1 października 2016

Event: Dzień Sportu - Bieg na 1000m (żeński)

     Po tym jak już skończyły się krótkie dystanse, które łatwo było pokonać sprintem, przed zawodnikami pojawiła się dłuższa trasa posiadająca cały kilometr. Był to bieg dla bardziej wytrzymałych zawodników, choć na pewno nie można było tego porównać do maratonu. Na starcie już pojawiły się przedstawicielki swych klas, gotowe do startu. Już za chwilę sędzia miał gwizdnąć w gwizdek, a one rozpocząć swój wyścig.

***

     Caroline Shires ma 48h (do godziny 19:00 dnia 03/10/16) na opisanie przebiegu wyścigu do momentu, kiedy to zbliża się ona do mety. Można przekroczyć metę, lecz opisując "byłam pierwsza" będzie oznaczało dyskfalifikację. Można również opiasć uczucia przed startem biegów. Ostatecznie kto wygrał zadecyduje mechanika i punkty, jakie dałaś swojej postaci.


Caroline Shires

Zaraz po lekcjach Cari poszła zobaczyć co u Kaia. Rano napisał jej, że nie przyjdzie na lekcje, bo zachorował. Gdy weszła brat spał. Nie wyglądał dobrze, a termometr pokazał trzydzieści dziewięć stopni Celsjusza. W tym stanie na pewno nie mógł wystartować w biegu na kilometr. W tym momencie Caroline postanowiła. Weźmie udział za niego! Mimo, że nie planowała udzielania się w tego typu zabawy, dla brata może! Powiedziała o tym Kaiowi, ten w odpowiedzi tylko się uśmiechnął, co znaczyło, że pomysł mu się podoba, dziewczyna była bardzo zadowolona. Podekscytowana pobiegła do wychowawcy by się zapisać. Pan Dane dziwnie się na nią patrzył, gdy przybiegła do niego z prośbą o zapisanie na bieg, ponieważ uważał, że przecież równie dobrze, mogła to zrobić na jutrzejszych lekcjach. On tego nie rozumiał. Przecież teraz, w każdym momencie, mogła zapisać się do tej dziedziny każda inna dziewczyna! I wtedy Caroline nie mogłaby zastępować brata. Tutaj nie było czasu do jutra. Wreszcie, gdy nauczyciel ją zapisał (mimo, że robiĺ to z grymasem na twarzy, bo miał już wychodzić), ponownie pognała do pokoju  brata, ogłosić mu radosną nowinę.
Zaraz jak wparadowała do pomieszczenia krzyknęła:
- Udało się~!
Uciszył ją Rui siedzący właśnie na łóżku.
-Shh, nie widzisz, że śpi? Obudzisz go.
- ...Oh, przepraszam - mruknęła i cicho się wycofała. Ten człowiek ją na prawdę przerażał. Jeszcze ten pająk, wrr.
W dzień wyścigu cały czas chodziła zdenerwowana.Co jeśli coś jej się nie uda? Co pomyśli Kai? Na pewno będzie bardzo zawiedziony.
Będąc w przebieralni uważnie przyglądała się konkurencji. Większość dziewczyn wyglądała na dobrze wysportowane. Zwiększyło to tylko strach Cari, mimo, że sama była raczej osobą wysportowaną. Zamknęła na chwilę oczy i przypomniała sobie to, co powiedział jej dziś Kai. "Spokojnie, nic się nie stanie, jeśli ci się nie uda. Wystarczająco uszczęśliwiający jest sam start dla mnie". Dziwnie tym razem udałą jej się od tego uspokoić. Ruszyła pewnym krokiem na boisko.
Ustawiając się na linii startu spojrzała na widownię. Siedział tam też Kaito. Mimo swojego ciągłego kaszlu i kataru, jednak przyszedł! Pomachała do niego uśmiechając się. Odpowiedział jej tym samym. Nagle spostrzegła obok niego Rui. Uhh, czemu ten facet wszędzie chodzi za jej bratem? Mówiła już bratu, że wydaje się jakiś podejrzany i żeby na niego uważał, ale chyba jednak to do niego nie dotarło. Nie czas nad tym myśleć, teraz powinna skupić się na wyścigu! Wzięła kilka głębokich wdechów i wydechów. Po usłyszeniu komendy na start - ruszyła. Biegła raczej na równi ze swoimi przeciwniczkami. Dopiero pod koniec biegu zrobiło się kilka grup - ci walczący z przodu, jeszcze się nie poddający - kawałek za nimi i ci, którzy całkiem stracili wiarę - na samym końcu biegnąc truchtem. Caroline starała już z całych swoich sił. Cały czas myślała o Kaiu, co na prawdę dodawało jej niesamowitej energii. Linię mety przekroczyła z zamkniętymi oczami, nie wiedząc czy chce je otwierać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz