22 września 2016

Event: Dzień Sportu - Bieg na 100m (żeński)

  Biegi męskie szybko się skończyły i już po chwili na linię startową biegu na 100m zaproszono przedstawicielki płci żeńskiej. Między innymi Narelle Evison z klasy Bruce Dane'a oraz jakąś dziewczynę z klasy Artura Wronskiego. Nie wyróżniała się ona zbytnio od pozostałych zawodniczek, lecz wyglądała na gotową. Jeszcze nie tak dawno temu rozgrzewała się, a teraz rozciągnięta i gotowa do startu, zajęła swoje miejsce. Wszystkie zawodniczki miały zacząć na dźwięk gwizdga.


***

     Narelle Evison ma 48h (do godziny 18:00 dnia 24/09/16) na opisanie przebiegu wyścigu do momentu, kiedy to zbliża się ona do mety. Można przekroczyć metę, lecz opisując "byłam pierwsza" będzie oznaczało dyskfalifikację. Można również opiasć uczucia przed startem biegów. Ostatecznie kto wygrał zadecyduje mechanika i punkty, jakie dałaś swojej postaci.

Natelle:


     Gdy po raz pierwszy usłyszałam o dniu sportu, wydał mi się idiotycznym pomysłem, klasycznym eventem organizowanym w każdej szkole, podczas którego mężczyźni wyciskają z siebie siódme poty, a dziewczyny wlepiają w nich swoje głodne oczy. Gdy usłyszałam o tym po raz drugi, zaczęłam myśleć o korzyściach. Zaczęłam rozważać udział.
Stojąc na korytarzu, po raz kolejny czytałam listę dyscyplin, w których mogłam wziąć udział. Uwzględniając moje wady i zalety, próbowałam w końcu się zdecydować. Nie należałam do najbardziej wytrzymałych osób, więc długie biegi i pływanie od razu skreśliłam z listy.  Westchnęłam głęboko, żałując, że nie mogę zaprezentować się w stroju kąpielowym ani zobaczyć innych na basenie... Chociaż... Przecież można było tam iść i dopingować, prawda? Potem się o to kogoś zapytam. 

***

Zdecydowałam się w końcu na szybkie biegi. 100m nie było dla mnie żadnym wyzwaniem, kochałam sprint. W poprzedniej szkole brałam już udział w tej dyscyplinie, było dla mnie pozytywnym zaskoczeniem. Cały wysiłek trwa nie więcej niż kilkanaście sekund, człowiek nie zdąży nawet się zmęczyć. Oczywiście potem będę umierała w męczerniach, czując każdy mięsień moich nóg i brzucha, ale tym zamierzałam martwić się później. Najwyżej padnę na ziemię zaraz po dotarciu na metę i będę potrzebowała resuscytacji. Miejmy nadzieję, że ratownik będzie chociaż przystojny. 
Zostało 10 minut do startu, zaczynałam przygotowywać się na przypływ adrenaliny. Mój organizm czuł już podniecenie związane z rywalizacją, przyspieszone tętno głucho dźwięczało w uszach. Wcześniej przebiegłam parę kółek, żeby się rozgrzać, teraz już tylko się rozciągałam. Nie mogłam utracić ciepła przed biegiem ani się zmęczyć, więc po prostu zaczęłam masować mięśnie. Na biegi dziewczyn przyszło o wiele mniej osób niż wcześniej, gdy startowali mężczyźni. Prychnęłam pogardliwie i ustawiłam się przed blokiem startowym. Oprócz mnie startowało jeszcze parę osób, obok stanęła jakąś dziewczyna. Nie rozpoznawałam jej, chyba nie była z mojej klasy. Zresztą nie zdziwiłabym się, gdybym jednak nie miała racji. W końcu nie znałam tutaj praktycznie nikogo. Na razie. 
Na dany sygnał ustawiłam się w pozycji do biegu. Padł strzał, wszystkie wystartowałyśmy. Skupiłam całą siłę w moich mięśniach, nie myślałam o niczym innym oprócz mety. Po chwili było już po wszystkim.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz