Zarząd

King: Kaito Shires | Queen: Meredith Blunt
Jack:
Dean Holder
10:
Mephistopheles Darnsk
9:
Rui Woods
Joker:
Charles Anson

Uczniowie - K: 3 | M: 10

Nieobecni

Jurij Spierdolev

Zespół


Administrator

Michael Holtzer

nocta.k@hotmail.com
GG: 50508389

Żelazny mur
A.K.A
Moderator
Mephistopheles Darnsk
nannanatushi@gmail.com
GG: 59306757

Dostępne opowiadania

Dostępne opowiadania są takimi, które szukają drugiej osoby do kontynuacji. Skusisz się? Starczy kliknąć na tytuł.

Od Noe

Prosimy zapoznać się z postami

4 kwietnia 2017

Od Charliego C.D: Narelle

W przeciwieństwie do tego, co mogliby niektórzy pomyśleć, nie pomogłem nowej duszyczce z powodu oczekiwanej nagrody. Niczego nie oczekiwałem od niej. Można było powiedzieć, że taka była rola, a ona nie była jedyną uczennicą, którą wprowadziłem do życia w naszej szkole, w tym w kastę. Pomoc z kastą również nie była spowodowana moją rolą Króla. Niezależnie od roli, wykonywałbym dalej swoje małe zadanie. Jak już mówiłem, taka już była moja rola w tej szkole i sam ją sobie wybrałem. Aczkolwiek teraz musiałem z tym uważać. Szczególnie od kiedy przez swoją małą grę skończyłem z Jokerem, zamiast z Królem. Tak łatwo było znów znaleźć się na czubku kasty, ale za razem łatwe w moim miewaniu równa się z nudne. No chyba, że mowa o egzaminach czy takich tam…
Aktualnie jednak miałem godzinkę spokoju. Wróciłem z moim ochroniarzem do pokoju podczas długiej przerwy. Ja nie odczuwałem głodu przed obiadem, a Meph postanowił wrócił ze mną, niezależnie od mojego protestu. Najwidoczniej i on nie odczuwał potrzeby zjedzenia czegokolwiek. Albo może to tylko zmartwienie? Nie jestem pewien. Był dorosły. Jakby uznał, że doskwiera mu ból, to by wrócił na stołówkę, albo w ogóle ze mną nie szedł. Dlatego też ani nie protestowałem, ani nic takiego. Leżałem brzuchem na łóżku i grałem w swoją grę na konsoli, w tym samym czasie zastanawiając się nad swoją przyszłą karierą.
- Muszę złożyć papiery na jakiś uniwersytet lub coś. I nie wiem co lepsze, fryzjerstwo czy moda - mruknąłem do siedzącego na drugim łóżku. Ciekaw byłem jego opinii na ten temat.
- Może informatyka – uśmiechnął się, nie pomagając mi z moim drobnym problemikiem.
- Ech~ Brzmi nudno i męcząco – westchnąłem. Lubiłem grać w gry, ale na tym kończył się mój zapał pod względem technologii. - Dobrze przynajmniej, że mam jakiś wybór. Matt musi iść na prawnika, a Elizabeth w modę. A mnie w sumie fryzjerstwo ciekawi.
- Muszą? – zapytał z uniesioną brwią.
- Rodzice są dumni ze swoich zawodów. Ojciec jest trochę staroświecki. Trochę jak ten azjatycki rodzic co mówi: prawo, medycyna albo hańba". Matka z kolei chce oddać swoją sławę Lizzy, a ta jest nakręcona na to wszystko – wytłumaczyłem spokojnie, w między czasie bijąc bossa, który był już na dotarciu.
- Mogą zawsze im odmówić i pójść swoją drogą – stwierdził.
- Jak mówiłem; Lizzy jest nakręcona. A Matt ze swoim nastawieniem do życia pewno by skończył jako stripteaser czy coś w tym stylu. Ewentualnie mieszkając z rodzicami czy pasożytując na partnerze czy partnerce. Tak przynajmniej miał jakąś motywację by przejść przez studia i w ogóle. Ponadto odkrył w tym jakąś formę przyjemności. Jest uparty. Choć trudno mi powiedzieć, czy mając klienta kierowałby się chęcią wygranej czy też może prawem i tak dalej... Na przykład czy umiałby wiedzieć, że ktoś świadomie spowodował wypadek, a potem go bronić, zaprzeczając jego winy – wytłumaczyłem, choć pod koniec trochę miałem problem z szukaniem odpowiedniego przykładu do tego ciągu myśl. Wolałem uniknąć typowego ”czy by chronił mordercę” etc.
- Praca prawnika polega na bronieniu kogoś nawet jeżeli wiesz o jego winie – mruknął, lecz dla mnie to było oczywiste. W końcu nawet sama figura w prawie była kobietą z mieczem i wagą o zakrytych oczach. Zawsze interpretowałem to jako znaczenie, że prawo jest ślepe, surowe i trzymające się jednej strony, czy jakoś tak.
- Ja to wiem, ty to wiesz. Ale mój brat jednak jest... Hmm - zapauzowałem grę. - Jak to powiedzieć...
-Tępy i rozmyślający tylko o stosunku? – uniósł brew, co mnie rozbawiło, przez co parsknąłem śmiechem.
- To też. Ale tu bardziej chodziło mi o to, że od zawsze miał to wielkie poczucie sprawiedliwości i tak dalej. Ciekawe czy odbył już rozmowę z Colinem na temat tego wszystkiego... Choć zawału nie miał, więc chyba nie – zacząłem się nad tym zastanawiać. Ciekaw byłem jakby ten zareagował. Coś czuję, że by gorzej poszło z jemu, niż mnie.
- Colin nie jest głupi, nie powie tego pierwszemu lepszemu facetowi, który kilka razy weźmie go od tyłu i kupi kwiaty – odparł Meph, znając swojego przyjaciela o wiele lepiej ode mnie.
- Mój braciszek uznaje to z kolei za coś więcej. Wiele razy rzucał czymś w stylu "och, to moja przyszła żona" i tak dalej, ale nigdy nie trzymał się tylko jednej osoby. I to jeszcze aż tak długo – pod tym względem czułem się, jakbym nie znał Matta.
- Nie twierdzę, że Colin nie zaczyna czuć tego samego. Twierdzę, iż nigdy nie był skory do mówienia komuś ,,z zewnątrz'' o swoim życiu. Twierdził, że to nie potrzebne – wytłumaczył, po czym wstał i podszedł do mojego łóżka. Usiadł następnie obok i się wtulił we mnie, co uznałem za urocze. Zwykle oschły i zimny Mephi, przy mnie okazywał tak słodkie oblicze, któremu trudno mi było się oprzeć.
- Ach, nie mówię, że tak nie jest. Tak jakoś zdałem sobie z tego sprawę teraz i nagle szok mnie złapał. Niezły wpływ ma chłopak na mojego braciszka – odłożyłem konsole i przekręciłem się, aby móc go objąć ramieniem. – Chyba powinniśmy wracać na zajęcia. Za niedługo koniec przerwy.
- Możemy się trochę spóźnić – pocałował mnie delikatnie. Chyba już mu się amory załączały.
- O nie! Nie zamierzam wchodzić do klasy w trakcie lekcji by wszyscy się na mnie gapili - mruknąłem - a przynajmniej nie teraz, kiedy jestem celem...
- To ominiemy pierwszą lekcje mój celu – przeniósł pocałunek na moją szyję.
- Zostały nam tylko dwie... Wytrwasz do końca – mruknąłem niechętnie, lecz ten kontynuował swoje pieszczoty.

***
Koniec końców niezależnie od czynu na lekcje nie poszedłem. Nie chciało mi się. Wf stanowczo nie należał do moich ulubionych przedmiotów, aczkolwiek podejrzewałem, że w tym tempie nauczyciel zacznie podejrzewać, że moje ucieczki są właśnie tym – ucieczkami przed jego zajęciami. Nie moja wina, że nie posiadałem do tego kondycji. Tam potruchtać sobie mogę, ale nie spędzać całe dwie lekcje na bieganiu po nudnym boisku, ganiając za jakąś piłką czy tym podobne. Basen w sumie był całkiem spoko, a co do piłki to tak jak nożna mnie nudziła, tak w koszykówkę jeszcze byłem chętny. Tak to chyba nic więcej mi nie pozostawało.
Usiadłem przy pustej ławce razem z Mephistphelesem. Na obiad sama zupa krew z pieczonych pomidorów i papryki. Kawałek pieczywa, szklanka soku oraz miseczka z galaretką owocową. Meph wybrał mniej bogatą opcję ze zwykłą sałatką z łososiem, oraz również szklanką soku pomarańczowego.
- Jesteś na jakieś diecie? – zaśmiałem się i w tym czasie zauważyłem zbliżającą się w naszym kierunku Narelle. – O… Jaka jest stolica Chin, kochany Orzełku? – przywitałem ją w nietypowy sposób z uśmiechem na twarzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz