, surówka, bezmięsne mięso i sok pomarańczowy. Nie cierpiał soku pomarańczowego. Tego więc teoretycznie mógł się uczepić, wylać, stłuc szklankę czy krzywić się przesadnie przy piciu. Na żadną z tych rzeczy nie miał już ochoty. Patrzył z wyrzutem na napój, ale nic się nie stało.
Westchnął głośno, po czym wstał zrezygnowany. Po kilku minutach wychodził już z budynku stołówki, idąc bokiem ścieżki. Nic, zupełnie żadnego punktu zaczepienia. Pustka, bo jak to miał w zwyczaju, wybył z budynku pierwszy, lub ostatni. W dziś akurat pierwszy. Dahmer czuł niemalże fizyczną desperację by coś się wydarzyło. Pomyślał nawet przez chwilę o Celu, ale coś odciągało go od zawracania mu dupy. Cóż, gra z początku wydawała mu się niezwykle ekscytująca. Niezrozumiała całkowicie w pewnych aspektach, ale jednak. Zajmująca. Wciągająca. Obowiązująca. Bycie Czwórką nie wiązało się dla niego z niczym niezwykłym, choć w teorii, zawsze było to lepsze od Jokera. Teraz musiał jedynie słuchać wyższych rangą, a oni niezbyt często zwracali na niego uwagę. Żadnych drastycznych zmian, czy czegoś w tym rodzaju. Właściwie to całkiem dobrze, lecz kiedy myślał o grze, to miała być czymś wrzynającym się w codzienność jak kolec w ciało. Urozmaicenia. Bo gdy tak się zastanawiał, to bycie Celem... Eh, naiwne teoretyzowanie. Logicznie myśląc, nikt nie chciał być nisko w hierarchii. Jovel zrobił dłuższy krok, po czym zaczął robić marsz z dostawianiem lewej nogi.

Cholernie nudno. Obrócił się wokół własnej osi. Mógł właściwie iść na basen, iść po przepustkę na wyjście do recepcji, czy zużyć żeton na pranie zalegające od kilku dni. Miał się zabrać za pisanie comiesięcznego listu do rodziców, by nie umierali ze zmartwienia w Wisconsin. Wywrócił ciemnymi
oczyma, chowając tęczówki pod powiekami. Powinien sobie znaleźć znajomych.
Przystanął na chwilę, dość gwałtownie. Wiedział, że jeśli zaraz czegoś nie zrobi, to dostanie ataku nerwicy i cały ładny dzionek pójdzie się walić. Z resztą, czy cokolwiek gorszego niż wpadanie w ambiwalencje mogło się teraz przydarzyć? Pewnie tak.

Zrezygnowany siedemnastolatek usiadł na ławce. Pozostało słuchanie muzyki, ale cholera, każda piosenka była nie taka. Zirytowany uderzył pięścią w deskę, na której siedział, po czym jakby wypompowany rozsiadł się jeszcze bardziej.  Zachowywał się jak rozwydrzona dziewczynka, której ktoś kiedyś podobno coś obiecał, a tak na prawdę została sama ze swoją skwaszoną miną.
Kątem oka spojrzał na bardzo czystą powierzchnię ławki. Palce drgnęły, na myśl o cyrklu tworzącym kreskę za kreską. Zaczął sięgać do swojego podniszczonego plecaka, ale zaraz cofnął rękę zamaszystym ruchem, przypominając sobie o niedawnym upomnieniu, w sprawie "dewastowania
własności szkoły".

- Kuuuuurwaaaaa - przeciągnął głoski, wkurzony odrzucając głowę do tyłu.
Usiadłszy z powrotem w pozycji nie mordującej kręgosłupa, przeczesał szczupłą dłonią swoje krótkie, jasno-czerwone włosy. Czas przyszedł na plan osobistej wojny błyskawicznej. ON jednak, nie miał zamiaru działać na dwa fronty. Jedyny punkt, który musiał teraz wypełnić nadrzędnie, brzmiał "zrób cokolwiek bo się nudzisz".  Podniósłszy ciemne spojrzenie na widok przed sobą, badał pośpiesznie otoczenie. Kilka osób z bardzo nieodpowiednią dla Amerykanina rangą pojawiło się przy drzwiach od stołówki. Może i nawet by do nich poszedł, ale w pobliży znalazł się ktoś ułatwiający sprawę.
Jovel, chwytając plecak, podbiegł do owej osoby, niczym do jakiegoś cholernego wybawiciela. Starając się nie szczerzyć, ani nie dyszeć przez tak nagłe zerwanie się do biegu,  powiedział:

- Przejdziesz się do lasu?

PS jeszcze raz proszę o uwagi i przepraszam za nielogiczność

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz